Advertisement
KomiksKulturaPublicystyka

„Metal Hurlant” – komiksowy magazyn, na który warto było czekać! [RECENZJA]

Michał Skrzyński
metal hurlant recenzja
Okładka polskiego wydania w wersji standardowej fot. materiały prasowe

Bablet, Bendis, Berliac, Fraction, Waid, Parrish, nie to nie roster Egmontu i Timofa na najbliższe miesiące. To ledwie kilka nazwisk, które pojawiają się na łamach magazynu “Metal Hurlant”. Francuski periodyk skupiający się na komiksach w ten, czy inny sposób osadzonych w nurcie sci-fi., szybko stał się prawdziwym zjawiskiem i doczekał się wersji na wielu różnych rynkach w tym tej najbardziej kultowej – amerykańskiej przemianowanej na “Heavy Metal”. Pod koniec grudnia 2021, niedługo po ponownym starcie czasopisma we Francji doczekaliśmy się pewnego naprawdę interesującego wydarzenia – pierwszego numeru „Metal Hurlant” po polsku!

No dobrze, weźmiecie do ręki ten prawie trzystustronicowy magazyn w formacie równie wysokim, ale trochę szerszym niż typowe tytuły od Image wydawane przez NSC i co w nim znajdziecie? Komiksy i publicystkę w proporcjach mniej więcej 5 do 1. Pierwsze około 50 stron to bogato ilustrowane teksty, których spora część to wywiady z ludźmi, którzy mogą mieć do powiedzenia coś na temat tematu tego numeru – bliskiej przyszłości.

Zamysłem tej reinkarnacji “Metal Hurlant” jest postawienie na jedną konkretną tematyką w danym numerze. Tym razem padło na rozważania nad najbliższą przyszłością naszej planety i naszego gatunku. Teksty publicystyczne najpierw nakreślają specyfikę pisania i opowiadania o bliskiej przyszłości. Z jednej stron jest to łatwe, ponieważ mamy raczej jasno wytyczony kierunek. Z drugiej przez bliskość opisywanych czasów wszelakie pomyłki, nietrafione przewidywania, czy naiwne analizy bardzo szybko są weryfikowane. Z tych bardzo szybko tracących na aktualności przewidzeniach wyrosła zresztą estetyka retrofuturyzmu, o której również można przeczytać na łamach „Metal Hurlanta”. Muszę przyznać, że ta publicystyczna część, jako całość wypada naprawdę dobrze. To solidnie napisane i niegłupie teksty, które pomimo skromnej objętości w zadowalający sposób dokładają trochę tego “bliskofurutologicznego” dyskursu. Raczej nie są to treści, które mają za zadanie zaskoczyć osoby interesujące się tematem, ale są przyjemną i poczytną publicystką, która stanowi interesujące uzupełnienie prezentowanych komiksów. Na uwagę zasługują również wywiady, w tym ten komiksiarzy z pewnością najbardziej interesujący z Enkim Bilalem.

Przeczytaj również:  "Wolność albo śmierć" - pocztówka z wielkiej rewolucji [RECENZJA]
metal hurlant recenzja
Fragment komiksu Mathieu Bableta / fot. materiały prasowe

Moje wątpliwości budzi jednak ułożenie poszczególnych fragmentów. Sam magazyny czytam raczej od początku do końca, z rzadka wracając do wcześniej pominiętych fragmentów. Tutaj takie podejście sprawi, że najpierw przeczytacie około 50 stron publicystki, a później 250 stron komiksów. Sam wolałbym chyba bardziej przekładaną formułę.

Pomimo niezłej jakości publicystki tym, co zadowoliło i zaskoczyło mnie najbardziej, są oczywiście komiksy. To 22 krótkie formy, które są prawdziwą przejażdżką po światowym komiksie. Amerykańscy giganci, jak B. M. Bendis, czy Mark Waid spotykają się z europejskimi gwiazdami pokroju Mathieu Bableta, czy Lucasem Varalą. Jest też na przykład Argentyńczyk Berilac, czy Tommi Parrish osoba autorska odpowiedzialna za bardzo ciepło przyjęte Kłamstwo i jak to robimy wydane u nas przez Timofa. Nazwisk jest mnóstwo, a prawdziwe tuzy spotkają się z osobami, które nie zajmują się na co dzień komiksami, a nawet debiutantami. To prawdziwa eksplozja kreatywności i nowa wizualna oraz scenariuszowa jazda co kilka stron.

