Advertisement
Recenzje

“Potwór” – cyberpunk i przekleństwo pamięci [RECENZJA]

Michał Skrzyński
potwór enki bilal recenzja
Okładka albumu / fot. materiały prasowe

Enki Bilal dostarczył mi nie lada zagwozdki. Jego komiks, a właściwie cykl zebrany w wydanym przez Egmont albumie Potwór zostawił mnie z tak mieszanymi uczuciami, że niezależnie od tego, co ostatecznie za chwilę przeczytacie, to nie będzie to w 100% rzetelne i w pełni wyczerpujące.

Potwór zbiera w sobie cztery komiksy: Sen potwora, 32 grudnia, Spotkanie w Paryżu i Czwórka?, które tworzoną tak zwaną “tetralogię potwora”, to cykl, który łączy fabuła i postacie, ale nie jest to raczej seria, w dosłownym tego słowa znaczeniu. Historia skupia się (o ile słowo “skupia” w wypadku tego dzieła, nie jest zbyt odważnym określeniem) na postaci Nike’a Hatzfelda, agenta i specjalisty od pamięci, który staje się istotnym pionkiem w grze o przyszłość ludzkości. Jego zadanie jest o tyle trudne, że ze światem nie dzieje się najlepiej. Globalne rządy, religijnie ekstremiści, anomia społeczna i degradacja środowiska naturalnego, to ułamek z motywów, po które sięgnął z Bilal.

Bilal miesza mnóstwo popularnych motywów z wielu nurtów takich jak cyberpunku, hard sci-fi, postapo, political fiction i pewnie wielu innych. Trudno odmówić mu charakterystycznego sznytu, ba typowe dla niego wątki związane z oblężeniem Sarajewa, Serbią i Bałkanami to jeden z kluczowych wątków w fabule, jednak bez odpowiedniej wiedzy i historycznej świadomości, to wszystko może gdzieś uciec. To zresztą jedna z niewielu wad, które mogę wskazać niezależnie od moich gustów. W Potworze treści jest zwyczajnie za dużo – terminy charakterystyczne dla świata przedstawionego, wydarzenia historyczne i wymyślone przez autora mieszają się na każdym kroku, cięgle dokładne są kolejne warstwy i poziomy, które od pewnego momentu nikomu i niczemu już nie służą, a jedynie utrudniają, i tak diabelnie trudny, odbiór.

Przeczytaj również:  "DCeased. Niezniszczalni" - ale czy na pewno? [RECENZJA]
potwór recenzja
Świat w “Potworze” nie jest w najlepszym stanie / fot. materiały prasowe

Jesteście trochę zagubieni, a może nawet zniechęceni? Spokojnie, to tylko wycinek tego, czym jest Potwór. To, co prawie na pewno będzie ostatecznym być, albo nie być w kwestii tego, czy polubicie się z komiksem Bilala to sposób narracji. Ta jest zupełnie niezwykła i dosyć płynnie przesuwa granice tego, co jeszcze komiksem jest, a co już może nie. Wszystko dzieje się wielotorowo. Wypowiedzi bohaterów, teksty diegetyczne, audiologi i narracja głównego bohatera plączą się ze sobą, nie zawsze bezpośrednio łącząc się z tym, co przedstawiają nam ilustracje. Talenty Nike (Nike-go?) powiązane z manipulacją pamięcią sprawiają, że nie zawsze, a uściślając prawie nigdy, nie wiemy kiedy działy się wydarzenia, o których czytamy.

To wszystko sprawia, że Potwór wymaga ciągłej uwagi i to przez całkiem długi czas. Tekstu jest tutaj mnóstwo i jest to moim zdaniem największy grzech Bilala. Możliwości, jakie daje komiksowe medium, jest nieograniczone i jego granice można przesuwać w dowolnym kierunku, ale zwyczajnie nie podoba mi się droga obrana przez autora. Komiks jest zwyczajnie przegadany, a teksty świetne łączą się z zupełnie zbędnymi i zbliżającymi tetralogie niebezpiecznie blisko tandetnej wydmuszki. Mam czasami wrażenie, że autor gra ze mną i chce tego, bym przy każdym nowym okienku zastanawiał się, czy zaraz przeczytam coś absolutnie kluczowego dla fabuły, czy zupełnie pozbawiony znaczenia filler.

Bezsprzecznie świetne są za to ilustracje. Fantastyczne technicznie w pełni świadomie naginające ustalone stylistyczne ramy i niesamowicie klimatycznie. Nie każda ilustracja w Potworze zachwyca, ponieważ są momenty, w których autor musi po prostu zaprezentować dialog i wtedy wkrada się trochę niezręcznej sztywności w konstruowaniu podobnych do siebie kadrów, ale to szczegóły.

Przeczytaj również:  "Maggie" – Co powie ryba? [RECENZJA]
enki bilal potwór recenzja
Rysunki są – jak już wspomniałem – raczej statyczne / fot. materiały prasowe

Powinniście teraz już mniej więcej wiedzieć, jak zapatrujecie się na koncepcje stojącą za Potworem i zależnie od tego, czy to do Was trafia, czy nie – przygotowałem dwa różne zakończenia.

Trafia to do mnie: Potwór Enkiego Bilal to właściwie dzieło kompletne. Skomplikowane, pełne niuansów, które angażuje i bawi nie tylko na poziomie przeżywania historii, ale również jej odczytywania. Wymagająca się gatunkowym ramom fabuła i sposób jej prezentacji pozwala samemu odnaleźć się w roli Nike’a Hatzfelda i spróbować poskładać całą opowieść, oddzielając prawdę od fałszu i przyszłość od przeszłości. Dla koneserów rzecz obowiązkowa.

Nie trafia to do mnie: Potwór Enkiego Bilala poszedł niestety w każdym aspekcie o kilka kroków za daleko. Forma jest przekombinowana i przez to męcząca, a fabuła ukryta pod grubą warstwą nawiązań, smaczków oraz szczegółów rozmywa się i szybko przestaje angażować. Nie zależy nam na postaciach, bo nie mamy okazji poznać ich w żadnych przyziemnych sytuacjach, a niektóre przekombinowane elementy fabuły, zamiast angażować, zaczynają raczej śmieszyć. Można spróbować się zmierzyć z tym ważnym europejskim autorem, chociażby dla wybitnych rysunków, ale robicie, to na własne ryzyko.

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.