KomiksKultura

Oszołomiające bajki urłałckie – jak bajki to tylko z morałem [RECENZJA]

Michał Skrzyński
oszałamiające barki urułackie recenzja
Piękna okłada Bajek / fot. materiały prasowe

Siadnijta kumy i ogrzejta się trochę, bo ziąb jest, i posłuchajta bajek, co taki panocek Prosiakiem zwany sporządził nam tutaj i ku radości obopólnej rozpowszechnił, w czym pomogli mu szlachetni panowie z gildii Kultura Gniewu zwaną. Rozłóżta się i wysłuchajta Oszołomiających bajek urłałckich.*

Och co to była za lektura! Niecałe 150 stron bajek Prosiaka to dla mnie pierwsze duże wydarzenie komiksowego tego roku. Czy wynika to z tego, że rok się dopiero zaczyna, czy z tego, że przez ostatnie miesiące głównie nadrabiałem zaległości? Nie wiem, ale wiem, że na to wydanie warto było czekać. Celowo piszę “wydanie”, a nie komiks, ponieważ część z tej publikacji była już dostępna i to wiele lat temu, ponieważ aż w 2003 roku! Pierwsze kilka historyjek jeszcze wcześniej pojawiło się w zinach, które pamiętają głównie prawdziwi komiksowi wyjadacze. Nie oznacza to jednak, że mamy tutaj jedynie kilka dodatkowych stron i nową okładkę. Bajki przytyły o około 100 stron względem poprzedniego wydania, a ono samo jest ze wszech miar godne swojej zawartości. Twarda, lakierowana oprawa, spory format i odpowiedniej jakości papier.

No dobrze, a o czym są te bajki? O Kuchciku Dratewce, o Antku muzykancie i o siedmiopromilowych butach. Prosiak bierze na warsztat najbardziej znane w naszym kręgu kulturowym bajki, legendy czy gawędy i bezlitośnie je przerabia, by przedstawić w zupełnie nowych, często bardzo zaskakujących, kontekstach. No i bajki, jak to bajki – muszą być z morałem! Morały są oczywiście tyleż uniwersalne, co współczesne. Dostaje się zabobonom, wiejskim klechom, chciwości, naiwności i pozoranctwie.

bajki urułackie recenzja
Prosiak może i rzadko sięga po kolory, ale jak już sięgnie, to jest pięknie / fot. materiały prasowe

Charakterystyczną cechą tych wszystkich historyjek jest ich przewrotność. Nigdy nie kończą się tak, jak wskazywałaby konwencja czy ogólnie pojęty zwyczaj i standard. Zawsze okazuje się, że lekcja, którą odbierają od losu bohaterowie, przychodzi z zupełnie niespodziewanej strony. I na podstawie tych zaskakujących puent świetnie widać jak zmieniły się same komiksy Prosiaka na przestrzeni lat. I to nie tylko w kwestii rysunków. Choć warsztat się oczywiście delikatnie zmienia, całość jest utrzymana w jednakowych stylu i pasuje do siebie idealnie. Zmiany widać głównie na polu fabularnych rozwiązań, które z prostych zabawnych gagów, takich jak ogranie Śmierci w (jej) kości, by potem nakarmić nimi psy, zmieniają się w dłuższe historie, gdzie puenta często boleśnie celnie nawiązuje do współczesnych problemów. Taki na przykład Kwiat korpopaproci jest niesamowicie frapujący i w pełni rozumiem zasadność umieszczenia go na końcu.

Przeczytaj również:  Heavy metal i post-apo w "Wonder Woman: Martwa Ziemia" [RECENZJA]

Nie brakuje również łamania czwartej ściany i gry z czytelnikiem i jego oczekiwaniami (chociażby w Jak uczynić zina (bez udziału magii)). Zresztą trudno mieć tutaj skonkretyzowane oczekiwania, gdy Prosiak sypie pomysłami jak z rękawa, zmieniając konwencję właściwie co bajkę. To, co przebija się właściwie z nich wszystkich, to pewna pochwała ludyczności, swojskości i bycia częścią większej całości. Bajki Urułackie nie opowiadają o książętach i królach, a o chłopach i chłopkach. Wiejskich głupkach i cwaniakach, którzy nieraz skazani są na mniejszą lub większą pomoc sąsiadów i wspólnoty. Tutaj ksiądz i pan to zwykle siły dybiące na spokój i wolne środki chłopów, a nie zbawcy na białych koniach. Oszołomiające bajki urłałckie na jednej półce z Ludową Historią Polski Adama Leszczyńskiego? Bardzo proszę!

bajki urułackie prosiak recenzja
Chyba nie potrzeba tutaj żadnego opisu / fot. materiały prasowe

Jednocześnie oprócz tych wszystkich warstw, które tutaj opisałem, Oszomiałajace bajki urułackie pozostają cudownym komiksem rozrywkowym – zabawnym i świetnie narysowanym (oraz pokolorowanym!), dostarczającym mnóstwa wrażeń zarówno przy pochłonięciu go na raz, jak i dzieleniu sobie po kilka historyjek na jedno posiedzenie.

W kwestiach warsztatowych, nie mogę nie pozachwycać się jak dobrze Bajki są napisane. Niezależnie od tego czy strona jest jedna, czy jest ich dwanaście, zawsze mają perfekcyjne tempo, zawsze od początku do końca angażują, a pomysłów jest w nich tyle, że starczyłoby na kilka grubaśnych omnibusów. Rzadko zapadają mi w pamięć krótkie historie, jestem nawet w stanie stwierdzić, że nie jestem ich fanem. Zwykle autorzy w imię zachowania formy są zmuszeni poświęcić setup, klarowności narracji, czy zrezygnować z dodatkowych smaczków. Prosiak znajduje na to wszystko miejsce nawet w liczącej 9 kadrów i jedną stronę bajce.

Przeczytaj również:  "Berezyna" - największa porażka Napoleona [RECENZJA]

Nie pozostaje mi nic innego niż zachęcić Was do odkrycia pięknego i swojskiego świata Urułacji, poznanie jego mieszkańców, problemów i uciech. Raz będzie śmiesznie, raz strasznie, ale zawsze z morałem. Oszołomiające bajki urłałckie to lektura na więcej niż raz, ponieważ po prostu chce się do niej wracać, by nacieszyć oczy i ducha, a forma ich podania zachęca do czytania na wyrywki. Ja wracam jeszcze na chwilę do cygana Wiercipięty i z ulgą zapisuje pierwsza pozycje na liście ”Najlepsze komiksy 2021”.

*Niżej podpisany przeprasza wszystkich skręconych z zażenowania i tych wiedzących, jak prawidłowo powinien brzmieć tekst z taką, a nie inną stylizacją językową.

Ocena

9 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.