Advertisement
KomiksKultura

“Płaszcz i szpony” – Ahoj przygodo! [RECENZJA]

Michał Skrzyński
płaszcz i szpony recenzja
Fragment okładki drugiego albumu / fot. materiały prasowe

Gdybym prowadził swego rodzaju komiksowy pamiętnik, to pierwszą połowę 2020 roku opisałbym pewnie jako czas, w którym na dobre zatopiłem się we francuskim komiksie. Na początku roku przez długie tygodnie przeżywałem Codzienną walkę Emmanuela Larceneta, w trudach lockdownu trzy popołudnia osłodziły mi trzy kolejne tomy LastMana wydawanego w Polsce przez Non Stop Comics, aż wreszcie zanurzyłem się w niezwykłych światach stworzonych przez Joanna Sfar w seriach takich jak ta o przygodach wampira Ferdynanda. Dlatego też na zapowiedź komiksu Alaina Ayrolesa i Jean-Luac Masbou zareagowałem, delikatnie mówiąc, z entuzjazmem.

Jak się okazało, mój entuzjazm był jak najbardziej zasadny! Płaszcz i szpony to prawdziwy szwedzki stół, jeśli chodzi o literackie motywy i konwencje. Już sam tytuł budzi oczywiste skojarzenia z historiami spod znaku płaszcza i szpady oraz powieści łotrzykowskiej. Dobre czasy nastały dla polskich fanów takich klimatów. Kilka miesięcy temu Egmont zaserwował nam cudowną Indyjską włóczęgę, a teraz możemy cieszyć się równie udaną propozycją od Timofa.

Mnóstwo tutaj żeglowania; są piraci, jest mapa prowadząca do skarbu, są też wątki fantastyczne. Dalej za mało? To dorzućmy do tego antropomorficzne zwierzęta – w roli głównych bohaterów, honorowe pojedynki, abordaże i romanse. Mamy tutaj wszystko, co najlepsze z iopowieści spod znaku płaszcza i szpady, a także wiele więcej! Dzieje się tu naprawdę dużo; w pierwszym integralu zbierającym 5 albumów materiału jest tyle, że wystarczyłoby na dwa sezony typowego serialu! A przecież na tym seria się nie kończy.

Przeczytaj również:  "Lot nad kukułczym gniazdem" i problem z szaleńcami

Fabuła kręci się wokół poszukiwań niezwykłej wyspy, na której podobno ukryto skarb. Tak przynajmniej wynika z mapy, którą zdobyli, oczywiście pakując się w kłopoty, nasi bohaterowie. Droga do skarbu okazuje się jednak skomplikowana oraz pełna mniejszych i większych przygód.

płaszcz i szpony recenzja
Już od pierwszych stron komiks obiecują wspaniałą przygodę w klasycznym klimacie / fot. materiały prasowe

Centralną rolę w tym całym galimatiasie pełni wilk Don Lope i jego towarzysz, sekundant oraz bratnia dusza lis Don Armando, czyli nasi główni bohaterowie. Świetna chemia między tą dwójką rzuca się w oczy już po pierwszych stronach i cały czas jest stabilną, wdzięczną podstawą do opowiadania tych wszystkich niezwykłych przygód. Oba psowate mają swoje charaktery, temperamenty i motywacje, a ich pełne żartów i podniosłych haseł wymiany zdań są same z siebie świetną zabawą. Dialogów tu zresztą nie brakuje nawet w tych najbardziej dynamicznych momentach. Jeśli jesteście przyzwyczajeni do bardziej typowego amerykańskiego podejścia, według którego tekst w dynamicznych scenach jest często ograniczony do onomatopei, to możecie być delikatnie zdziwieni. A jednak po krótkiej chwili zaskoczenia popadniecie prawdopodobnie w zachwyt, ponieważ dialogi to tutaj prawdziwa literacka uczta.

Język, którym posługują się postacie jest mocno wystylizowany na realia historyczne. Dodatkowo, postacie często wzbogacają swoje wypowiedzi hiszpańskimi wtrąceniami, które dodają dialogom życia i charakterystycznej frazy. W tym miejscu pochwalić należy Wojciecha Birka, który kolejny raz potwierdził swoją klasę, tworząc niezwykle udany, a przy tym zapewne szalenie trudny w realizacji, przekład. Zachowanie oryginalnych wstawek z różnych języków – nie tylko hiszpańskiego – dodatkowo buduje klimat oraz ubarwia i tak już przebogaty język komiksu.

Przeczytaj również:  Badek: Mamy problem z Oscarami, ale standardy różnorodności to tylko jego niewielka część [FELIETON]
plaszcz i szpony recenzja
Malutka próbka niezwykłych dialogów / fot. materiały prasowe

Czasami zdarza się, że świetnie napisany komiks trzeba ocenić jako przeciętny, ponieważ rysunki nie dotrzymują kroku scenariuszowi (lub odwrotnie). Na szczęście nie tutaj! To, co tworzy Jean-Luc Masbou na pięknych, klasycznie podzielonych panelach po prostu cieszy oczy. Projekty postaci przywodzą na myśl złote lata klasycznie animowanych filmów Disneya, a żywe i cały czas zmieniające się kolory nie pozwalają na monotonie.

Płaszcz i szpony czarują, a miłość i ogrom pracy jaki włożono w scenariusz i rysunki onieśmielają. Czy w scenach, gdzie obserwujemy cały tłum postaci w tle, muszą być one tak absurdalnie szczegółowe? Nie, ale w albumie podjęto się tego trudu i efekt końcowy zdecydowanie jest tego warty. Komiks Alaina Ayrolesa i Jean-Luac Masbou przez bogactwo treści, motywów i konwencji powinien przypaść do gustu każdemu, kto ceni ducha klasycznej przygody pełnej piratów, skarbów i bezczelnych, ale czarujących szermierzy. A po lekturze pozostaje nam cieszyć się, że czeka nas jeszcze jeden integral i dwa albumy, będące prequelami głównej historii. Kolejni mocni kandydaci do listy najciekawszych komiksów roku!

Ocena

8 / 10

Warto zobaczyć, jeśli polubiłeś:

Indyjska włóczęgę, Trzech muszkieterów, Zorro, Wyspę skarbów

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.