Advertisement
KomiksKultura

“Koniec lipca” – Polski komiks medytacyjny [RECENZJA]

Michał Skrzyński
koniec lipca recenzja
Jeden z pierwszych kadrów komiksu / fot. materiały prasowe

Polski komiks ma się świetnie.  Jeśli jeszcze nie mieliście okazji przeczytać żadnego współczesnego polskiego komiksu, to chcę teraz Was do tego zachęcić. Dosyć nachalnie. Nieważne, czy sięgniecie po Weź się w garść, Pana Żarówkę, Powstanie film narodowy, Sylwetki i Cienie, Broma, Rycerza Janka, Tam gdzie rosły mirabelki, czy któryś z kilkunastu innych świetnych tytułów stworzonych przez utalentowane polskie twórczynie i twórców. Będziecie zadowoleni. Wybaczcie mi tę “propolską propagandę”, ale nieczęsto mam okazję pisać na łamach Filmawki o tak dobrym polskim komiksie. Ale przejdźmy już do Końca lipca, ponieważ zdecydowanie jest o czym opowiadać.

Wakacje na wsi zawsze były dla mnie niezwykłą instytucją. Zupełna zmiana środowiska i stylu życia na kilka długich tygodni. Ogród, zieleń i pola zamiast rozgrzanego betonu wielkiej płyty. Inni znajomi, inne codzienne rytuały. To wszystko dla mnie, małomiejskiego mieszczucha, zawsze brzmiało wyjątkowo kusząco. Kultura rzadko wybija mnie z tego sielankowego wyobrażenia. Komiks Marii Rostockiej to zrobił, a co więcej, ze sporą dozą gracji.

koniec lipca recenzja
Piękne, ręcznie malowane kadry momentalnie przyciągają wzrok / fot. materiały prasowe

Alek spędza wakacje u swojej babci na wsi. Babcia jest despotką ustawiającą po kątach całą rodzinę, więc nie ma mowy o żadnej sielance. Przynajmniej w samym domu; na podwórku jest trochę lepiej. Dwunastolatkowi dni zlatują na zabawie z psem i nie zawsze zakończonych sukcesem próbach dogadania się z okolicznymi dzieciakami. Tropem spajającym całą historię i mącącym codzienną rutynę jest wątek ojca protagonisty. Ojca, którego – warto zaznaczyć – Alek nie zna. Nieobecny w życiu dwunastolatka rodzic mieszka jedynie kawałek od domu babci. I ta bliskość wkrótce stanie się nieznośna. Zaburzy i tak powykręcaną dynamikę rodzinną i stanie się głównym tematem rozmów.

Przeczytaj również:  "Nie mam zamiaru wplątywać w komiks jakichkolwiek kwestii społecznych czy politycznych" - mówi nam Mikołaj Spionek, autor komiksu "Wounded" [WYWIAD]

Wśród wyczynów autorki należy wymienić nadanie utworowi niezwykłej aury melancholii, w której komiks jest wręcz zanurzony. Poszczególne sceny, pocztówki z miejsc i sytuacji, w których nigdy nie byłem, regularnie przywoływały różne natrętne myśli o czasach, gdy rzeczy może i były prostsze, ale zupełnie nie wiedziałem, jak sobie z nimi radzić.

Koniec Lipca nie jest raczej tytułem dla kogoś, kto szuka historii, która będzie zajmująca sama z siebie. Gdyby wyrwać fabułę z tej niezwykłej aury i cudownym rysunków, pewnie okazałaby się zbyt prostą; pozbawioną wyraźnej puenty opowieścią. Dodatkowo, wyjątkowo rzuca się w oczy sposób, w jaki sposób mówią Alek i jego znajomi. Po ich dialogach nie widać wieku bohaterów. Z jednej strony mnie to razi, a z drugiej jest to powszechny problem widoczny wszędzie – od komiksów po reportaże.

koniec lipca recenzja
Powroty na wieś nie zawsze są przyjemne / fot. materiały prasowe

Pominąwszy brak stylizacji dialogów, lektura to prawdziwie medytacyjne doświadczenie, które zostaje z nami jeszcze długo po odłożeniu komiksu na półkę. Nie udałoby się to bez cudownych, malowanych plansz. Maria Rostocka nie jest debiutantką, ale październikowa propozycja Kultury Gniewu to jej pierwszy pełnoprawny album, w którym odpowiada i za rysunki, i za scenariusz. To, co absolutnie mnie zachwyca w jej pracach to ich faktura i niesamowita fizyczność, nawet na gładkich stronach komiksu. Autorka nie ukrywa grubszych warstw farby, nierównych pociągnięć pędzla, czy zmęczenia papieru. Wręcz przeciwnie! Wąska paleta barw i proste kompozycje sprawiają, że te niedoskonałości wybrzmiewają i nadają całości niezwykłego charakteru.

Przeczytaj również:  Scrolluję dalej. Recenzujemy "Sweat" Magnusa von Horna!

Koniec lipca to cudowny komiks, który śmiało dopisuję do elitarnej listy rodzimych przedstawicieli gatunku, której fragment umieściłem w pierwszym akapicie. Przyznam, że choć z początku miałem pewne wątpliwości, ilość emocji i wspomnień, jakie wywołała we mnie lektura w zupełności przekonały mnie do komiksu Marii Rostockiej. Cieszy mnie, że takie dzieła powstają i cieszę się, że wydawnictwa takie jak Kultura Gniewu pozwalają nam obcować z nimi w godnej ich jakości formie. Czytajcie, wspierajcie twórczynię i chłońcie melancholię.

Ocena

8 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.