Advertisement
KomiksKulturaRecenzje

“Zasada trójek” – szalona ambicja [RECENZJA]

Michał Skrzyński
zasada trójek recenzja
Piękne obie strony okładki na jednej grafice / fot. materiały prasowe

O tym, że Tomasz „Spell” Grządziela, autor między innymi arcydobrych i arcyważnych Przygód Stasia i Złej Nogi, czy członek superteamu stojącego za Rycerzem Jankiem, pracuje nad dużym solowym albumem, dowiedziałem się już jakiś czas temu. Zresztą Zasada trójek, a właściwie jej fragment pojawił się już, jako zapowiedź w 2021. Ogólnie była to jedna z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie premier i wiecie co? Dzieło Spella i tak przeszło moje wysokie oczekiwania.

O tym, jak tytaniczną pracę wykonał autor widać już po pierwszej i czwartej stronie okładki. Szalona liczba szczegółów, dziwacznych elementów i kolorowych stworów przyprawia o ból głowy, gdy powoli przesuwając po niej wzrokiem, uświadamiamy sobie, że ta cała przestrzeń jest zagospodarowana. Oczywiście na okładce się nie kończy i świat wykreowany przez Spella, nomen omen, czaruje na każdej następnej stronie. To zasadniczo świat fantasy natomiast tak nietypowy, że wbijcie sobie z głowy elfy, smoki i średniowieczne zbroje. By wyjaśnić Wam, jak wygląda Zasada Trójek – miasto stworzone na wskutek współpracy trójki bóstw – przywołam przykład Plumbusa – “sprzętu domowego” zaprezentowanego w jednym z odcinków Ricka i Morty-iego. Ten niewiadomego przeznaczenia przyrząd nie dość, że jest zupełnie do niczego nie podobny, to dodatkowo w ramach międzywymiarowej kablówki doczekał się odcinka “Jak to jest zrobione”, gdzie mogliśmy zobaczyć, że nie tylko wygląd Plumbusów jest nie z tej ziemi. Jeśli nie wiecie, do czego nawiązuje, to odszukajcie wspomniany fragment serialu, gdzieś w internecie.. A gdy już wiecie, o czym mówię, to wyobraźcie sobie, że każdy element Zasady Trójek jest równie odklejony od rzeczywistości co Plumbus.

Przeczytaj również:  Tinderowe romanse, ciężary rodzicielstwa i kreatywne animacje. Przegląd programu Short Waves Festival

Dodatkowo te wszystkie niesamowitości ożyły dzięki pięknemu popisowi sztuki komiksowej. To, co tutaj dzieje się na kadrach i między nimi, to szaleństwo na niesamowitym poziomie. Pojedynki sztukmistrzów,”zmyśle”, czyli waluta przesyłana poprzez sieć telepatyczną tworzoną przez byt zwany Bankierem, czy najzwyklejszy spacer, to prawdziwe widowisko i uczta dla każdego, kto w komiksie szuka czegoś więcej niż ilustracji do tekstów z dymków.

zasada trójek recenzja
Pojedynek sztukmistrzów w pełnej krasie / fot. materiały prasowe

Najlepsze jest jednak to, że Zasada Trójek mogłaby wyglądać zupełnie zwyczajnie, a i tak byłaby świętym komiksem dzięki fabule. Poznajemy w niej Drugiego Rubina – sztukmistrza o umiarkowanych sukcesach, jego chłopaka Ostatniego Honora, który prasuje jako wyczesywacz Bankiera, a chwilę później również Alfę, przyjaciółkę Rubina z dzieciństwa, która tak samo jak on została sztukmistrzynią. Punktem wyjściowym dla historii jest kolejna porażka Rubina w pojedynku. Pojedynku na magiczne sztuczki, w którym zamiast królika z kapelusza wyjmujemy np. młotek, którym potem rzucamy w naszego oponenta. Frustracja z przegranej dokłada się do ogólnego marazmu, jaki zakradł się do życia pary. Jednak zamiast bierności postanowiono na zdecydowany krok – wyprowadzkę z dnia na dzień.

Te plany zostają jednak zrewidowane, gdy na wskutek łomotu, jaki Rubin otrzymał of Alfy w swojej, zgodnie z umową, ostatniej walce obudziła się w nim od dawna niewidziana cecha – ambicja. Od tego momentu Zasada Trójek nabiera psychologicznej głębi, a Spell w tym samym czasie zachwyca kolejnymi kadrami i smuci boleśnie trafną analizą kultu zapierdolu. Gdy z każdego socjalowego kanału wylewa się prorozowojowy kontent, liberalne media straszą artykułami, w których “typowego polaka” reprezentuje zarabiający 2 średnie krajowe warszawski menadżer, a całe systemy ewaluacji pracy są stworzone tak, że brak, nawet zupełnie sztucznie udowodnionego, postępu jest z miejsca karany, szaleńcze próby Rubina w zostaniu najlepszym sztukmistrzem zdają się niepokojąco realne.

Przeczytaj również:  "Śmiech i Śmierć" - Życie, życie jest nowelą [RECENZJA]
zasada trójek recenzja
Wyczesywanie Bankiera w praktyce / fot. materiały prasowe

Pierwszy polski komiksowy rezydent w Angouleme stworzył album zwyczajnie wybitny. Obłędnie pomysłowy w sferze wizualnej i boleśnie trafny w fabularnej. Zasad Trójek wbija się do głowy już od pierwszych stron, gdzie każde przewrócenie kartki wzbudza drobny dreszcze ekscytacji na myśl, co też tam Spell wymyślił. Gdy ten efekt zdaje się zanikać, bo po prostu zaczyna się akceptować fakt, że komiks jest tak dobry, dostaje się z zaskoczenia obuchem w tył głowy, gdy z początku raczej luźna i niewinna historyjka o parze przeciętniaków, którzy chcą zmienić coś w swoim życiu, płynnie przechodzi w historię o rzeczach szalenie ważnych. Tomasz „Spell” Grządziela dostarczył komiks unikalny na skale nie tylko naszego rynku, ale i świata. Dodatkowo temat, energia i pomysłowość jest tutaj tak uniezależniona od jakichś hermetycznie kulturowych naleciałości, że sprawdzi się niezależnie od wersji językowej. A tych, mam szczerą nadzieję, doczekamy się przynajmniej kilku. Zaczynamy zapełniać Top 2022, a Zasada Trójek już się w nim rozgościła.

Ocena

9 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.