KomiksKultura

“Parker Edycja Martini t. 2” – Ostatni dzwonek [RECENZJA]

Michał Skrzyński
Okładka drugiego tomu / fot. materiały prasowe

Jednym z evergreenów komiksowych grup na Facebooku jest dyskusja na temat sensowności (lub jej braku) recenzji komiksów. Tekstów tworzonych przez hobbystów, czytelników lub przez zawodowych dziennikarzy i krytyków. Jednym z częstych argumentów „na nie” jest stwierdzenie, że recenzenci skupiają się na formie komiksów zamiast na jej treści. Sam nie jestem wielkim fanem rozpisywania się na całe akapity o pięknych okładkach ze złotymi tłoczeniami, kredowym papierze ze świetnymi kolorami i tak dalej. Po czym „Nagle” wydaje Parkera w „Edycji Martini” i aż chce się o tych szczegółach pisać.

Tak właśnie zrobię, ale zacznę od samego Parkera i jego autora Darwyna Cooka. Dla osób czytających komiksy spod szyldu DC jest to pewnie postać dobrze znana. Scenarzysta i rysownik związany ze światami komiksu oraz animacji to jeden z tych talentów, z którym pożegnaliśmy się za wcześnie. Cooka w 2016 roku zabrał rak, miał wtedy jedynie 53 lata. Jak dowiadujemy się z licznych tekstów zawartych w omawianym wydaniu – Parker był czymś, co Kanadyjczyk zawsze chciał wydać. Wyrazem miłości dla kryminałów i uznania dla autora serii książek o Parkerze – Donalda Westlake‘a. Pomimo że powieści powstało ponad 20, to komiksowych adaptacji udało się stworzyć jedynie 4.

parker tom 2 recenzja
Każda zaadaptowana powieść ma swój własny kolor dodany do białego i czarnego / fot. materiały prasowe

A kim jest sam Parker? To kawał drania, ale wiecie, takiego z zasadami. To archetyp bohatera kryminałów hardboiled. Twardy, bezwzględny, ale krzywdzi tylko, gdy jest to koniecznie dla wykonania misji. Inna sprawa, że te misje nie są raczej humanitarne, a prowadzone z dosyć niskich finansowych pobudek. Taki skurczybyk, któremu nawet, jeśli nie chcemy kibicować, to trudno nie zachwycić się jego kreacją i prostolinijnością.

Omawiam tutaj drugi tom za granicą znany jako „Last Call”. Dlaczego nie pierwszy? Bo akurat ten wpadł mi w ręce, a pierwsze dwie adaptacje, tj. „Łowcę” i „Firmę” czytałem kiedyś w poprzednim polskim wydaniu. To dla mnie również ciekawe doświadczenie, ponieważ z tego, co pamiętam, wtedy nie zachwyciłem się Parkerem. Był dla mnie trochę zbyt oczywisty, za grubo ciosany pod względem umowności świata przedstawionego. Dzisiaj znacznie bardziej doceniam tę serię. Umowność tego, jak świat przedstawiony reaguje na działania bohaterów, staje się zaletą pozwalającą wyciągnąć esencję z kryminalnych historii o przestępstwach, pieniądzach i ludziach, nie przejmując się specjalnie moralnością. Jednak to wszystko działa tylko dlatego, że Cook to wybitny rysownik i tutaj widać to tak wyraźnie, jak nigdzie indziej.

Przeczytaj również:  Nasze ulubione soundtracki do gier – zestawienie Filmawki

Dawno temu, gdy jeszcze regularnie czytano prasę o grach wideo, ukuto frazę „miodność”. Owa miodność określa trudny do uchwycenia tajny składnik, dzięki któremu w coś dobrze się grało. Coś, dzięki czemu satysfakcję sprawiało strzelanie, uderzanie, czy samo poruszanie się postacią. Myślę, że gdyby spróbować zaadoptować to hasło do okołokomiksowej nomenklatury, Parker byłby niesamowicie miodny. Każdy kadr opowiada dokładnie tyle, ile powinien. Wszystko trzyma tempo, a to, jak przedstawiony jest ruch, sprawia, że właściwie niczego nie trzeba sobie dopowiadać między kadrami.

Celowo nie piszę o fabule, ponieważ jest ona na tyle prosta, że zostawię Wam jej odkrycie. Tym razem nawet wydawca nie zdradza jej właściwie w ogóle w materiałach prasowych, więc wykorzystam tę okazję. Co do zawartości, to mamy tutaj dwie ostatnie adaptacje Crooka – „Łup” i „Śmiertelną Pułapkę” oraz „Jutro, jutro i znowu jutro”. Specjalny hołd dla Crooka i Westlake’a złożony przez Eda Brubakera oraz Seana Phillipsa – duetu od lat dostarczającego świetne komiksowe kryminały. Te 17 stron to zresztą naprawdę udana miniaturka, która nie tylko wzrusza, ale i daje trochę pocieszenia.

Przychodząc do samego monumentalnego wydania – jego wielki wymiary można postrzegać już w kategoriach przesady, a jakość to absolutna ekstraklasa. Same komiksy są wydrukowane na kremowym, miłym w dotyku papierze offsetowym. W dodatkach kolor zmienia się na bielszy, by lepiej prezentowały się bonusowe zdjęcia czy ilustracje, ale jakość pozostaje niezmieniona. Oczywiście takie wydania przynoszą też inne zalety niż tylko jakość papieru, czyli liczne dodatki.

Przeczytaj również:  “Opowieści Grabarza” - tak się powoli żyje na tej wsi [RECENZJA]
parker tom 2 recenzja
Większość paneli jest bardzo standardowa, ale czeka nas kilka niespodzianek / fot. materiały prasowe

Tom otwierają dwa wstępniaki od Brubakera i Scotta Dunbiera redaktora, z którym Crook współpracował w IDW Publishing. Oprócz tego wyjątkowo ciekawym kąskiem jest rozmowa między Ed Brubakerem, Seanem Phillipsem, Brucem Timmem i Scottem Dunbie. Ciepła pełna wspominek pogadanka pozwala nie tylko zajrzeć za kulisy pracy w branży komiksowej, ale też lepiej poznać autora – również od tej bardziej wybuchowej i trudnej we współpracy strony. Zawartość dopełniają liczne szkice i seria rysunków, która miała posłużyć za ilustracje do nowych wydań książkowej wersji Parkera – kolejnego projektu, który niestety zakończyła przedwczesna śmierć autora.

Moim zdaniem Parker w Edycji Martini to naprawdę udana rzecz. Świetny komiks, a przy tym świetny produkt, który pozwoli nasycić zarówno chęć na dobrą lekturę, jak i konsumpcyjną żądzę nabycia „ładnego przedmiotu”. Często razi mnie rozbuchana chęć wydawców i części czytelników, by wszystko wydawać w twardej oprawie w jak największym formacie, bo nic konkretnego za tym nie idzie. Ani jakość druku, ani zawartość ciekawych dodatków. Dlatego cieszę się, że mogłem przekonać się, iż są wydania ekskluzywne, które uzasadniają swoją cenę i rozmiary. Skuście się, bo warto! Zwłaszcza że poprzednie wydanie jest już dawno niedostępne.

Za nowy przekład komiksów i wszystkich dodatków odpowiada Paweł Buski.

Parkera w omawianej edycji wydało „Nagle”.

Korektę i redakcję wykonała Anna Czerwińska.

Egzemplarz komiksu został dostarczony przez wydawcę. Wydawca nie miał żadnego wpływu na treść recenzji.

 

 

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.