Advertisement
KomiksKulturaPublicystyka

„Historie prawdopodobne” albo adaptacje raczej zbędne [RECENZJA]

Michał Skrzyński
historie prawdopodbne recenzja
Całkiem udana okłada polskiego wydania / fot. materiały prasowe

Jeśli ktoś, tak jak ja, śledzi rynek wydawniczy w Polsce, to zauważył pewnie pewien trend, który, póki co zdaje się nasilać. Mówię o oczywiście o publikowaniu różnych, mniej lub bardziej udanych, adaptacji szeroko znanych klasyków literatury. Mamy Orwella, mamy Anne Frank, mamy Artwood, zaraz będziemy mieli Lema. Skala tego zjawiska nie jest może ogromna, ale z pewnością wystarczająca, by zadać klasyczne pytanie “A komu to potrzebne?”.

Wszystkie te wymienione adaptacje łączy jedna rzecz, wszystkie oprócz ciekawego klucza wizualnego wydają się być bardzo zachowawcze jeśli chodzi o treść. Ktoś może powiedzieć “Klasyków nie można zmieniać!”, ale jeśli zostaniemy przy tym argumencie, to po co w ogóle przepisywać tych klasyków z tekstu na medium sekwencyjne, jakim jest komiks? Przecież komiks jest medium, które rządzi się własnymi prawami, którego niekoniecznie współgrają z przekładaniem 1 do 1 tekstu literackiego, często z fragmentami żywcem wyciągniętym z tekstu oryginalnego, czy przetłumaczonego. Taka adaptacja dusi się potem w swojej formule i okazuje się, że streszczeniem obszernej książki, a przy okazji takim sobie komiksem. Nie mówię, że jest tak koniecznie w tej czy innej przytoczonej przeze mnie adaptacji, ale jest tak w pierwszej części “Historii prawdopodobnych”.

Historie prawdopodobne, to zbiór adaptacji odpowiadań Neila Gaimana, narysowany przez kilku różnych artystów. Pierwsza część tego liczącego około trzystu stron tomu to tytułowe. Historie prawdopodobne, to czerpiące pełnymi garściami z klasycznych opowiadań grozy bizarne “historyjki z dreszczykiem”. Znacie ten motyw z Gęsiej skórki, czy Opowieści z krypty. Zupełnie zwyczajna sceneria niewielkiego, pewnie amerykańskiego, miasta lub miasteczka, która w pewnym momencie jest mącona przez jakieś straszne i zwykle dziwaczne wydarzenie lub zjawisko. Czego my tutaj nie mamy, jest starsza Pani zjadająca różne, dosyć egzotyczne, rodzaje mięsa, zawsze na surowo. Jest niestarzejąca się modelka prześladująca bohatera przez całe życie i tym podobne dziwności. Historie są klimatyczne, nieźle rozpisane i zwykle mają interesujące puenty. Gdzie w takim razie tkwi problem? W tym, że to ekstremalnie leniwe adaptacje opowiadań Gaimana. Nie zadano sobie nawet najmniejszego trudu, by część treści zaadaptować jedynie do narracji wizualnej, w efekcie każdy komunikat odbieramy właściwie dwa razy. Raz z przepełnionych treścią okienek narracyjnych, drugi raz z samych obrazków. W ramce macie komunikat “Bohater idzie” i na obrazku widzicie po prostu idącego bohatera. Tempo jest okropne, tekstu jest śmiesznie dużo, a nasz mózg zaczyna się nudzić, gdy dwoma drogami odbieramy tę samą treść i zamiast “lepić” kadry w naszej głowie, zaczynamy odbierać Historie prawdopodobne, raczej jako książkę z obrazkami, a nie komiks.

opowieści prawdopodobne recenzja
Fragment tytułowych Historii prawdopodobnych / fot. materiały prasowe

Nie wiedzę zupełnie artystycznego uzasadnienia, dlaczego ta adaptacja powstała. Rysunki są klimatyczne i technicznie poprawne, ale dla samej narracji absolutnie nic z nich nie wynika. Nie tak się powinno wykorzystywać komiksowe medium. Dodatkowe zażalenia można mieć do blurba komiksu na czwartej stronie okładki, która w żaden sposób nie informuje, że są to adaptacje opowiadań Naila, przez co można odnieść wrażenie, że to nowe fabuły. Ciekawy kontrast do przywołanych wcześniej komiksowych reinkarnacji klasyków, gdzie informacja o tym, że dana pozycja to “komiksowa”, czy czasami “graficzna” adaptacja, jest bardzo wyraźnie eksponowana i traktowana jako zaleta.

