Advertisement
KomiksKultura

Sandman t. 6: Refleksje i przypowieści – historie na dobranoc [RECENZJA]

Michał Skrzyński
sandman 6 recenzja
Okładka nowego wydania / fot. materiały prasowe

W piątek 5 sierpnia miała miejsce premiera netflixowej adaptacji Sandmana, co sprawiło, że również pierwowzór ponownie przykuł uwagę kulturowego mainstreamu. Kultowy komiks Neila Gaimana wpłynął nie tylko na światowe postrzeganie komiksu jako medium, ale był również mocnym punktem, rodzącej się na początku lat dwutysięcznych polskiej oferty komiksowej. Wydawany od 2002 roku w formie tomów z miękką okładką, a później od 2006 z twardą był ważnym punktem w dyskusji o artystycznej wartości komiksów. Teraz w połowie 2022 Sandman to ledwie wyimek z ogromnej oferty wydawniczej. Egmont, pewnie spodziewając się popularności serialu, przygotował się do premiery, rozpoczynając wydawanie klasycznego komiksu w wydaniu z nowszymi, moim zdaniem bezpieczniejszymi, okładkami. Najświeższy z nowej linii jest tom 6 Sandman: Refleksje i przypowieści.

Netlfixowy Sandam ekranizuje dwa pierwsze tomu, czyli 16 zeszytów. W takim razie oczywistym wyborem dla osób chcących więcej Pana Snu powinien być tom trzeci. Jednak sam Egmont na okładkach starszego wydania sugeruje, że tomy można czytać w dowolnej kolejności. Dlatego, przynajmniej teoretycznie nie powinno być problemu z zaczęciem od tomu 6. Zwłaszcza że to bardzo przyjemna lektura.

sandman 6 recnzja
Sandman jest komiksem bogatym w tekst, ale raczej nie odczuwałem, że jest go za dużo.

Liczący trochę ponad 260 stron zbiera w sumie 8 historii. Pierwotnie były one swego rodzaju przerywnikami między “pełnometrażowymi” historiami ukazującymi się w Sandmanie. I tak najwcześniejszy zeszyt to #29 Thermidor a najpóźniejszy #50 Ramadan. Zebranie ich w jeden tom zbiorczy ma swoje zalety, ale taki zestaw raczej nie zadowoli osób szukających dłuższych powieści graficznych w stylu Domu Lalki, czy Pory Mgieł.

Przeczytaj również:  Hellblzer t. 3 Jamie Delano - powitania, pożegnania i królewska krew [RECENZJA]

W Refleksjach i przypowieściach Gaiman robi to, co zdaje się, że robi najlepiej — snuje krótkie opowieści czerpiąc przy tym z całymi garściami z dokonań poprzednich opowiadaczy i opowiadaczek. Ponieważ to właśnie jest główny motyw tego tomu składającego się z kilku niezależnych (z małym wyjątkiem) historii. Każda z nich powstała w oparciu, o jakąś już istniejącą historię. I to opowiadanie o opowiadaniu jest spoiwem pozornie przypadkowych historii, w których macza palce Sen. Każda opowieść to manifest siły, jaką dzierży opowiadający. Przykładem jak słowa, historie i narracje wpływają na otaczającą nas rzeczywistość. Ten zabieg działa i pozwala nie tylko cieszyć się poznawaniem treści konkretnych opowiadań, ale dodatkowo docenić ogrom pracy i konsekwencji w artystycznej spójności całej serii.

Każdą z 8 przedstawionych w Refleksjach i Przypowieściach można by oczywiście streścić, ale uważam, że mija się to z celem. Częścią zabawy jest w nich odkrywanie, na czym Gaiman bazuje lub, co z tą bazą w danej historii zrobi. Można jedynie wspomnieć, że przenieśmy się i geograficznie — od Zachodu na Wschód — i czasowo — od czasów mniej więcej współczesnych do starożytności. Opowiadania są różnorodne jeśli chodzi o konstrukcję fabuły i panujący w nich nastrój, więc nawet gdy jeden czy drugi zeszyt nie przypadnie Wam do gustu, to może w gusta wpasują Wam się pozostałe. Osobiście trochę wynudziłem się na Nieistniejącym miejscu, ale zakochałem się Trzech Wrześniach i jednym styczniu, Łowach i Sejmiku Wron.

sandman 6 recenzja
Jak widać – klimat poszczególnych historii różni się / fot. materiały prasowe

O ile scenarzysta wszystkich historii jest Gaiman, tak każda z nich ma innego rysownika. Ich pracę mogę się podobać, ale patrząc na to chłodnym okiem, trzeba przyznać, że wszystko trzyma się bardzo charakterystycznego dla Vertigo stylu i jeśli w miarę na bieżąco śledzicie tytuły z tej odnogi DC, to raczej nic nie rzuci Was na kolana. Chociaż muszę przyznać, że np. Shawn McManus, czy Bryan Talbot spisali się zdecydowanie powyżej przeciętnej. Oczywiście zmieniają się również koloryści. W środku znajdziecie okładki każdego z oryginalnych zeszytów.

Przeczytaj również:  "Incel" Jana Mazura - my face when [RECENZJA]

Jako całość Refleksje i Przypowieści to niezła część sandmanowej głównej serii. Może nie tak dobra, jak np. Pora Mgieł, ale zdecydowanie warta uwagi. Śmiało możecie po nią sięgnąć od razu po serialu i będziecie się dobrze bawić.

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.