Recenzje

“Trolle z Troy tom 3” – wesoło i krwawo [RECENJZA]

Michał Skrzyński
trolle z troy 3 recenzja

Macie tak czasami, że podczas lektury, na krańcu języka kłębi Wam się tytuł, który przypomina właśnie to, co czytacie, a po dłuższej chwili uświadamiacie sobie, że tak naprawdę taki komiks/książka nie istnieje? Po prostu tytuł, z którym właśnie spędzacie czas, to tak wielka mieszanka znanych motywów, że przez dłuższą chwilę wydaje się Wam, że musieliście już czytać podobną pozycję. Taki efekt wywołały we mnie Trolle z Troy.

Trolle z Troy to poboczna seria z uniwersum stworzonego przez Christophe’a Arlestona scenarzystę serii Lanfeusta z Troy. Do mnie jednak trafiła jako dzieło w pełni samodzielne, nie ma zresztą ku temu żadnych przeciwwskazań. Cykl powiązanych ze sobą albumów, rysowanych przez Jeana-Louisa Mouriera, opowiada przygodach rodziny trolli – grupy wyjątkowej, bo z adoptowaną ludzką córką.

W uniwersum francuskiego bestselera trolle to włochate humanoidy, inteligentne i socjalizowane, ale żyjącymi z ludźmi w stanie permanentnego konfliktu. Wynika to z faktu, iż homo sapiens to ważna składowa diety włochaczy. I tenże fakt pozwala na mnóstwo humoru i absurdu, połączonego z przerysowaną, ale bardzo dosłowną przemocą. To naprawdę dziwny tytuł jeśli chodzi o ten aspekt. Z jednej strony główni bohaterowie naprawdę odgryzają kawałki ciał ludzi w towarzystwie fontanny krwi i niepozostawiających za dużo miejsca na interpretacje onomatopejach. Z drugiej jest to tak absurdalne i upupione, że zupełnie nie razi. To równie przedziwne, co zupełnie naturalne w swojej konsekwencji, pewnie dlatego Trolle wywołały we mnie opisane wcześniej uczucie.

Przeczytaj również:  Ludzie o miedzianym czole. Recenzujemy „Żeby nie było śladów” Jana P. Matuszyńskiego
trolle z troy 3 recenzja
Tak jak mówiłem – jest krwawo / fot. materiały prasowe

Ten nietypowy klimat, łączący klasyczne disneyowskie wieczorynki z tworami pokoju Happy Tree Friends, rzutuje z resztą na cały komiks. Wszystko jest tutaj wesołe i pełne energii, ale gdyby przerzucić obecne tu wydarzenia w jakąś inną stylistykę, to powstałe w ten sposób dzieło byłoby raczej jedynie dla osób, które z niejednego dziwnego wątku na 4chanie materiały oglądały. W podobnym duchu utrzymane są obrazki. “Wieczorynkowe”, kolorowe ilustracje pełne są krwi i brutalności, ale utrzymują przy tym czytelnika w błogim, bezstresowym nastroju.

Trzeci tom to łącznie trzy osobne historyjki. Pierwsze dwa albumy tworzą jedną historię, dla której punktem wyjścia jest porwanie dwóch małych trollików, których futra mają posłużyć jako materiał do płaszcza, niezbędnego przy rytuale mającym obudzić pewnego boga. Sama historia jest zabawna, nieźle poprowadzona, ale ponad 100 stron, to dla niej trochę za dużo. Dodatkowo druga połowa drugiego albumu jest trochę za bardzo rozwleczona. Warto wspomnieć również o tym, że ojczyzna porywacza małych trolli wzorowana jest na dosyć tanich i naiwnych stereotypach o krajach dalekiego wschodu. Tych etnocentrycznych podśmiechujek jest trochę za dużo, jak na coś powstałego ledwo 20 lat temu, ale z racji na klimat całości (chyba) można przymknąć oko.

trolle z troy
Kadry są ułożone całkiem gęsto i ciasno / fot. materiały prasowe

Pozostałe dwie opowiastki odpowiadają kolejno o trollowej olimpiadzie i szkole. Utrzymują podobny, przyzwoity poziom i są utrzymane w formule klasycznego serialu animowanego – są to po prostu kolejne “przygody”znanych już bohaterów. Z tego też względu, jeśli z jakiegoś powodu wpadnie Wam w ręce trzeci czy drugi tom Trolli, śmiało możecie od nich zacząć. Fakt faktem, Arleston nie tłumaczy raczej co krok kto dla kogo jest kim, ale połapiecie się po kilku stronach.

Przeczytaj również:  "Nie czas umierać", czyli godne pożegnanie Daniela Craiga w roli Jamesa Bonda

Trzeci tom Trolli z Troy dostarczył mi podobną ilość dobrej zabawy, co poprzednie integrale. Seria ma swoje wady, a na niektórych obrazkach boleśnie widać pośpiech, ale seria bawi mnie jak mało która. Niewiele jest komiksów, które mógłbym określić, posługując kalką z angielskiego, komfortowymi lub przytulnymi. Wiem, że gdy je otworzę, to czeka mnie przynajmniej godzina przyjemnej, zupełnie bezstresowej zabawy, przez co chętnie do Trolli wracam. Na szczęście jeszcze kilka tomów przed nami!

Ocena

6 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.