Advertisement
Recenzje

“Usagi Yojimbo Saga: Legendy” – samuraje w kosmosie [RECENZJA]

Michał Skrzyński

Usagi Yojimbo to cykl fenomen. Jeden autor, trzydzieści lat pracy i tysiące stron o przygodach królika ronina. Pomimo że seria ta zawsze krążyła mi gdzieś z tyłu głowy, to jej długość i nieprzyciągający mnie na pierwszy rzut oka styl graficzny trzymały Usagiego poza moim kręgiem zainteresowań. Czekałem na dobrą okazję, by spróbować, czy ta “amerykańska manga”, to coś dla mnie. Wreszcie taka okazja nadeszła i w moje ręce wpadł Usagi Yojimbo Saga: Legendy.

Recenzowany tom, to zbiór spin-offów głównej serii. Dostajemy tutaj zawartość, która oryginalnie ukazała się w trzech tomach: Usagai w kosmosie, Senso oraz Yokai. Razem mamy ponad 500 stron w niewielkim, trochę mniejszym niż powiększone mangi, formacie. Jednak, czym tak naprawdę jest Usagi Yojimbo na wypadek gdybyście nie wiedziały?

Dzieło życia Amerykanina o japońskim pochodzeniu to długaśna seria czarnobiałych komiksów, w której żyjący według samurajskich zasad królik przymierza świat, co zwykle kończy się pomaganiu innym antropomorficznym zwierzakom. Nastrój nie jest raczej skrajnie poważany, ponieważ nie brakuje tam humoru, nie jest jednak raczej pozycja dla zupełnie najmłodszych czytelników.

Charakterystyczne rysunki łączące pewne mangowe pomysły na ekspresje i kadrowanie ze stylem, który może się również kojarzyć z najlepszymi prasowymi paskami, na pierwszy rzut oka przyciągają wzrok, ale ja po lekturze dalej nie jestem do nich przekonany. Nie można im jednak niczego zarzucić od strony technicznej. To fachowa, przemyślana robota trzymająca stały wysoki poziom i ją doceniam, więc nie będę szukał bardziej okrągłych słów niż, te, że zwyczajnie rysunki Stana mi nie podchodzą.

Przeczytaj również:  „Na pełny etat". Miejski dreszczowiec | Recenzja | Nowe Horyzonty 2022
usagi jimbo recenzja
Senso zaczyna się od rozbicia statku kosmicznego na polu walki / fot. materiały prasowe

Fabuła pierwszej części tomu to spin-off pierwszej wody. Zamiast z Japonii z XVII wieku mamy odległa przyszłość z podróżami między gwiezdnymi laserami – oczywiście nie odchodząc przy tym od samurajskiej stylistyki. Dzieje się dużo, akcja w ogóle się nie zatrzymuje, a projekty łączące oldschoolowe sci-fi z samurajami zdecydowanie mogą się podobać. Jeszcze bardziej pulpowe jest Senso opowiadające o inwazji… kosmitów. Liczne popkulturowe cytaty z Wojną Światów na czele kolejny raz podkręcają tempo i raczej zabierają czas na odpoczynek, czy powolne snucie klimatu.

Inaczej jest w epizodzie Yokai. Tutaj razem z tajemniczymi stworami z japońskiego folkloru znalazł się czas na trochę wolniejszą narrację. To również najkrótsza i najbardziej kameralna historia z całego tomu, która biorąc pod uwagę bogactwo związanych z yokai motywów zostawia również najwięcej niedosytu. Za to cała historia jest w przeciwieństwie do dwóch poprzednich kolorowa.

Jak oceniam pierwsze spotkanie z Usagim? Raczej przeciętnie – to bardzo dobrze zrealizowane komiksy, za którymi z pewnością stała chęć dostarczenia czytelnikowi dobrej zabawy. Ja jednak nie potrafiłem się w nie wciągnąć i obawiam się, że, nawet gdybym serię znał, to chyba i tak bym się nie zachwycił, a jedynie efekt ekspozycji doszedłby do głosu. Coś mi zwyczajnie w tym komiksie, jako całość nie podeszło i to, pomimo że każdy element z osobna pewnie bym pochwalił. Czasami tak jest, że coś nam się po prostu niespecjalnie podoba i warto dać sobie na to mentalne pozwolenie. Usagi Yojimbo Saga: Legendy to dla kompletystów pozycja obowiązkowa, a i nowy czytelnicy tak jak ja raczej nie będą zdezorientowania jeśli przeczytają wcześniej cokolwiek o samej serii.

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.