KomiksKulturaPublicystyka

“Isola” – tygrys, żołnierka i trochę Ghibli [RECENZJA]

Michał Skrzyński
isola recenzja
Okładka polskiego wydania zbiorczego / fot. materiały prasowe

Non Stop Comics przyzwyczaiło mnie do tego, że wydawane przez nich komiksy z Image są przynajmniej przyzwoite. Nie zawsze trafiają do topki moich ulubionych serii, jak Monstressa, czy Deadly Class, ale zawsze jest to tytuł warty uwagi. Z radością donoszę, że Isola nie zmienia zastanego stanu rzeczy. Czy jest jednak na tyle dobra, by zająć zaszczytne miejsce obok wcześniej wspomnianych tytułów?

Isola to efekt wspólnej pracy dwójki przyjaciół – Brenden Fletcher napisał scenariusz, który współtworzył i powołał do życia rysunkami Karl Kerschl. Za kolory, które robią tutaj niezwykłe wrażenia, odpowiada artystka aktywna pod pseudonimem Msassyk, również znająca się z naszym duetem. I ta wspólna praca, to ciekawy miks fantasy z duchem Księżniczki Mononoke, który, przynajmniej wizualnie, zachwyca nawet jeśli mało w tym magii studia Ghibli.

Jak zawsze zaczynam od fabuły, to w tym wypadku zacznę od rysunków, które są zdecydowanie najmocniejszą stroną tego albumu. Piękne, dynamiczne i świetnie pokolorowane ilustracje wyglądają, jak żywcem wyciągnięte z nieistniejącego wysokobudżetowego filmu animowanego. Nie tracą one przy okazji nic z komiksowej dynamiki, której oczekiwałbym od takiej historii, a wręcz przeciwnie. Panele są podzielone na wiele stosunkowo niedużych kadrów, co z jednej strony pozwala zwiększyć wspomniany dynamizm, a z drugiej trochę chowa przed nami urok rysunków Kerschl-a. Nie jest to duży problem, ale dodając do tego dosyć spore ramki między kadrami, momentami robi się dosyć gęsto.

Przeczytaj również:  "Kot rabina" - sierściuch z charakterem [RECENZJA]
isola recenzja
Królowa (jeszcze) w ludzkiej postaci / fot. materiały prasowe

Ta niedogodność nie zmienia jednak faktu, że Isolę świetnie się ogląda. Projekty postaci i lokacji, to zwykle wariacje na temat rzeczy, które już znamy, ale wszystko ma autorski twist, a efekt świeżości potęgują dodatkowo odważne kolory.
No dobrze, ale o czym ta Isola jest? Początek jest dosyć standardowy, mamy królową Olwyn, jej królestwo gnębione przez przeróżne problemy i żołnierkę Rook, która w prologu zostaje mianowana osobistą strażniczką koronowanej głowy. Historia wita nas już na etapie misji doprowadzenia Olwyn do tytułowej Isoli. Sprawa jest oczywiście bardziej porywająca, niż mogłoby się wydawać, ponieważ władczyni zmieniła się w tygrysa o dosyć nietypowym ubarwieniu.

Razem z naszymi bohaterkami czeka nas typowa opowieść drogi, podczas której pojawiają się zarówno sojusznicy, jak i śmiertelnie wrogowie. Znalazło się również miejsc dla śmiesznie stereotypowego “magicznego dziadka”, który ma za zadanie pomóc odnaleźć się naszej tygrysicy w nowej formie i nawiązać odpowiedni kontakt z naturą.

isola komiks
Sceny akcji wypadają bardzo dobrze i zawsze pozostają czytelne / fot. materiały prasowe

Sama historia, o ile ma swoje momenty, zdaje się dreptać przez 6 pierwszych zeszytów w miejscu. Oczywiście są jakieś istotne fabularne wydarzenia, ale miałem nieodparte wrażenie, że dałoby się to wszystko odpowiedzieć w 3 zeszytach bez żadnej straty dla całości. Momentami miałem nawet nieprzyjemne wrażenie, że autorzy tak naprawdę nie wiedzą, gdzie chcą z tą historią iść i niepotrzebnie przedłużają to, co już mają napisane. Brzmi, to jak dosyć poważny zarzut, ale ostatecznie Isolę czyta się bardzo przyjemnie, a to, że sam komiks nie obiecuje od początku niczego więcej niż dobrej rozrywki w urzekającym klimacie, to można mu wybaczyć te, jakby nie było spore, niedociągnięcia.

Przeczytaj również:  "Kot rabina" - sierściuch z charakterem [RECENZJA]

Po pierwszym tomie daje twórcom kredyt zaufania. Isola to bardzo ładny i przyjemny w odbiorze komiks, który przykuwa uwagę świetnymi rysunkami i przedstawia fabułę, która może zaczyna się dosyć niemrawo, ale daje nadzieje na przyszłość. Kudosy tradycyjnie należą się również Non Stop Comics za nasze polskie wydanie. Nie dość, że za tłumaczenie odpowiada niezawodna Paulina Braiter, to polskie wydanie jest bogatsze od oryginalnego i dodatki, jakie możemy w nim znaleźć są naprawdę udane i mowie, to z pozycji osoby, która zwykle te materiały jedynie pobieżnie przegląda. Podsumowując – Isola póki co do mojej topki z Image nie trafi, ale to tytuł warty sprawdzenia jeśli szukacie lekkiej lektury w klimatach niekoniecznie konserwatywnego fantasy.

Ocena

6 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.