Advertisement
American Film Festival 2021FestiwaleFilmyRecenzje

“Kurier Francuski z Liberty, Kansas Evening Sun” – 200% Wesa Andersona │ Recenzja

Wiktor Małolepszy
Źródło: Materiały prasowe

Wes Anderson włada jednym z najbardziej rozpoznawalnych języków we współczesnym światowym kinie. Niewielu jest (a niewielu też było) twórców, których styl można rozpoznać na podstawie pojedynczych kadrów ich dzieł. Amerykanin znalazł się w takiej pozycji, że jego charakterystyczne manieryzmy potrafi wskazać nie tylko krytyk czy znawca kina, ale też niedzielny widz. Od Youtube’owych parodii do subredditów, wesandersomania przeszła najśmielsze oczekiwania, stawiając rudowłosego artystę w niełatwym położeniu. Jaki mógł być jego kolejny ruch? Porzucenie swojego stylu na rzecz nowych środków wyrazu jak Injury Reserve na By the Time I Get to Phoenix? Konsekwentne trzymanie się znajomej ścieżki niczym Tyler, the Creator? A może podkręcenie wszystkiego do 200% i zaserwowanie widzom Dondy?

Ucinając niepewność, jasno można stwierdzić, że Anderson podążył drogą Ye Westa i w swym najnowszym dziele postawił na intensyfikację sprawdzonych rozwiązań. Kurier Francuski z Liberty, Kansas Evening Sun to monumentalny, wielowątkowy kalejdoskop historii, które łączą się w tytułowej gazecie. Wes Anderson wybrał – rzecz jasna – nieortodoksyjny koncept, bo nakręcił ekranizację fikcyjnych artykułów prasowych. Wprowadza to naturalny podział filmu na kilka jasno wydzielonych segmentów, które każdy, kto kiedyś miał w dłoniach jakąś gazetę, na pewno kojarzy. Mamy tu dział społeczny, polityczny, kulinarny czy artystyczny – każdy z innym autorem lub autorką, innym głosem i sposobem prowadzenia narracji. Warto bowiem podkreślić, że Kurier Francuski to poczytna i uznana prasa z zasadami i klasą – żadne historyjki z „Chwili dla ciebie”.

Źródło: Materiały prasowe

W centrum filmu znajdują się trzy nowelki. Pierwsza opowiada o miłości skazanego za morderstwo wybitnego artysty oraz pracującej w więzieniu strażniczki. W drugiej Anderson – piórem Lucindy Krementz – przedstawia burzliwą historię starć studentów z władzami miasta w latach sześćdziesiątych. Trzecia to natomiast kulinarny reportaż z policyjnej akcji odbicia porwanego syna komendanta. Poza tymi opowieściami w skład Kuriera wchodzą też: otwierające go interludium, stylizowany program telewizyjny, który znikąd nagle przecina akcję oraz wieńczące całość łzawe epitafium.

Przeczytaj również:  „Chcę wiedzieć, jak powstrzymać czas”. Recenzujemy „Piosenki o miłości”

W tej dziennikarskiej polifonii Anderson odnajduje doskonały materiał dla swojego uwielbienia ornamentyki. Charakteryzujące prozę reporterów wyniosłość i erudycja pozwalają reżyserowi na opowiadanie historii na wiele różnych sposobów. Co pióro to, rzecz jasna, inny styl, jedno jednak jest pewne – poetyka Wesa Andersona nigdy dotychczas nie była tak swobodna i wyrazista. Każda opowieść wypełniona jest charakterystycznym dla Amerykanina suchym poczuciem humoru i osobliwymi postaciami. Kadry są lustrzanie symetryczne, w tle przygrywa klasyczna, barokizująca muzyka (Desplat kolejny raz dostarczył), a gwiazdozbiór w obsadzie jest tak gęsty, że nie dla wszystkich wystarczyło linijek dialogowych. Najnowszy film Andersona jest tak Andersonowy, że aż balansuje na granicy autoparodii.

I tak jak chociażby w Grand Budapest Hotel czy Kochankach z Księżyca twórcy udawało się owej granicy nie przekroczyć i osiągnąć złoty środek, tak Kurier Francuski stanowi pewnego rodzaju potknięcie w jego filmografii. Przy całej swojej aranżacyjnej precyzji i ogromie przedsięwzięcia, paradoksalnie film jawi się jako nieskupiony. Anderson skacze od opowieści do opowieści, zmieniając punkty widzenia, kolory kadrów i języki, wprowadzając coraz to nowe, paplające głowy, przez co jego najnowszemu dziełu brakuje tego, co świadczyło o wybitności poprzednich – emocjonalnej bliskości z bohaterami. Zupełnie jakby reżyser zapomniał, że nie wystarczy obsadzić lubianych aktorów i dać im do grania ekscentryczne, wyraziste role, żeby zbudować więź z widzem.

Źródło: Materiały prasowe

Zaskakuje to tym bardziej, że Kurier Francuski stanowi przede wszystkim hołd dla dziennikarskiego zawodu. Od samej konwencji aż po kończącą film planszę z nazwiskami takich tuzów jak James Baldwin czy William Shawn, Anderson konsekwentnie utwierdza nas w przekonaniu, że w centrum jego zainteresowania stoi prasa, co samo w sobie jest całkiem rozczulające. W owej romantyzacji mało jest jednak tego, co prawdopodobnie stanowi esencję pracy każdego dziennikarza – ludzi. Poza pierwszą historią (która jednak jest na tyle zmanieryzowana, że ciężko uwierzyć w jej emocjonalną szczerość) brakuje w Kurierze Francuskim głębszego wejścia w głowy bohaterów, eksploracji ich pragnień, popędów, marzeń. Okazuje się więc, że dla Andersona prasa to głównie erudycja i stylistyka z ograniczonym pierwiastkiem ludzkim, co jest dość nieoczekiwanym reżyserskim autokomentarzem.

Przeczytaj również:  POWTÓRKA Z HOLLAND #3: "Gorączka" (1980)

Wciąż warto zaznaczyć, że decyzja o nakręceniu filmu idealizującego dziennikarski zawód w erze social mediów świadczy o pewnej odwadze – godnej takiego ekscentryka jak Anderson. W kontraście do zalewającej nasze urządzenia lawiny fake newsów i clickbaitów, Kurier Francuski proponuje dość anachroniczny, lecz wciąż niepozbawiony uroku, obraz misji prasy. I podobnie jak bohaterowie jego filmu, reżyser również pozostaje wierny swoim ideałom. Wielbiciele jego filmografii na pewno wyjdą z kina zadowoleni, bo dostaną po prostu Andersona w stężeniu dwustuprocentowym. A jako że sprawdzone przez niego metody wciąż dobrze działają, sam ten fakt jest w stanie zapewnić bardzo przyjemny, angażujący i rozrywkowy seans. Łatwo zarazić się pasją reżysera, którą czuć w całej tej fantazji i nostalgii do złotego wieku prasy. Nigdy jednak dotychczas nie było to tak ewidentne, że ten ekstrawagancki, cudaczny świat, który Anderson kreuje zbudowany jest z kolorowego kartonu, a mieszkający w nim ludzie to po prostu słynni aktorzy w perukach.

Ocena

5 / 10

Warto zobaczyć, jeśli polubiłeś:

Wiadomo że inne filmy Wesa Andersona

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.