Advertisement
KomiksKultura

Hellblzer t. 3 Jamie Delano – powitania, pożegnania i królewska krew [RECENZJA]

Michał Skrzyński
Hellblazer delano 3 recenzja
Okładka polskiego, zbiorczego wydania / fot. materiały prasowe

Czy seria, i to wydana dekady temu, może jeszcze zaskoczyć po trzech długich tomach? Niekoniecznie. Jest to jednak miejsce na jakieś refleksje i podsumowania. Zwłaszcza że Hellblazer tom 3 Jamiego Delano sam z siebie jest mocno refleksyjny. Jak wypada pożegnanie ulicznego maga z jego pierwszym scenarzystą?

Trzeci, najgrubszy i niestety najdroższy tom najdłużej ukazującego się komiksu Veritgo ze scenariuszami, niekryjącego się se swoimi poglądami, Jamiego nie przynosi żadnej rewolucji. To dalej te same klimatyczne, przegadane i niespecjalnie wesołe przygody Constantina. Dalej akcja posuwa się do przodu raczej powoli, dalej główny bohater jest świetnym przykładem antybohatera i dalej rysownicy zmieniają się prawie co zeszyt. To, co rzuca się w oczy już od początku, to fakt jak bardzo zniszczony życiem jest tutaj Johny. Zniknął zawadiacki uśmiech i pewność siebie, a zagrożenia stały się bardziej realne niż wcześniej. Constantine przestał być żyjącym raz tu raz tam punkiem-lekkoduchem, a stał się prawdziwym szczurem uciekającym z jednego tonącego okrętu na drugi.

To zaszczucie świetnie oddane jest w pierwszej długiej historii. W niej Constantine próbuję jako tako utrzymać się na powierzchni i schować przed kłopotami, ale to one tym razem go znajdują. Pewien seryjny morderca sieje popłoch w Anglii i szybko okazuje się, że jego celem jest właśnie nasz blondynek. Constantine czujący, że ktoś zaczyna na niego polować, podejmuje oczywiście pewne kroki, ale ich nieporadność tylko utrudnia sytuację.

Przeczytaj również:  "Incel" Jana Mazura - my face when [RECENZJA]
hellblazer 3 recenzja
Mag z pistoletlem? / fot. materiały prasowe

Te traumatyczne doświadczenia chyba popchnęły maga ku pewnym zmianą, ponieważ zdecydował się powrócić do porzuconych jakiś czas temu Marj i Mercurcy, znanych z poprzednich tomów. Ta zmiana sytuacji i próba ustabilizowania do tej pory samotnego życia okazuje się z czasem pretekstem do zajrzenia w przeszłość Constantina. Dowiadujemy się, jak przebiegało jego dzieciństwo, jak wyglądały relacje z siostrą i ojcem, a także jak to wszystko wpłynęło na dalsze zwichrowane życie maga. Mamy też okazję rzucić okiem na alternatywną rzeczywistość i kilka introspektywnych wypraw wgłąb świadomości głównego bohatera.

Przy okazji tych wszystkich dziwnych historii pierwszy raz dotarł do mnie pewien problem z Hellblazerem, który jak się zastanowić drażnił mnie już wcześniej. Scenariusz Delano jest dosyć ubogi w jakieś literacko-kulturowe odniesienia. Nie zrozumcie mnie źle, nie każdy scenarzysta z Wysp musi rzucać nawiązaniami, jak Gaiman, czy Moore, ale niektóre prezentowane w przygodach Constantina motywy, aż się proszą, by jakieś ukorzenić się w kulturowym dziedzictwie. U Delano potwór to po prostu potwór, jakaś sekciarska wiara, jakąś sekciarską wiarą, karta maga w tarocie oznacza po prostu maga i tak dalej. Brak tego dodatkowego znaczeniowego ciężaru mocno spłyca całe doświadczenie. Nie to, że zabiera to przyjemność z lektury. Przy poprzednich tomach bawiłem się dobrze i to pomimo ogromu tekstu, do czego w komiksach mam dużą rezerwę. Mimo wszystko czuć, że czasami czegoś tutaj brakuje.

Na osobne wyróżnienie zasługuje jeszcze specjalna miniseria Zła krew, która jest dosyć luźną i zabawną historią, w której w bliskiej (w stosunku do teraźniejszości) przyszłości podstarzały Constantine wplątuję się w aferę związaną z rzekomą dziedziczką zwolnionego jakiś czas temu tronu Wielkiej Brytanii. Jest zabawnie i wciągająco, ale to satyra polityczna niebawiąca się w żadne niuanse. Chociaż śledząc “medialne życie” sprawy śmierci królowej Elżbiety II, to może autor wcale nie przesadził w pewnym kwestiach, zwłaszcza że telewizja ma w tej historii niebagatelną rolę.

Przeczytaj również:  "Incel" Jana Mazura - my face when [RECENZJA]
hellbalzer 3 recenzja
Pożegnania to motyw przewodni tego tomu / fot. materiały prasowe

Rysunki tradycyjnie stoją na przyzwoitym, czasami lepszym, czasami gorszym poziomie, ale przez liczbę rysowników pozwolę sobie nie opisywać każdego z nich osobno. Wyjątkiem jest Philip Bond, który w całości narysował Złą krew i te rysunki bardzo odbiegają od reszty. Są cartoonowe, znacznie mniej poważne od pozostałych, co bardzo dobrze działa z w sumie lekkim i zabawnym scenariuszem miniserii.

I taki właśnie jest trzeci tom Hellblazera ze scenariuszami Jamiego Delano. Dalej polityczny, dalej klimatyczny, dalej przegadany. Delano nie jest prawdopodobnie najlepszym scenarzystą branży, ale ma to coś i trudno nie dać się wciągnąć w kolejną przygodę Constantina. Jeśli pozostałe dwa tomy Wam pasowały to tym razem też nie będziecie zawiedzeni, chociaż warto pamiętać, że mniej tu duchów i demonów, a więcej samego głównego bohatera i jego rozterek. Na szczęście wspierany przez ciekawie poprowadzone postacie drugoplanowe scenariusz pozwala wybaczyć brak kolejnej wyprawy do piekła.

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.