KomiksPublicystyka

„Trzeba zabić w sobie poczucie cringe’u” rozmawiamy z Pauliną Pecio, autorką komiksów i ilustratorką

Michał Skrzyński
Tam, gdzie spadają gwiazdy komiks
Okładka debiutanckiego komiksu Pauliny /fot. dzięki uprzejmości autorki

Paulina Pecio – rysowniczka, ilustratorka oraz autorka komiksu Tam, gdzie spadają gwiazdy, który zadebiutował na 13. Krakowskim Festiwalu Komiksu w marcu 2024 roku.

Michał Skrzyński: Skoro komiksy, to nie mógłbym rozpocząć inaczej niż zapytać – jak to się zaczęło, dlaczego akurat to medium, jak się nim zainteresowałaś?

Paulina Pecio: Myślę, że z tym medium byłam związana już od dzieciństwa. Jak byłam w podstawówce, to ojciec kupował nam całą masę komiksów ze Star Wars. Potem były mangi i zawsze jakoś tak czytało się coś komiksowego. Nie wrzucałam tego wszystkiego do kategorii komiks, ale myślę, że ta forma storytellingu chyba najbardziej przypadała mi do gustu. Zawsze była też dla mnie jakoś mniej zobowiązująca, niż włączenie serialu czy filmu.

A od czego zaczęło się tworzenie? Zawsze miewałam różne pomysły, wpadała mi do głowy jakaś idea, którą często w ciągu chwili obudowywałam fabułą. Dodaję symbolikę, jakieś wydarzenia, myślę nad gatunkiem. I tak już od wielu lat zapisywałam pomysły w zeszytach, ale nigdy nic z tego nie wychodziło. Bo zawsze jakoś tak… chyba brakowało mi takiej werwy, żeby się za to zabrać i skończyć. Myślę, że ponieważ teraz więcej siedzę w środowisku komiksowym, zaczęłam jeździć na festiwale, kupować komiksy od ludzi, to był taki kop do działania, żeby w końcu się zebrać i zrealizować tę historię.

Przygotowując się do naszej rozmowy, szukałem i nie znalazłem Twojej wcześniejszej komiksowej twórczości. Chciałem zapytać, czy wcześniej coś pisałaś komiksowego do szuflady, czy rzeczywiście Tam, gdzie spadają gwiazdy, to pierwsza duża komiksowa rzecz, którą napisałaś?

Tak, wcześniej pisałam tylko do szuflady i niestety nie udało mi się skończyć żadnej z tych rzeczy. W podobnym czasie, co „Gwiazdy”, powstał też komiks do zina „Dreszczyk”, ale to był zupełnie inny projekt, dużo prostszy wizualnie. Fajnym doświadczeniem był też udział w ośmiogodzinnym maratonie komiksowym w Muzeum Komiksu. W osiem godzin niewiele można narysować, więc nie był to jakiś bardzo wyszukany graficznie tytuł, ale fajne jest to, że jest okazja, by niewielką formę doprowadzić do końca. To ci daje perspektywę i zmienia sposób myślenia. Można przetestować sobie medium i techniki.

tam gdzie spadają gwiazdy recenzja
Okładka komiksu /fot. dzięki uprzejmości autorki

Czytając Tam, gdzie spadły gwiazdy nie da się nie zwrócić uwagi na to, jak ten komiks wygląda. Akwarele, duży format, bogate tła. Nie wygląda to jak większość wydawanych własnym sumptem komiksów. Skąd taka decyzja?

Zauważyłam, że czytając komiksy w mniejszym formacie, na przykład mangi, znacznie szybciej przelatujesz wzrokiem po jednej stronie. I mi się to nie podobało. Kiedyś oglądałam jakiegoś Thorgala w domu i sobie pomyślałam, że to jest to, o to chodzi. Żeby odbiorca chciał zatrzymać się na każdej stronie. Chciałam stworzyć komiks, do którego czytelnik będzie wracał i będzie z nim bardziej związany.

