Advertisement
KomiksKultura

“Oskar Ed: Mój największy sen” – a twój nowy, ulubiony komiks [RECENZJA]

Michał Skrzyński
Oskar ed recenzja
Fragment okładki / fot. materiały prasowe

Oskar zdecydowanie nie jest zwykłym dzieckiem. Popatrzcie na tę dziwną głowę, przygarbiona postawę i niepokojące proporcje. Jednak fizjonomia to tylko jeden wymiar jego inności. Pomimo niewielu lat na karku jest niezwykle dojrzały i nieustannie kontestuje świat dokoła niego, a z dorosłymi wchodzi w dyskusje, które są dla nich po prostu kłopotliwe. Kultura przyzwyczaiła nas do bardzo konkretnego archetypu dziecka z rodziny przemocowej. Ciche, zamknięte w sobie, reaguje raczej płaczem lub krzykiem, a nie dyskusją z osobą, która ją krzywdzi. Oskar jest zupełnie inny.

Mój największy sen nie oferuje żadnej instrukcji. Od pozornie niezwiązanego z całością wstępu, po melancholijny epilog, cały czas sami musi dekodować to, co do nas dociera. To do nas należy decyzja, czy przyjmiemy coś za prawdę, wymysł dziwnego dziecięcego umysłu, czy uznamy, że takie rozróżnienie nie ma tutaj żadnego znaczenia. Narracja, którą prowadzi dla nas lub dla samego siebie Oscar przebiega dwutorowo. Jednocześnie śledzimy niezmiernie męczącą rodzinną wycieczkę i migawki z życia, które przez długi czas musimy pozostawić w zamieszeniu między czasem przed wycieczką, a po niej.

Największe wrażenie robią niezwykłe surrealistyczne wizje Oskara. Pomimo swojej dojrzałości i wysokiej umiejętności zoperacjonalizowania przeżyć i obserwowanych wydarzeń, są momenty gdy to wszystko pęka i Oskar odpływa. Skrywana tajemnica staje się zalewającą wszystko czarną mazią, zaginiona rybka wciąga do swojego akwarium, a ojciec zmienia się w potwora; już nie tylko w wymiarze emocjonalnym. Wizje te, oddane z niepokojącym pietyzmem, zawsze mają w sobie więcej warstw do interpretacji niż tylko ta najbardziej podstawowa. Są również momenty, gdy w ogóle nie ma tych najprostszych odpowiedzi i są to momenty najważniejsze dla całej fabuły.

Przeczytaj również:  Dom woskowych Mansonów. Recenzja płyty "We Are Chaos"
oskar ed mój największy sen recenzja
Jak widać, fantazje Oskara potrafią być – delikatnie mówiąc – niepokojące / fot. materiały prasowe

Oskar Ed: Mój największy sen to komiks skrajnie daleki od przeciętności i stosunkowo trudny w odbiorze, dlatego odpuściłem opisywanie po kolei każdego elementu fabuły, o czym informuje Was w tej meta wstawce. Lektura dzieła Słowaka Branko Jelinka wymaga ciągłej uwagi jeśli chcemy prawidłowo połączyć wszystkie wskazówki i motywy, które dostajemy, a nawet one nie gwarantują pełnego zrozumienia wizji chłopca. Brzmi to jak lektura, którą męczymy się dla zaspokojenia snobistycznej chęci obcowania ze sztuką wysoką, a tak nie jest. Mój największy sen wciąga i intryguje, autor odpowiednio często nagradza nas nowymi wskazówkami, a zakończenie nawet na dosyć podstawowym poziomie abstrakcyjnego myślenia, jest bardzo satysfakcjonujące. Smutne, ale satysfakcjonujące. I zapewniające tak poszukiwane w sztuce katharsis.

Nie można również zapomnieć o fenomenalnych rysunkach. Największe wrażenie robią oczywiście te bizarrne fragmenty, w których pojawiają się wizje Oskara. Najgorzej wypadają za to postacie ludzkie. Fizyczna dziwność głównego bohatera to jedno, ale pozostałe postacie nie wyglądają najlepiej. Twarze są właściwie zawsze bez wyrazu, a anatomia wypada często dosyć umownie. I to prawdopodobnie jedyne, co złego mogę powiedzieć o całości.

oscar ed recenzja
Autor zostawia nam dużo do samodzielnej interpretacji i nie wszystko zostaje wytłumaczone / fot. materiały prasowe

Jeśli chodzi o narrację, Jelinek nie pokusił się o jakieś kompozycyjne szaleństwa, postawił na klasyczne rozwiązania, które świetnie się tutaj sprawdziły. Mamy prostokątne kadry i różne, zależne od potrzeb, ich ułożenie. Nie wiem w jakim stopniu to nieodparta siła gdzieś w internecie przeczytanej sugestii, ale daje się też wyczuć sporo mangowej energii. Oczywiście, pierwszy kto ciśnie się mi na usta to japoński mistrz makabry Junji Itō, ale nie doszukiwałbym się jakiś widocznych wprost odwołań, a co najwyżej inspiracji.

Przeczytaj również:  "Czarny Młot" - początek i koniec wszystkich superbohaterów [RECENZJA]

Mój największy sen to podróż. Podróż długa i bolesna tak dla nas jak i dla Oskara. To także podróż, która zostanie z wami na długo, ponieważ obdarta z tych wszystkich surrealistycznych wizji to przede wszystkim opowieść o bezradności i zerowej sprawczości dziecka. Oskar jest niezwykle elokwentny i dojrzały, ale przez te ponad 300 stron, żaden dorosły nie przyjmuje tego do wiadomości. Chłopak nie wygrywa żadnej dyskusji, nie udaje mu się wytłumaczyć swojego punktu widzenia, pomimo że robi dokładnie i szczegółowo. Oskar jest samoświadomym obserwatorem, jednak przez swoją pozycję w hierarchii pozbawiony jest jakiegokolwiek wpływu na rzeczywistość. Stąd właśnie te wszystkie fantazje, które to on sam kształtuje. Biorą się one z buntu, ale z buntu wewnętrznie sprzecznego, ponieważ od samego początku podszytego rezygnacją.

Ocena

9 / 10

Warto zobaczyć, jeśli polubiłeś:

Filmy Davida Lyncha, książki Haruki Murakamiego

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.