Jak jest z resztą zbioru? Różnie – oprócz tytułowego zbioru spis treści wyróżnia jeszcze trzy inne pozycje, które pozwolę Wam sobie przedstawić osobno.

Tylko kolejny koniec świata, nic więcej

Z tego co dowiedziałem się podczas reserachu, aczkolwiek niespecjalnie długiego, to ta historia nie jest akurat adaptacją żadnego opowiadania. No, chyba że to opowiadanie jest bardzo dobrze schowane. Fabuła jest, co trzeba przyznać – dziwaczna. Detektyw, lub ktoś w tym stylu, przybywa do dziwnego portowego miasteczka, w którym mieszkańcy oddają cześć Lovecrasftowskim Przedwiecznym. Dodatkowym twistem jest to, że nasz bohater cierpi na likantropię. Punkt wyjściowy może i interesujący, ale samej historii brakuje jakiegoś motywu przewodniego, stawki, czegokolwiek zachęcającego do lektury. Mnie dodatkowo odstraszyła karykaturalna kreska z dosyć odrzucająca paletą barw, natomiast w tej obranej stylistyce wykonanie jest bez zarzutu. Może akurat Wam się spodoba.

opowieści prawdopodobne recenzja
Fragment „Końca świata” / fot. materiały prasowe

Studium w szmaragdzie

Drugie po tytułowym zbiorku główne danie w tym tomie. Wiktoriański Londyn, wybitny detektyw i jego świeżo upieczonym asystent. Już po samym tytule pewnie zauważyliście, że to alternatywna wersja klasycznej historii z Sherlockiem i wypada to całkiem nieźle. Z jednej strony cierpi trochę na popularną chorobę wielu tego typu “przeróbek”, czyli nieustanne przypominanie czytelnikowi “Hej! Pamiętasz, że to przeróbka, prawda? Popatrz, jak to wymyśliliśmy!” w efekcie historia dużo traci jako samodzielne dzieło z twistem, a jej główną nutką staje się odtwórczość. Nie mniej, to chyba najciekawszy i najlepiej zrealizowany dłuższy komiks z całego zbioru. Intryga nie zawodzi, twisty są interesujące, a rysunki pomimo paskudnych komputerowo blendowanych kolorów prezentują się dobrze. No i tym razem przegadanie nie jest tak ordynarne jak w Historiach.

opowieści prawdopodobne recenzja
Fragment „Stadium w szkarłacie” / fot. materiały prasowe

 

Przeczytaj również:  Klasyka z Filmawką: „Mroczne przejście” (1947)

Problem Zuzaany i inne odpowiadania

Kilka niepowiązanych ze sobą opowiadań, które zahaczają o różne rejony bajkowości i dziwności. Ten zbiorek w zbiorku jest naprawdę niezły, a bajecznie narysowany Październik w fotelu, to jeden z mocniejszych punktów tomu. Miło, że ten “deserek” jest na końcu.

Podsumowując, muszę stwierdzić, że nie wiem komu mam Historie prawdopodobne polecić. Jeśli szukacie niezobowiązującej rozrywki, to jest mnóstwo komiksów znacznie równiejszych i po prostu lepszych. Jeśli jesteście fanami Gaimana, to znacie już większość zawartych w tym tomie historii, a ich słabe zaadaptowanie na komiksowe medium bardziej im szkodzi, niż pomaga. Są tutaj niezłe fragmenty, ale nie wiem, czy te fragmenty warte ceny. Czy jeśli jednak kupicie lub dostaniecie Historie prawdopodobne, czy będziecie żałować? Możliwe, że nie, ale zamiast czegoś świeżego i nowego przeczytacie leniwe adaptacje. Jeśli chcecie Gaimana w komiksie, to macie mnóstwo innych tytułów do wyboru z Sandmanem i Śmiercią na czele.

+ pozostałe teksty

Po lekturze pierwszego tomu "Sagi" wiedziałem, że komiksy zostaną ze mną na dłużej. Miałem rację i do dzisiaj są one największą częścią mojego kulturalnego życia. Teraz staram się popularyzować tę piękną sztukę, by nie musieć się za każdym razem tłumaczyć, że tu wcale nie chodzi tylko o superbohaterów. W życiu mniej kulturalnym studiuje, bardzo dużo gadam i myślę o tym, jak się opisać, by nie brzmiało to pretensjonalnie.

Ocena

4 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.