Advertisement
KomiksKultura

“Mighty Morphin Power Rangers. Rok drugi”, czyli udane spotkanie z nostalgią [RECENZJA]

Michał Skrzyński
power rangers rok drugi recenzja
Fragment okładki drugiego tomu / fot. materiały prasowe

Sobota rano, budzisz się koło dziewiątej, ktoś woła na śniadanie; chleb w jajku i herbata Saga, którą wyprosiłeś, bo w paczce miał być mały, pluszowy miś. Bierzesz ten idealny zestaw przed telewizor. Klikasz na pilocie “trójkę” i akurat trafiasz na nowy odcinek “pałer rendżersów”.

Po czym budzisz się i przypominasz sobie, że masz 23 lata, jest połowa września 2020 roku, a każdy dzień to próba przetrwania w świecie trapionym pandemią, kryzysem gospodarczym i coraz powszechniejszymi wybuchami agresji. Z twojego pięknego snu pozostaje jedynie Power Rangers, z tym że nie na Polsacie, a na twojej półce w postaci drugiego tomu serii wydawanej w oryginalne przez Boom Studios, a w Polsce przez Egmont. Ze scenariusz odpowiada Kyle Higgins, którego pomysły ilustruje kilkoro autorów i autorek.

Wybijając Was z nostalgicznego nastroju, muszę zostawić mały disclaimer. Recenzuje tom drugi i by móc napisać cokolwiek o fabule, muszę zaspoilerować tom poprzedni. Jeśli chcecie tego uniknąć, a mimo wszystko dowiedzieć się, czy seria jest warta uwagi to powiem krótko – tak, jest. To sympatyczne czytadło, które daje dokładnie to, co obiecuje. Jeśli macie jakieś nostalgiczne relacje z rengerami to będziecie się dobrze bawić, jeśli nie to przynajmniej lektura nie powinna Was odrzucić.

Mając spoilerowe ostrzeżenia za sobą można przejść do konkretów. Mighty Morphin Power Rangers. Rok drugi zaczyna się dokładnie tam, gdzie skończył się rok pierwszy, czyli w momencie gdy drużna została rozdzielona, a Niebieski i Czerwony trafili do alternatywnej linii czasowej, gdzie Zielony pozostał wierny Ricie, a pozostali w domyślnej wersji świata muszą poradzić sobie ze zniszczoną bazą, utratą mocy i zniknięciem Zordona.

Przeczytaj również:  "Czarny Młot" - początek i koniec wszystkich superbohaterów [RECENZJA]

Tutaj jest dobry moment na kolejne ostrzeżenie, dla tych którzy z jakiegoś powodu dotarli tutaj, nie znając tomu pierwszego. Seria nie zaczyna się od samego powstania drużny, a od momentu, gdy Zielony przeszedł na stronę tych dobrych.

power rangers 2 komiks recenzja
Scenarzysta nie szczędzi nam zaskoczeń i skoków po linii czasu / fot. materiały prasowe

Akcja na początku trochę się ciągnie, pokazując jak bohaterowie radzą sobie w tej trudnej sytuacji. Pojawia się tutaj zgrzyt w postaci pewnej niezgrabności narracyjnej. Linia czasowa zmieniana bywa nawet co stronę i nie jest to zaznaczane w żaden wyraźny graficznie sposób. Jeśli dodamy do tego, że część postaci pojawia się w obu wersjach to, delikatnie mówiąc, potrafi wkraść się w to wszystko chaos. I to nie chaos, dodający całości uroku, czy pozwalający rozruszać szare komórki tylko taki chaos, który po prostu irytuje i do niczego nie prowadzi.

Potem jest lepiej. Pojawia się sporo wątków rozwijających uniwersum. Dowiadujemy się między innymi co nieco o Zordonie, Ricie, czy poprzednich drużynach rengersów. Dodatkowo bohaterom zaczyna pomagać tajemnicza organizacja z równie tajemniczą szefową, która zdaje się wiedzieć więcej niż chce powiedzieć. Dzieje się tu sporo i, pomimo że nie byłem bez ustanku zaangażowany w fabułę, to ostatecznie bawiłem się naprawdę dobrze.

Postacie również dają radę. Mają konkretną motywację oraz charaktery i nawet jeśli jest to wszystko momentami zbyt naiwne, to jest nieźle. A z drugiej strony mamy tu do czynienia z komiksową adaptacją Power Rangers – czego innego można się tutaj spodziewać?!

power rangers rok drugi recenzja
Akcja zabiera nas w sporo różnych lokacji, ale rzadko robią jakieś specjalne wrażenie / fot. materiały prasowe

Jeśli zaś chodzi o rysunki, naprawdę trudno mi się jednoznacznie wypowiedzieć. Z jednej strony wszystko jest czytelne, a kolory przyjemnie intensywne, z drugiej zaś czasami naprawdę drętwo wypadają sceny akcji. Bohaterowie przypominają na nich ustawione w konkretnej pozie lalki; statyczne, pozbawione emocji i napięcia prawdziwych postaci. Podobnie jest z mimiką. O tym, że ktoś ma być smutny czy wściekły dowiadujemy się często jedynie z dialogów, ponieważ momentami na rysunkach tego po prostu nie widać. W ogólnych rozrachunku jest więc tylko przyzwoicie.

Przeczytaj również:  "Batman – Biały Rycerz", czyli jak Joker został bohaterem. [RECENZJA]

Warto wspomnieć, że oprócz głównej serii, na końcu opasłego tomu dostajemy kilka szortów, za które odpowiadają różni autorzy i autorki. Szorty te to często popis kreatywności i pozytywnego szaleństwa, ale zupełnie nie potrafiłem wykrzesać z siebie entuzjazmu w ich kierunku. Może to ze mną jest coś nie tak, a może te historyjki są po prostu niespecjalnie angażujące. Sami oceńcie!

Muszę przyznać, że rangersi Higginsa to sympatyczna lektura, która przywołuje przyjemne wspomnienia oraz pozwala wrócić do czasów, kiedy ten przaśny i głupiutki serial był obowiązkowym punktem dnia. Warto też zauważyć, że w komiksie znajduje się naprawdę sporo treści. Uniwersum ulega rozwinięciu, sporo uwagi dostają pomagierzy Rity, a niektóre projekty potworów są naprawdę świetne. Sama fabuła również kończy się w interesującym miejscu i wszystko wskazuje na to, że następny tom będzie równie zajmujący co poprzednie dwa. Jeśli macie ochotę na nostalgiczną podróż lub szukacie przyzwoitego superhero (bo czym są rangersi, jeśli nie superbohaterami?) z mniej opatrzonymi postaciami, to dajcie szansę porwać się w nostalgiczną podróż z kolorowymi strażnikami!

Ocena

6 / 10

Warto zobaczyć, jeśli polubiłeś:

No serialowych Power Rangers oczywiście!

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.