Advertisement
KomiksKultura

“Upadek” – ważny komiks o ważnych ludziach [RECENZJA]

Michał Skrzyński
upadek komiks recenzja
Fragment okładki komiksu / fot. materiały prasowe

Oprócz skali punktowej, którą pomagam sobie w recenzjach, stosuje inną, mniej typową i znacznie bardziej personalną. Biorę w niej pod uwagę to jak bardzo zakończenie książki, komiksu czy filmu zmienia mój dzień. Jedne, niekoniecznie kiepskie tytuły, nie zmieniają niczego. Po prostu dalej, zgodnie z wcześniejszymi planami czy zachciankami chłonę kulturę. Biorę z półki kolejny komiks, wybieram film na wieczór, lub biorę w ręce pada, by w coś zagrać. Są też takie, które nadają w jakiś sposób ton temu, co będę dalej robił. Na przykład wywołują chęć pozostania w klimacie westernu, kryminału czy horroru, lub zachęcają do sięgnięcia po coś bardzo konkretnego. Może to być istotny dla danego tytułu klasyk czy pozycja, która ma dla nas specjalne nostalgiczne znaczenie. No i są w końcu pozycje, które paraliżują nas na resztę dnia, a czasami i dłużej. Tytuły, które powodują kaca kulturalnego, który nie daje się wyleczyć klinem, ponieważ owego klina nie jesteśmy w stanie przyjąć. I to właśnie w ten sposób zatruł mnie Upadek Mikaela Rossa.

Główny bohater – Noel wiedzie całkiem niezłe życie. Ma kochającą mamę, która jest dla niego całym światem, niewiele stresu i sporo radości. To wszystko momentalnie znika razem z matką zabraną przez karetkę. Upadek codzienności Noela jest gwałtowny i tragiczny w swoich konsekwencjach. Nagle musi wyprowadzić się z Berlina, mama zostaje w szpitalu, a on jedzie nieznaną trasą w jakieś nieznane miejsce z nieznanym panem.

Przeczytaj również:  "Trasa promocyjna", czyli żyjemy w krainie absurdu [RECENZJA]
upadek recenzja
Chwile przed upadkiem / fot. materiały prasowe

Gdy dociera na miejsce, okazuje się, że wcale nie zatrzymuje się tam na chwile, a ma tam zostać na stałe. Sam, samiusieńki, bez mamy, która leży w szpitalu i bez Berlina, do którego we wrześniu miało przyjechać AC/DC, czyli ulubiony zespół Noela. Codzienność nowego miejsca okazuje się jednak nie taka zła. Są różne zajęcia artystyczne, można rysować i rzeźbić, a nawet basen i tańce, gdzie niestety nie grają ostrej muzyki, tylko same niemieckie szlagiery. Ludzie też nie są źli. Vincent strasznie lubi wyliczać różne rzeczy, zapamiętywać daty i grać w chińczyka. Nie lubi za to w niego przegrywać, a już najbardziej z tego wszystkiego nie lubi spóźniać się na wieczerzę. Robert czasami każe im wykonywać jakieś nieciekawe obowiązki, ale w sumie jest bardzo okej. Jest też księżniczka Penelopa, miła staruszka Irma i całe mnóstwo innych osób.

Świat Noela bardzo się komplikuje i powiększa. Pojawiają się nowi znajomi, miłość, a nawet wrogowie. W Neuerkerode wszyscy są niezwykli, ponieważ samo Neuerkerode jest niezwykłe. To liczące sobie 150 lat historii przedsięwzięcie mające stworzyć bezpieczne miejsce dla osób z niepełnosprawnościami intelektualnymi. Miejsce, w którym te wszystkie osoby są ważne, są częścią tej konkretnej społeczności i społeczeństwa jako takiego. Ponieważ w Neuerkerode zabawa nie trwa cały czas. Ci którzy są w stanie, pracują w specjalnie przystosowanych do ich potrzeb zakładach.

upadek recenzja
Z początku wszystko wydawało się proste i stałe / fot. materiały prasowe

Mikeal Ross pięknie wyrysował świat Noela. Jego historia jest momentami zabawna, miejscami smutna i bardzo niejednoznaczna, ponieważ – niezależnie od banalności tego stwierdzenia – właśnie takie jest życie. Upadek bez wątpienia, nie zawsze jest przyjemny. Od niektórych scen ściskało mnie w żołądku, jednak płynie z niego pewien nieskrępowany entuzjazm i nadzieja na to, że zawsze czeka na nas jakieś miejsce, gdzie zostaniemy zrozumiani i zaakceptowani. To są truizmy i nimi jest też nasycony mój tekst, jednak kluczem jest to, jak historia Noela została opowiedziana i jak te oczywistości są tutaj skonfrontowane z codziennością osób niepełnosprawnych umysłowo. To jest temat niewystarczająco często poruszany nie tylko w sztuce, ale i w edukacji.  Przez to właśnie, nie jesteśmy oswajani z taką niezwykłością. Sporo z nas reaguje trudnym do wytłumaczenia lękiem lub zachowaniem co najmniej protekcjonalnym i zamiast rozmawiać z kimś, rozmawiamy z jego chorobą. A właściwie z naszym, często mylnym, wyobrażeniem o niej. Upadek robi wiele dobrego i może pozwoli inaczej spojrzeć na ludzi, którzy często są przecież bardzo blisko nas.

Przeczytaj również:  "Eden", czyli węgierski eko-thriller w psychologicznym tonie [RECENZJA]

Może potrzebujemy więcej takich “Upadków”, by zrobić krok w stronę zrozumienia tej inności?

Ocena

9 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.