„Berezyna” – największa porażka Napoleona [RECENZJA]
Wielkie bitwy, genialni dowódcy, bohaterskie szarsze i błyskotliwe manewry. Brzmi pięknie i jak dobrze wiemy, jedynie brzmi, ponieważ wojna nie jest piękna, a brudna, smutna i obrzydliwa. Tę oczywistość eksplorowano już wielokrotnie w wielu filmach, książkach, czy grach opowiadających o 2 Wojnie Światowej, ale znacznie rzadziej taką narracji obierają dzieła kultury opowiadające o konfliktach dawniejszych. Berezyna stara się zapełnić tę lukę.
Około dwustustronicowy album zaprezentowany nam przez Egmont, to całość komiksowej adaptacji powieści historycznej Patricka Rambaud – Il neigeait, co znaczy – jak podpowiedział mi translator- “padał śnieg”. Berezyna to komiks, o porażce człowieka w starciu z naturą, o bezpodstawnym uporze i ignorowaniu faktów, no i właśnie o śniegu.
Jest rok 1812 i Napoleon Bonaparte po serii sukcesów obiera następny cel – chciał podbić Moskwę i wyeliminować swojego ciągle groźnego rywala, czyli Imperium Rosyjskie. Niestety spryt Rosjan i klimat, którego nie docenił wielki strateg, sprawiły, że seria sukcesów Napelona została przerwana, a szczegóły tych wydarzeń to już historia. Historia, którą poznacie lub przypomnicie sobie dzięki Berezynie.

Frédéric Richaud sprawnie przepisał powieść i idącą za nią wielką historię na zajmujący komiks. Akcja dzieje się sprawnie w dialogach nie brakuje humoru, a postaci te historyczne i te mniej historyczne pełne są charakteru. Na szczęście komiks nie został zabity ścianami tekstu, których się obawiałem, słysząc o francuskiej adaptacji powieści historycznej, mało tego – jak na frankofonskie standardy, narracja jest całkiem dynamicznie, a dzielone na sporo kadrów strony pełne są akcji.
Trudno rzetelnie wypowiadać o zgodności komiksów z historią, bo sam o “Inwazji na Rosję” wiedziałem tyle, że takie zdarzenie miało miejsce, ale obiegowe opinie o komiksie i powieściowym oryginalne zdają się zgodnie chwalić ten konkretny element. Dla mnie, czyli czytelnika niezorientowanego historycznie, Berezyna była lekturą zajmującą i pełną emocji, które budowały w dużej mierze nieźle zarysowane charaktery postaci i relacje między nimi.
Muszę jednak wspomnieć, że o ile album zaczyna się bardzo sprawnie, tak jego druga połowa mogłaby być trochę bardziej skondensowana. Rozumiem chęć oddania w ten sposób tragizmu sytuacji, ale przynajmniej ja powoli zaczynałem się nudzić, gdy pod koniec wszystko zaczynało się zlewać w jeden, długi ciąg scen mających wywołać w nas konkretne emocje. Ogólnie album cierpi trochę na przeładowanie materiałem. Za dużo tu postaci, za dużo tu wątków. Widać, że autor adaptacji nie chciał odpuścić wielu treści z ze znacznie obszerniejszego książkowego oryginału. Trochę ostrzejsza redakcja przy pracy nad scenariuszem wyszłaby tutaj na dobre.

Największy problem mam z kolorystką albumu. Nie twierdzę, że komiks historyczny, nawet taki opowiadający o wojnie, ma być szarobury, ale jaskrawość kolorów nie zawsze dobrze współgrała z tym, co działo się na kadrach. Widać to, zwłaszcza na końcu i o ile mogę uznać, że takie zestawienie jasnych, żywych kolorów z depresyjną atmosferą ucieczki i przymierania głodem, to celowe zabieg, tak moim skromnym zdaniem nie wyszło to najlepiej. Same rysunki Ivana Gila są bardzo udane, szczegółowe z przekonującą anatomią, której ewentualne niedociągnięcia ukrywane są dzięki delikatnie kreskówkowej stylistyce.
Berezynę mogę i nawet chce polecić nie tylko fanom historii jako takiej, ale w sumie każdemu, kogo taka tematyka, chociaż minimalnie zainteresuje. To bardzo sprawna rzemieślnicza robota, w której czuć serducho i mnóstwo włożonej w nią pracy. Jeśli szukacie takich tytułów, to prawdopodobnie w Berezynie się zakochacie i będziecie chcieli sprawdzić poprzedni album tego duetu/trija – Bitwa. Jeśli nie szukacie, a przeczytacie, to powinniście się po prostu dobrze bawić
Po lekturze pierwszego tomu "Sagi" wiedziałem, że komiksy zostaną ze mną na dłużej. Miałem rację i do dzisiaj są one największą częścią mojego kulturalnego życia. Teraz staram się popularyzować tę piękną sztukę, by nie musieć się za każdym razem tłumaczyć, że tu wcale nie chodzi tylko o superbohaterów. W życiu mniej kulturalnym studiuje, bardzo dużo gadam i myślę o tym, jak się opisać, by nie brzmiało to pretensjonalnie.
Ocena
Warto zobaczyć, jeśli polubiłeś:
Powieści i filmy historyczne
