KomiksKulturaPublicystyka

W.I.T.C.H – udany komiks czy nostalgia bait? [RECENZJA]

Michał Skrzyński
witch tom 1 recenzja
Okładka pierwszego wydania zbiorczego / fot. materiały prasowe

Dawno, dawno temu, a konkretnie na początku lat dwutysięcznych, Polskę opanowała mania i nie mam akurat na myśli zbiorowej narodowej fiksacji na temat niszowego sportu zimowego. Mowa o witchomani – okresie masowego zainteresowania, dzisiaj już raczej zapomnianą, marką mającą korzenie we włoskiej serii komiksów wydawanych przez lokalny oddział Disneya, za którą w największym stopniu odpowiada Elisabetta Gnone. Przygody nastoletnich czarodziejek doczekały się 139 numerów, przez które przewinęły się dziesiątki scenarzystów i scenarzystek, a także animowanego serialu. Nie pisze nawet o koszulkach, piórnikach, plecakach no i oczywiście “karteczkach” – obiektach kolekcjonersko-wymiennych. Powrót do tej “mani” jest dla mnie wyjątkowo ciekawy, ponieważ zupełnie w niej nie uczestniczyłem, a nie uczestniczyłem, ponieważ byłem chłopcem.

Jestem prawie pewien, że gdyby ktoś podsunął mi komiksy W.I.T.C.H, to zaczytywałbym się w nich z nie mniejszą zapalczywością niż w Kaczorze Donaldzie, ale społeczne konwenanse, ramy i formy, których wtedy nie dostrzegałem, odcięły mnie od tego włoskiego komiksowego bestsellera. Było tak, ponieważ W.I.T.C.H, były komiksem “dla dziewczynek” i to przekonanie promuje zarówno Agnieszka Wielądek – redaktorka naczelna oryginalnego miesięcznika “Czarodziejki W.I.T.C.H”, we wstępie do nowego wydania, jak i Egmont, który na blurbie pokusił się o stwierdzenie, że “Elegancka edycja w twardej oprawie to idealny prezent dla dziewczynek uwielbiających przygodę, czary, humor oraz opowieści o przyjaźni i miłości, a także niezwykła gratka dla wszystkich dawnych, dorosłych już, fanek serii!”. Przy całej mojej sympatii dla wydawnictwa musicie się chyba ze mną zgodzić, że trochę to niedzisiejsze. Jednak czy naprawdę jest czego żałować? Czy Witch bez sentymentów i nostalgii jest czymś więcej niż ciekawostką? Czy Egmont z nowym, zamkniętym w twardej oprawie, wydaniu liczącym ponad trzysta stron dostarczył czegoś więcej niż pocztówkę z epoki?

Przeczytaj również:  "Venon" Donny'ego Catesa - Egzystencjalny kryzys z przestworzy [RECENZJA]

Tak! Przygody Will, Irmy, Taranee, Cornelii i Hay Lin, to sprawnie napisany, nieźle wyglądający (chociaż tutaj dużo zależy, od konkretnego numeru i artysty/ki) komiks pełen akcji, świetnych pomysłów, utrzymujący naprawdę dobre tempo, dzięki czemu nie jesteśmy przykuci zbyt długo do jednego wątku, czy scenerii. Dlatego z radością donoszę, że wszystkie powracające fanki (i fani!) nie powinny się zawieść, a ten konkretny powrót do dzieciństwa nie będzie raczej rozczarowaniem. To tak w skrócie, a co jeśli naprawdę nie macie pojęcia, o czym Witch jest?

witch recenzja
Pomimo że rysowniczki/cy się zmieniają, to pewien poziom jest cały czas utrzymywany / fot. materiały prasowe

Czternastoletnia Will przenosi się z mamą Heatherfield i z początku nie wie, jak ważna będzie ta zmiana w jej życiu. Twórczynie nie ociągają się jednak z ekspozycją i już w pierwszej części, pierwszym oryginalnie wydanym tomie, dowiadujemy się, że ta z pozoru niewinna mieścina jest polem walki między różnymi, nadnaturalnymi siłami, a wiele osób okazuje się kimś innym, niż z początku się wydawało. Dodatkowo Will i jej nowo poznane przyjaciółki odkrywają, że ich przeznaczeniem jest zostać strażniczkami Kondrakaru, obdarowanymi mocą umożliwiającą pełnienie tej nieprostej funkcji. W skład zestawu zdolności, które otrzymały dziewczyny, wchodzi między innymi: rozmowa ze sprzętem elektronicznym, telepatia, czy tworzenie swoich kopii, które zastępują je przy codziennych obowiązkach, podczas gdy one same mogą w spokoju ratować świat. No i oczywiście jest również kontrola nad żywiołami, każda dziewczyna oprócz Will, której rola jest wyjątkowa, włada jednym z żywiołów. Dodatkowo strażniczki mogą zmienić się w swoje “magiczne” i przy okazji wyraźnie doroślejsze wersje, co oprócz skrzydeł i specjalnego stroju daje również dostęp do pełni mocy.

Przeczytaj również:  Antares - liczą się chęci? [RECENZJA]

Fragmenty, w których dziewczyny ratują świat, sprawnie przeplatają się ze szkolno-rodzinną codziennością i tej płaszczyźnie historii też nie mam nic do zarzucenia. Oczywiście nie jest to szczyt finezji, klisze są cały czas w użyciu i nikt nawet się nie kwapi, by je jakoś zamaskować, ale efekt jest zadowalający. Warstwa graficzna zależna jest oczywiście od zespołu, który pracuje nad konkretną częścią, ale efekt nigdy nie spada poniżej pewnego całkiem wysokiego poziomu. Jest to produkt korporacyjny i widać pewne ustępstwa w kwestii dopuszczalnej skali potknięć oraz białych plam w kadrach, gdzie tło nie jest konieczne, jednak Witch i tak ogląda się z przyjemnością.

witch recenzja
Pierwsze Halloween Will w nowym miejscu, było wybuchowe / fot. materiały prasowe

Ostatecznie – zastrzegając, że to czytadło skrojone raczej pod młodszych czytelników – gorąco W.I.T.C.H polecam. To przyjemna lektura na dwa południa, która dostarczy Wam mnóstwa radości i dobrej zabawy bez wyrzutów sumienia, że znowu daliście się namówić na jakiegoś średniaka z Marvela czy DC. Obrazki są kolorowe, akcja świetnie poprowadzona, a postacie zarówno pierwszo jak i drugoplanowe mają mnóstwo charakteru. Pomimo że nie miałem dużych oczekiwań i chciałem Witch przeczytać głównie z ciekawości i pretekstu, by dać Wam znać o tym wznowieniu, tak teraz muszę przyznać, że z chęcią sięgnę po następne tomy!

Ocena

7 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.