KomiksKultura

“Aldobrano” – epos antyrycerski [RECENZJA]

Michał Skrzyński
aldobrando recenzja
Okładka polskiego wydania "Aldobrando"/ fot. materiały prasowe

Z etosem rycerskim to jest w sumie ciekawa sprawa. Pewien Hiszpan — Miguel de Cervantes — już czterysta lat temu ten koncept zasadniczo obśmiał, a mimo to do dzisiaj znajdują się cyrkowcy, którzy wokół tych śmiesznych zasada i nieaktualnych przekonań tworzą różne, czasami groźnie brzmiące, kółka zainteresowań. Wiecie, ja im nie bronię, ale mimo wszystko czasami wypada to raczej dziwnie. Piszę o tym, ponieważ z etosem rycerskim gra Gipi w scenariuszu do wydanego nakładem Kultury Gniewu Aldobrando.

Jakiś czas temu recenzowałem Sztuczne chwile ze sztucznymi brawami, gdzie Gipi odpowiadał zarówna za scenariusz, jak i za rysunki. Tym razem w rysunkach wyręcza go Luigi Critone. Wspólnym wysiłkiem obu panów powstał album, równie dobry, a biorąc pod uwagę moje zamiłowanie do wszelakich antyrycerskich historii — podobający mi się jeszcze bardziej.

Tytułowy Aldobrando to sierota przekazana pod opiekę wioskowego czarnoksiężnika przez nieznanego z imienia ojca, który wiedział, że zaraz zginie. I ten sympatyczny gość jest zupełną antytezą klasycznego protagonisty. Nie należy, ani do najbystrzejszych, ani do najładniejszych, brakuje mu też jakichś nadnaturalnych talentów. Nie, silny też nie jest. Ma jedynak serce nieskażone złem i chciwością oraz niezachwianą wiarę w sprawiedliwość świata. W klasycznej historii odegrałaby pewnie rolę wioskowego głupka. Pomocnego i dobrodusznego pozbawionego, jednak jakiejś większej roli. Tutaj jest inaczej.

aldobrando recenzja
Wszystko zaczyna się w deszczu, pięknie narysowanym deszczu, co warto zauważyć / fot. materiały prasowe

Historia zaczyna się, gdy mistrz naszej sieroty zostaje zraniony przez kota. Zranienie to nie było niezawinione, ponieważ kot miał zostać ugotowany w kotle w ramach czarnoksięskiego rytuału. Aldobrando zostaje wysłany na misję zdobycia wilczego ziela, które jak zapisano w księdze, jest idealnym lekarstwem na ranę w okolicach oka zadaną przez kota. Misja może być jednak trudna, ponieważ aktualnie wszystko jest przykryte śniegiem. Oczywiście ziela znaleźć się nie udaje, za to napatacza się pewien błędny rycerz, który łaskawie przyjmuje Aldobrando na służbę. Całą resztę historii powinniście poznać sami, a warto, ponieważ czeka w niej między innymi zły król, uwieziona księżniczka i uwolniona niewolnica.

Przeczytaj również:  Chochoł polskiej kinematografii. Recenzujemy nowe „Wesele” Wojciecha Smarzowskiego

Gipi stworzył świetny scenariusz, który działa jednakowo, jako przygodowa historia z plejadą zapadających w pamięć postaci, jak i kpiarska zabawa z konwencją eposu rycerskiego. Nie jest to, może historia idealna i trafiły się w niej drobne potknięcia i nielogiczności, jednak w żadnym razie nie psują one ogólne wrażenia.

alobrando recenzja
Nawiązania do Don Kichota są bardziej niż oczywiste / fot. materiały prasowe

Ciekawie jest z rysunkami autorstwa Critone debiutującego w Polsce Włocha. Są one bardzo dobre, eleganckie, równe i niesilące się na efekciarstwo. Jest ciekawie, ponieważ są one całkiem podobne do tych Gipiego. Nie są oczywiście zupełnie identyczne, ot na przykład kontury u Critone są grubsze i równiejsze, ale ogólne wrażenie potęgowane zwłaszcza przez sposób rysowania postaci i delikatne nieintensywne kolory sprawiają, że wyobrażam sobie, iż sam Gipi dosyć podobnie narysowałby swój scenariusz. Nie jest to w żadnym wypadku wada Critone to świetny artysta, a styl Gipiego bardzo do mnie trafia, jednak zawsze mi się wydawało, że scenarzyści-rysownicy sięgają po takich współautorów, którzy mogliby dodać trochę od siebie w kwestii na przykład stylu rysunków, a tutaj sytuacja jest inna.

Podsumowując, Aldobrano to komiks piękny — mądry, zabawny i przewrotny. Przygody sieroty, która nie ma nic oprócz czystego ducha, pochłaniają i te 200 stron przelatuje znacznie szybciej, niż bym sobie tego życzył. Gipi i Critone stworzyli dzieło, które prawdopodobnie zostanie we mnie na dłużej i chętnie do niego wrócę. Czasy rycerzy na szczęście się skończyły i o ile niestety czyste serce raczej nie wystarczy, by w dzisiejszych czasach podbić świat, to zawsze możemy próbować. A jeśli nie to przynajmniej możemy czytać takie ładne komiks jak Aldobrando.

Ocena

8 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.