Advertisement
KomiksKultura

„Pożeracze Nocy” – i ekscytacji [RECENZJA]

Michał Skrzyński
pożeracze nocy recenzja
Okładka polskiego wydania / wyd. Non Stop Comics

 W ostatnich latach coraz częściej możemy przeczytać lub obejrzeć historie Asian Americans, czyli Amerykanów pochodzenia azjatyckiego lub potomków emigrantów z Azji. Wszystko wszędzie naraz, Minari, Kłamstewko – wymieniać można długo. Pożeracze Nocy to kolejny taki tytuł – tym razem komiksowy. Jednak tytuł autorstwa Liu i Takedy reklamowany jest jako horror. To w końcu jak? Społeczno-tożsamościowe slice-of-life, czy duchy i potwory?

Pożeracze Nocy opowiadają o rodzinie, w skład której wchodzą bliźnięta Milly i Billy oraz ich rodzice Ipo i Keon – emigranci z Hongkongu sprzed wielu lat. Dzieci od jakiegoś czasu mieszkają w dużym mieście i starają się żyć na własny rachunek. Studia medyczne zamieniły na knajpkę z onigiri, a co za tym idzie – zamiast na ambicje swoich rodziców, rodzeństwo postawiło na niezależną drogę. I ten odważny ruch póki co wychodzi… średnio. Dlatego też zbliżająca się rodzinna wizyta nie napawa żadnej ze stron optymizmem.

Niedługo po zawiązaniu akcji i przedstawieniu nam postaci Pożeracze Nocy trochę się gubią, ponieważ nie są w stanie w odpowiednich proporcjach połączyć dwóch fabularnych planów. Z jednej strony mamy tutaj historię obyczajową. Tożsamość Milly i Billa oraz rozważania Ipo i Keona, czy opuszczanie ojczyzny było dobrą decyzją. Trudne relacje z rodzicami dodatkowo utrudniają stereotypowe dla azjatyckich kultur wysokie wymagania, jakie stawia się przed dziećmi. Z drugiej strony wiemy, że gdzieś kryje się obiecany horror. W domu obok popełniono morderstwo, tu i tam pojawiają się dziwne znaki, a poprzedni lokatorzy domu albo nie żyją, albo są w szpitalu psychiatrycznym. Niestety nie mogłem wyzbyć się wrażenia, że te historie przez ¾ tomu stały w miejscu, czekając, aż wątki obyczajowe odpowiednio wybrzmią. Czułem się, jakby scenarzystka co chwilę mówiła: „Tak, tak to jest horror, ale poczekaj jeszcze trochę”. Takie prowadzenie fabuły jest o tyle niefortunne, że nie budujemy w ten sposób żadnego napięcia. Nie będziemy zaskoczeni, że „coś” czeka na peryferiach postrzegania naszych bohaterów, ponieważ jako czytelnicy wiemy to od początku i liczymy jedynie na zintensyfikowanie akcji. 

pożeracze nocy recenzja
„Pożeracze Nocy” / wyd. Non Stop Comics

Ta scenariuszowa niezgrabność i słabe zarządzanie napięciem dziwi tym bardziej, że Marjorie Liu to doświadczona scenarzystka i autorka wydająca swoje tytuły od prawie 20 lat, a nie amatorka stawiająca swoje pierwsze kroki w scenopisarstwie. Niestety problemy w odpowiednim wyważeniu tych wątków sprawiają, że nawet udana (chociaż niezbyt oryginalna) część obyczajowa dużo traci, ponieważ co chwilę mamy nieangażujące przypominajki, że „tam w cieniu coś jest i zaraz coś się zacznie!”. A drugi, nadnaturalny plan fabuły? Trudno go nawet ocenić, ponieważ jakkolwiek rozwijany jest dopiero w na ostatnich kilkudziesięciu stronach. Z pewnością zaprezentowany pomysł nie należy do najbardziej nowatorskich, ale może z niego rozwinąć się coś interesującego, o ile zdecydujemy się dać autorkom szanse.

Owe autorski zaś nie są mi obojętne. Marjorie Liu i Sana Takeda to duet odpowiedzialny za Monstressę. Serię, która mocno kojarzy mi się z początkami działalności Non Stop Comics. To też czas poważnej ekspansji Image Comics na polskim rynku. Wcześniej dostawaliśmy okruszki z tego suto zastawionego stołu, ale działalność NSC wraz z kilkoma innymi wydawcami zmieniła sytuację i poczuliśmy zew amerykańskiego „offowego mainstreamu”. I tutaj docieram do refleksji, że ten urodzaj trochę szkodzi takim tytułom jak Pożeracze nocy. Duża konkurencja i pewne punkty wspólne wielu serii od Image utrudniają zdobycie serce i portfela rozpieszczonego widza.

Niestety nie pomaga również strona wizualna. Porównanie przykładowych kadrów Pożeraczy Nocy do Monstressy wypada dosyć drastycznie. W nowszym tytule jest zdecydowanie mniej szczegółów, zwłaszcza w tłach, co dodatkowo uwypukla pewną charakterystyczną dla Takedy nonszalanckość w kwestii wykańczania konkretnych elementów. Rozszerzono również paletę barw, jednak wszystkie kolory dalej są przytłumione i dodatkowo tonowane wszędobylską czernią. Efekt jest taki, że za mało się zmieniło, by rysunków z tych dwóch serii do siebie nie porównywać. Jednocześnie ten styl wciąż może się podobać, a jeśli nie porównuje się go bezpośrednio, ogólne wrażenia są zapewne lepsze.

pożeracze nocy recenzja
„Pożeracze Nocy” to jeden z tych tworów kultury, który utrwalił pandemię, jako element rzeczywistości / wyd. Non Stop Comics

Ostatecznie nie wiem, czy potrafię dać tutaj kredyt zaufania. Uwierzyć, że trzeba było zbudować właśnie takie fundamenty, by dalsza część historii odpowiednie wybrzmiała. Z drugiej strony są w Pożeraczach Nocy elementy, które mogą się podobać, a wykreowane postacie zdecydowanie da się polubić, więc kto wie – może dacie się pożre… skusić! 

Przeczytaj również:  „Rodzina do wynajęcia” – Bardziej słodko niż gorzko [RECENZJA]

 

korekta: Anna Czerwińska

 

+ pozostałe teksty

Po lekturze pierwszego tomu "Sagi" wiedziałem, że komiksy zostaną ze mną na dłużej. Miałem rację i do dzisiaj są one największą częścią mojego kulturalnego życia. Teraz staram się popularyzować tę piękną sztukę, by nie musieć się za każdym razem tłumaczyć, że tu wcale nie chodzi tylko o superbohaterów. W życiu mniej kulturalnym studiuje, bardzo dużo gadam i myślę o tym, jak się opisać, by nie brzmiało to pretensjonalnie.

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.