Bardzo zależało mi na takiej formie graficznej, aby komiks zapracował na uwagę czytelnika. Inspiracjami przy nim były filmy Studia Ghibli, stare animacje Disneya, a ostatnio także ilustracje z początku XX wieku i z końcówki XIX, czyli tak zwanej Złotej Ery Ilustracji. Bardzo się w ten klimat wkręciłam i myślę, że mimowolnie nasiąkam tymi rzeczami i chciałam zrobić coś podobnego. Filmy Ghibli są tak niesamowicie dopracowane, tworzą doświadczenie jak chyba nic innego. Bardzo niewiele rzeczy ma taki klimat i takie oddziaływanie jak te filmy, a ja chciałam zrobić coś podobnego, co też tak zadziała. To taka moja osobista ambicja, a niekoniecznie kalkulacja czasu i kosztów tej pracy.

Czyli taki „passion project”, a nie chłodne wyliczenia.

Dokładnie! Ale chciałam też, żeby ktoś do tego dotarł. W przyszłości mogę robić komiksy monokolorowe, czy korzystając z tuszu. Ale tutaj chcę troszeczkę poszaleć z taką formą.

Tam, gdzie spadają gwiazdy, to część dłuższej całości. Masz już jakieś plany, ile jeszcze do końca, w ilu tomach byś to chciała zamknąć?

Myślę, że to będą trzy tomy. Miałam taki plan, żeby się wyrobić na MFKiG z tym drugim, ale może lepiej będzie poczekać do następnego Krakowskiego Festiwalu Komiksu. Zrobię wtedy więcej stron i troszkę większy tomik, zamiast wydać mniejszy i rozciągać to na jeszcze większą liczbę tomów.

Może jakiś mały sneak-peek tego, co będzie dalej?

Teraz czeka mnie trudniejszy etap tej historii do narysowania i już się troszeczkę do tego przygotowuję. Wymyśliłam, że akcja będzie rozgrywać się w mieście, a jak miasto, to bardzo dużo teł, bardzo dużo architektury i dużo szczegółów typu ludzie na ulicach. I już mam fantastyczną książkę. To jest szkicownik Alana Lee do Hobbita. Tam na każdej stronie są rysunki ołówkiem czy akwarelą i sobie po prostu dużo robię master studies z tego, ponieważ kto jak kto, ale Alan Lee był mistrzem fantastyki, jeśli chodzi o rysunek.

Przeczytaj również:  Czego słuchaliśmy w maju? Muzyczne rekomendacje Filmawki

Studiujesz na kierunku graficznym. Czy takie studia realnie pomagają w szukaniu inspiracji? W poszerzaniu horyzontów? Czy są raczej rozwinięciem tego, co na własną rękę sama się dowiedziałaś, sprawdziłaś, doczytałaś?

Ja bym powiedziała, że są rozwinięciem. Często nie w tej niszy, w której tworzę i którą się interesuję, a gdzieś obok. Dzięki studiom, na przykład, nauczyłam się dużo à propos designu, czy projektowania typografii. Nauczyłam się pracować w 3D i zrobiłam grę w Blenderze na licencjat. Ale to wciąż są rzeczy trochę obok. Nie mamy za dużo zajęć stricte z ilustracji, czy historii ilustracji. Za to była historia filmu, historia sztuki, ale taka bardzo, bardzo ogólna, a mnie jak już mówiłam, fascynuje właśnie ten XX wiek w ilustracji, który jest tak mało opisywany. Wtedy narodziła się secesja, która dużo czerpała ze sztuk azjatyckich i ta sztuka zachodnia bardzo się zmieniła, jeśli chodzi o ilustracje. I tego na przykład na studiach raczej się nie dowiedziałam. Za to bardzo dużo mi dały i rozwinęły w kierunkach, za które sama bym się nie zabrała, nie miałabym motywacji, żeby się uczyć nowych rzeczy. Natomiast jeśli chodzi o komiks, to co robię wynika w dużej mierze z mojej własnej pracy poza studiami.

W Tam, gdzie spadają gwiazdy jest informacja, że komiks został zrealizowany w pracowni ilustracji na Uniwersytet Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie. I tutaj mam pytanie – jak się podchodzi teraz na uniwersytecie do komiksu?