Oczywiście wszystkie te cudowne szorty w ten, czy inny sposób podejmują temat bliskiej przyszłości. Dlatego mamy sporo eko-transformacji, trochę zabaw z pamięcią i cyfrową tożsamością, kilka prób analizy tego, jak będzie wyglądało społeczeństwo, a nawet antyszczepionkowców. Skłamałbym, gdybym powiedział, że absolutnie każdy komiksy jest w tym zbiorze bardzo dobry, ponieważ jest kilka słabszych, ale słabszych w odniesieniu do wielu naprawdę świetnych, a nie słabych tak po prostu. Nie jestem wielkim fanem antologii, a tutaj każde odwrócenie strony było ekscytujące i ani razu nie poczułem chęci ominięcia kilku stron, by przeskoczyć do następnego szorta.

Z racji zwięzłości tych scenariuszu grzechem byłoby cokolwiek streszczać, dlatego po prostu wypiszę kilka swoich ulubionych: Ręce, które karmią, Inna przyszłość, Codzienne życie, Snapshots, Replica.1.

Moim zdaniem skupienie się wyłącznie krótkich formach to świetna decyzja. Nie dość, że nie wymusza to na nas dalszego śledzenia magazynu, bo poznać kolejne odcinki (tak jak w również niedawno reaktywowanym “Relaxie”), to są to dzieła, których w żaden inny sposób po polsku nie poznamy. Dłuższa seria, czy dłuższa historia może kiedyś zostać wydana samodzielnie. Za to te interesujące miniatury raczej nie znalazłby się w innej formie na naszym rynku.

Przeczytaj również:  “Batman: Knightfall. Tom 1: Prolog” – droga krzyżowa [RECENZJA]
metal hurlant
Okłada limitowanej edycji w twardej oprawie / fot. materiały prasowe

Metal Huralnta na polski rynek wprowadziło Wydawnictwo Laburm i zapowiedziało, że możemy się spodziewać 4 numerów rocznie. Nie będą to jednak numery z takiej samej “lini”. Dwa z nich będą numerami nowymi z nowymi tekstami i nowymi komiksami. Pozostałe dwa mają należeć do linii Vintage prezentujące klasyczne komiksy i teksty. Cały line-up będzie taki sam, jak w edycji francuskiej. W trakcie pisania tego tekstu na stronie wydawcy nie ma jeszcze zapowiedzi następnego numeru, ale pewnie dowiemy się, jak będzie wyglądał, jeszcze na jakiś czas przed jego premierą, czyli prawdopodobnie gdzieś w marcu. Niecierpliwi mogą wypatrywać wydani oryginalnego. Trzeba również docenić tłumaczki i tłumacza odpowiadających za tłumaczenie tekstu z francuskiego, ponieważ poradzili sobie świetnie równie dobrze przy niełatwej językowo publicystce, co w bardzo różnorodnych szortach.

Na sam koniec nie wypada zostawiać słonia w salonie i trzeba zwrócić uwagę na zdecydowanie największy problem związany z Metal Huralntem – jego cenę, która wynosi 99 zł (a nawet 109 za specjalną edycję w twardej oprawie). I jest to cena nierabatowana tzn. nie kupicie magazynu z oczekiwanym przez komiksowego wyjadacza rabatem w wysokości 20-40%. Niezależnie od majętności jest to dużo jak na komiks. Jakość wdania jest naprawdę wysoka, sztywna oprawa i gruby kredowy papier zadowoliłaby czytelników nawet w bardziej typowym komiksie Jednocześnie przez swoją formułę i zawartość nie ma “Metal Hurlanta”, do czego porównać. Najłatwiej będzie jeśli pomyślicie o MH, jako o fantastycznej komiksowej antologii wzbogaconej o kilkadziesiąt stron niezłej publicystki, która jednak sama z siebie raczej, by nie wystarczyła. Jesteście w stanie wydać na nią 99 zł? Jeśli tak to gwarantuje, że nie będziecie zawiedzeni. Ja pierwszy polski numer Metal Hurlant przeczytałem od deski do deski i nie mogę się doczekać numeru vintage, a póki co i sobie i Wam życzę więcej tak ciekawych inicjatyw w naszym komiksowym grajdołku.

Ocena

8 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.