Advertisement
KomiksKulturaRecenzje

„Nawiedzona spółka. Przygody poza ciałem” – czyli jak debiutować w ciekawym stylu [RECENZJA]

Bartłomiej Rusek
Okładka komiksu „Nawiedzona Spółka. Przygody poza ciałem” / fot. Kultura Gniewu
Okładka komiksu „Nawiedzona Spółka. Przygody poza ciałem” / fot. Kultura Gniewu

Sięgając po komiks nieznanej mi wcześniej debiutantki, nie mam zazwyczaj wyraźnie sprecyzowanych oczekiwań. Podobnie było w przypadku Nawiedzionej Spółki autorstwa Zuzanny Podpory — komiksu wydanego niedawno przez Kulturę Gniewu. Tym samym, otwierając tom po raz pierwszy, nieco oczarowany stylem graficznym autorki, nie spodziewałem się, że wciągnie mnie on tak bardzo, angażując w prostą, choć bardzo sprawnie napisaną opowieść.

Nawiedzona spółka. Przygody poza ciałem — bo tak brzmi pełna nazwa tej powieści wizualnej — opowiada historię, w której główną bohaterką jest Iza. Do jej wielu osobistych problemów dołącza kolejny, tym razem… paranormalny. Wszystkie znaki wskazują bowiem na to, że jej dom zaczyna nawiedzać tajemniczy duch. Wyjawia to swoim dwóm najlepszym przyjaciołom — Przemkowi i Bakterii, a ci szybko znajdują rozwiązanie.

Przykładowa strona z komiksu „Nawiedzona Spółka. Przygody poza ciałem” / fot. Kultura Gniewu
Przykładowa strona z komiksu „Nawiedzona Spółka. Przygody poza ciałem” / fot. Kultura Gniewu

Okazuje się, że ich wspólna koleżanka z klasy, Marta, pochodzi z rodziny zajmującej się zjawiskami paranormalnymi. Co więcej, sama dziewczyna jest bardzo chętna do pomocy. Jednocześnie jest ona medium i przy kontakcie fizycznym z nią, pozostałe osoby również są w stanie dostrzec zjawy. Tym samym Marta „dołącza do ekipy” znajomych, których więzi z dnia na dzień coraz bardziej się zacieśniają. Widzimy to, towarzysząc im zarówno w szkole, jak i w prywatnych relacjach.

Jednym z najbardziej pozytywnych zaskoczeń podczas lektury Nawiedzonej Spółki był dla mnie wątek romantyczny, a raczej to, jak do niego podeszła autorka. Tak, jak romanse między bohaterami często wydają się zbędne lub nachalne —  zwłaszcza gdy zajmują sporą część niedługiego komiksu —  tak tutaj momentami wręcz brakowało mi czegoś więcej. Zuzanna Podpora w swoim debiucie  bardzo sprawnie wplata motyw romantyczny, nie rozwijając go w żaden konkretny sposób i dając sobie tym samym furtkę do kontynuacji historii. Wiem, że będę wypatrywał dalszych części Nawiedzonej Spółki, chcąc dowiedzieć się, jak dalej potoczą się losy bohaterów, kibicując im i mając nadzieję, że w kolejnych odsłonach nabiorą trochę śmiałości.

Wszystko dlatego, że zostali oni bardzo sprawnie napisani. Dobrze skonstruowane postacie są podstawą gatunku teen drama, do której poniekąd można zaliczyć Nawiedzoną Spółkę. Jest to jednak coming-of-age, w które umiejętnie wpleciono wątki fantastyczne, wokół których rozgrywa się cała akcja. Historia została przy tym napisana w taki sposób, że powinna przypaść do gustu osobom, które na co dzień nie gustują w takich klimatach. Widzę to zresztą po sobie.

Przykładowa strona z komiksu „Nawiedzona Spółka. Przygody poza ciałem” / fot. Kultura Gniewu
Przykładowa strona z komiksu „Nawiedzona Spółka. Przygody poza ciałem” / fot. Kultura Gniewu

Muszę jednak wprost przyznać — Nawiedzona Spółka nie jest innowacyjną, ani też odkrywczą pod jakimkolwiek względem powieścią graficzną. Ale nikt tego od niej nie wymaga. Zuzanna Podpora jako debiutantka, nie musiała sprostać niczyim oczekiwaniom, dopiero tworząc swój własny styl i pisząc autorską historię. A ta, bardzo zgrabnie skonstruowana, okraszona została znakomitymi rysunkami autorki. Przyznam szczerze – to właśnie strona wizualna komiksu sprawiła, że po niego sięgnąłem. Całą reszta utwierdziła mnie przy tym w przekonaniu, że był to dobry wybór.

Nawiedzona Spółka. Przygody poza ciałem jest powieścią graficzną, w którą widać, że włożono wiele serca. Nie jest to fabularne arcydzieło, którego plot twisty (notabene dość mocno przewidywalne) będą krążyć po głowie czytelnika, spędzając mu sen z powiek przez najbliższe tygodnie. Jest to jednak historia, do której chce się wracać i której lektura sprawia czystą przyjemność. Jako opowieść jest do przeczytania w jeden dłuższy wieczór. Ten, jednak z pewnością będzie przy tym dobrze spędzony. Jeśli dodamy do tego interesujący styl graficzny i fakt, że autorka wyraźnie miała pomysł, którego trzymała się od początku do samego końca, zostawiając przy tym pole do niewymuszonej kontynuacji, Nawiedzona Spółka wydaje się mieć potencjał na całą serię udanych komiksów.


Korekta: Angelika Izdebska

+ pozostałe teksty

Uwielbia kino w każdym wydaniu - zarówno neony u Refna jak i slow cinema spod ręki Tarra, gangsterskie produkcje Scorsese czy niszowe słoweńskie filmy. Z wykształcenia zafascynowany literaturą fantastyczną językoznawca, absolwent filologii słowiańskiej. Pasjonat muzyki, którą stara się nie tylko opisywać, ale również tworzyć. Od niedawna regularnie powiększa swoją kolekcję komiksów.

Ocena

7 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.