Do komiksu podchodzi się poważnie. Zwłaszcza na Wydziale Grafiki na ASP dobrze się patrzy na komiksy. Działa tam pracownia rysunku narracyjnego. A i nasza uczelnia ma współpracę z Muzeum Komiksu. Dodatkowo od przyszłego roku rusza przedmiot z historii komiksu. Ogólnie otwierają nowe pracownie związane z komiksem, więc uniwersytety bardzo, bardzo to respektują. Natomiast z moim komiksem było tak, że fabułę miałam już zaplanowaną od półtora roku. Wysłałam nawet osiem stron na konkurs na pitch komiksowy z MFKiG. Ostatecznie chciałam się wyrobić z debiutem na festiwal w Krakowie. Pracowałam nad komiksem, miałam wszystko przemyślane, storyboardy zrobione i wtedy pojawiła się uczelnia. Przechodziłam i konsultowałam z panią doktor Sroką-Muchą, która radziła mi odnośnie druku, projektowania typografii, czy myślenia o efekcie końcowym. Więc tutaj było dużo takiej technicznej pomocy. Jeśli chodzi o storytelling czy fabułę, to już powstało, zanim w ogóle poszłam na tę magisterkę i przyszłam do pracowni na zajęcia.

Paulina Pecio komiks
Przykładowa strona Tam, gdzie spadają gwiazdy /fot. dzięki uprzejmości autorki

Powołujesz się na wiele różnych artystów i artystek, osób tworzących i chciałem się też podpytać, czy są jakieś osoby z Polski, które w tym komiksowym światku jakoś wyjątkowo Cię inspirują?

Zdecydowanie jest to Tom Spell, to jak on konceptualnie podchodzi do komiksu i do historii, jego sposoby na storytelling, to jest po prostu genialne. Ostatnio przeczytałam Przygody Stasia i Złej Nogi i jak tylko skończyłam ten komiks, to zaczęłam go czytać od nowa, tak dobrze jest napisany. Ostatnio Spell skończył swój nowy komiks Bajzel i też będzie niesamowity. W Muzeum Komiksu w Krakowie mamy raz na dwa tygodnie takie spotkania, gdzie przychodzimy i rysujemy swoje komiksy i widziałam, jak ten komiks powstaje, no i po prostu czapki z głów.

Tak się złożyło, że komiksy tworzysz nie tylko Ty, ale również twoje rodzeństwo – Lewozjerz. Jak to wyszło? Kto pierwszy czytał, a kto pierwszy rysował? Czy obie w tym samym czasie?

Myślę, że obie w swoim własnym czasie. U mnie jakieś tam historie powstawały w głowie i na kartkach zeszytu, a Julka po prostu zaczęła rysować po swojemu. Jej komiks Ametystowy Pierścień powstał dlatego, że bardzo lubiła czytać Webtoony, ale była nimi bardzo sfrustrowana. W wielu Webtoonach promowane jest dużo bardzo toksycznych patternów np. w romansach, ogólnie często przejawia się tam dużo negatywnych wątków. A wiele osób czyta je, ponieważ to są takie comfy historie, przy których można przez chwilę zapomnieć o tym, że jest wojna za granicą, że jest kryzys klimatyczny, że polityka wygląda jak wygląda. Więc Lewozjerz właśnie poszedł w tę stronę, tworzenie czegoś, co będzie miłe, przyjemne i pozytywne. Pozbawione tych wad, które mu przeszkadzały. Jeśli ktoś ma dosyć ciągle takich poważnych wątków i szuka miłej odskoczni, to bardzo polecam Ametystowy Pierścień.

Przeczytaj również:  „Kolacja pożegnalna” – pożegnanie pandemii? [RECENZJA]

Uważam, że to jest niesamowicie ważne, żeby tworzyć takie rzeczy. Szkoda, że są chyba mniej doceniane niż komiksy o poważnych tematach, jak na przykład Blast Manu Larceneta. Ale ja uważam to, że twórca potrafi sprawić, że odbiorca się uśmiechnie, poczuje się dobrze, poczuje się miło – to jest supermoc, naprawdę. Tak samo pisanie komedii. Bardzo się cieszę, jak niesamowicie to dobrze wychodzi Lewozjerzowi, bo często samo się śmieje na głos, czytając komiksy, które rysuje. Ja niestety poszłam w stronę cierpienia i trochę horroru, jeśli chodzi o mój komiks. Tego jeszcze nie widać, ale… jeszcze trochę się zrobi mrocznie pod koniec.

Mamy wspomniane Webtoony, mamy bardzo mocny rynek mangowy. Na pewno dzięki temu dużo młodszych osób będzie chciało wejść w komiksy i zacząć je tworzyć. Chciałem zapytać Cię, jako świeżą debiutantkę, o jakieś rady dla takich osób. Co byś chciała usłyszeć te kilkanaście miesięcy temu od dzisiejszej siebie? Jak z tym ruszyć?

Przede wszystkim myślę, że trzeba robić swoje własne, unikalne rzeczy i zabić w sobie poczucie cringe’u z samego siebie. Tak też zawsze było w sztuce, że jak powstawał impresjonizm, to było coś, co wymakało się temu, co było uważane wtedy za sztukę i co było uważane za piękne. Impresjonizm był bardzo krytykowany na samym początku. I prawdopodobnie można powiedzieć, przez pryzmat dzisiejszych neologizmów, że impresjonizm był wtedy cringe’owy. Więc polecam każdemu, żeby olać ten wewnętrzny cringe i żeby zrobić właśnie tę głupotę, którą chce się zrobić. I nie powstrzymywać siebie jakimś perfekcjonizmem. Skończcie tę jedną rzecz, pewnie nie będzie idealna, pewnie będzie dużo błędów i będziecie widzieli, co poprawić. Potem zróbcie kolejną rzecz z tą wiedzą. Niech nikogo nie stopuje przed kończeniem rzeczy, myśl o tym, że nie będzie idealnie.

O tym właśnie jest trochę mój komiks. Wyszedł z myśli, że nigdy nie jesteśmy dość dobrzy, żeby coś zrobić. Zawsze jest miejsce na poprawianie siebie, tylko że poprawiając siebie w kółko i w kółko, nie jesteśmy w stanie siebie zaakceptować jakkolwiek w naszej obecnej wersji. Przez co nigdy nie będziemy zadowoleni z tego, kim jesteśmy, bo zawsze będziemy chcieli czegoś innego. Myślę, że jeśli ktoś się czuje na siłach, to nie ma co odkładać czegoś w czasie. Najlepiej jest to po prostu zacząć i zrobić. Bo nigdy nie będzie lepszego momentu.

Tam, gdzie spadają gwiazdy
Strona z Tam, gdzie spadają gwiazdy /fot. dzięki uprzejmości autorki

Zawsze myślałem, że warto mieć kontakt z medium, w którym się chce tworzyć. Czytać, oglądać, grać i tak dalej. Masz podobnie, czy podchodzisz do tego inaczej?

Wiesz co, to zależy. Sama mam takie podejście, że wolę się przed rysowaniem kolejnego tomu nauczyć więcej. Na przykład, nauczyć się rysować budynki, nauczyć się rysować różne typy osób. Ale tak naprawdę zależy, w jakim kto jest miejscu mentalnie. Czasami jest tak, że jesteś w miejscu w stylu – „Okej, teraz chcę się rozwijać, chcę robić research przed tą rzeczą”. Ale czasami jest tak, że ktoś chce coś stworzyć i nie wymaga to aż takiego researchu.

Zawsze oswajanie się ze sztuką jest bardzo rozwijające, ale też czasami trzeba te inspiracje sobie trochę odciąć. Czasami, gdy rozmawiam z ludźmi, którzy rysują swoje komiksy, to w pewnym momencie przestają czytać inne, żeby czegoś przez przypadek nie ukraść drugiemu twórcy. Albo masz zaplanowane mniej więcej, jak to będzie wyglądać, jaka będzie fabuła i nie masz już miejsca na żadne nowe inspiracje. To wtedy lepiej już się nie inspirować i nie psuć sobie mindsetu do skończenia pracy.

I na koniec – komu poleciłabyś Tam gdzie spadają gwiazdy i gdzie będzie można twój komiks dostać?

Komiks jest dostępny w onlinowym sklepie Róbmy Dobrze i na wszystkich konwentach, gdzie akurat się wystawiam, o tym gdzie będę, daje znać na swoich social mediach. Komiks zaś polecam wszystkim osobom, które są spragnione dziecięcej nostalgii, ale też nie są już dziećmi i mają inną perspektywę na takie opowieści. To taka historia, która sprawi, że będziecie czuć się dobrze, ale momentami będziecie mogli poczuć się nieszczęśliwi. Jeśli podobają wam się filmy Studia Ghibli, to warto dać szansę.

Wy dajcie szansę komiksowi Pauliny, a ja dziękuję Ci za rozmowę!

Dzięki!

Paulinę znajdziecie między innymi na Instagramie – pecio_rysuje, a jej komiks tutaj – Tam, gdzie spadają gwiazdy

Korekta: Krzysztof Kurdziej

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.