Advertisement
KomiksKultura

“Czy wszystko smakuje?” Falauke – Pokarm dla duszy [RECENZJA]

Norbert Kaczała
czy wszystko smakuje recenzja
Okładka albumu / fot. materiały prasowe

Przy całym eskapizmie, jaki regularnie oferują omawiane przeze mnie komiksy, ta forma sztuki oferuje sobą coś znacznie ważniejszego. Coś, co sprawia, że nadal mimo upływu lat wciąż z dumą i zadowoleniem sięgam po historie obrazkowe. W komiksach już nieraz odnajdywałem wątki, motywy i elementy z własnego życia codziennego, które pomagały mi sobie z nim radzić. Nawet gdy protagonista czytanej historii nosi kolorowy i obcisły kostium, przemierzając przestworza nad wielkim, amerykańskim miastem, mogłem zobaczyć w nim część siebie. I choć to pewien truizm, to przypomnieć należy, że komiks to forma wyrazu, a nie odrębny gatunek, który narzuca konkretną treść czy fabułę. Tym razem, z moralną i duchową odsieczą przybywa pełnometrażowy debiut Katarzyny “Falauke” Czarnej, która odkurza szereg wspomnień każdego czytelnika zaznajomionego z pracą w usługach. Ale z biegiem lektury, robi coś znacznie ważniejszego.

Czy wszystko smakuje? to w pełni autobiograficzna historia, prezentująca szereg doświadczeń autorki z pracy w gastronomii. Od orientalnego baru w galerii handlowej, przez typowe wesela, po obiady domowe i kuchnię meksykańską. Ujrzymy tu kilka blasków i całą masę cieni przemysłu zbiorowego karmienia ludzi. Pod względem ciągłości fabularnej, całość jest bardziej zbitkiem anegdot, niż długą trzyaktową narracją, co ułatwia czytanie komiksu “w biegu”. Nic w tym dziwnego, bo opowiadając swoim znajomym o najgorszych incydentach z byłej pracy, sami nie snujemy jednej, długiej opowieści. Umiejętnie selekcjonujemy wyłącznie samo gęste, odsiewając z naszego monologu wszystkie nieznaczące, zlewające się w jedno dni. I tak jak w przypadku naszego własnego opowiadania o życiowych doświadczenia, tak i tu obserwujemy całość wyłącznie z punktu widzenia opowiadającej. Oczywiście oprócz głównej bohaterki, w komiksie pojawia się szereg klientów, współpracowników i szefów, jednak struktura opowieści czyni z nich raczej katalizatory emocji, reakcji czy zmian w jej życiu. To historia Falauke i każdego czytającego. Jednak ta żywa masa krążąca między kuchnią a salą, jest bardzo w opowieści istotna. O tym jednak trochę później.

czy wszystko smakuje recenzja
fot. materiały prasowe

Ogromnie imponuje mi dojrzałość, z jaką Falauke prezentuje branżę gastro. To wręcz idealna lektura dla kogoś, kto stawia dopiero swoje pierwsze kroki w świecie finansowej samodzielności. Nie ważne czy mówimy tu o pierwszej “poważnej” pracy, dorabianiu na wakacje, awaryjnym zastrzyku gotówki, czy wieloletniej codzienności. Realia pracy w usługach będą trudne. Jakkolwiek świetnie nie traficie, będzie w tym komiksie scena, która Wam się przydarzy. Przepraszam, ale lepiej, żebyście wiedzieli. Temat pracy na śmieciówkach, brania cudzych dyżurów, spóźnionych wypłat czy mobbingu i braku szkoleń lepiej poznać zawczasu, aby nie zderzyć się z twardą ścianą rzeczywistości. Nie ma tutaj jednak dramatyzowania i wrzucania całego przemysłu do jednego wora. Autorka nie rozlicza się tu z całokształtem branży, analizując dane i proponując rozwiązania. To wyłącznie przykład. Anegdota ku przestrodze, abyście wiedzieli, na co się przygotować i jak to dźwignąć. Chociażby z pomocą bliskich.

Przy całych pokładach empatii i zrozumienia, jakie odczuwałem, widząc konfrontacje z kolejnym klientem, który jak zwykle nie ma racji, największy ładunek emocjonalny zostawiły we mnie inne sceny. Gdy ostatni talerz został zmyty, światło w lokalu zgaszone, a drzwi wejściowe zamknięte i przez chwilę to wszystko przestało się liczyć. Gdy teren przybytku gastronomicznego opuściła zróżnicowana grupa ludzi, przed chwilą jeszcze wydająca jedzenie, problemy na chwilę zniknęły. Gdy pierwsze piwo zostało otwarte, szlug odpalony i wulgaryzm bez skrępowania wypuszczony w eter, wszystko wydawało się ok. Oto po całym dniu ciężkiej pracy, stresu, smutku i presji, świat na chwilę zwolnił. Ta garstka osób, która wraz z nami tkwi w niełatwym położeniu, po zdjęciu roboczych fartuchów, przez chwilę jest nam jak rodzina. Borykająca się z tym samym rozgoryczeniem. Słuchając tych samych narzekań i inwektyw. Zarabiając równie miernie co my. Skądkolwiek pochodzą, jakąkolwiek mają historię, w tej chwili są razem z nami. Nie będę ukrywał, że piszę te słowa w dość wymagającym okresie własnego życia, ale rysunek grupki znajomych, z piwkiem i kebabem w rękach, oraz uśmiechami na twarzach daje mi nadzieję. Bez względu na to, w jakich trudach jesteście — jesteście razem. Zmiana się skończy, klienci pójdą do domu, a Wy macie co włożyć do garnka. Dacie radę. Falauke dała, dacie i Wy.

czy wszystko smakuje recenzja
fot. materiały prasowe

Czy wszystko smakuje? to komiks bardzo ważny. Jest uniwersalny, bo trafi zarówno do tych, którzy od lat pracują w usługach, jak i tym, którzy nieśmiało zbierają się do kroku w ten świat. Jest prawdziwy, bo bez cienia fałszu ukazuje najstraszniejsze jak i najpiękniejsze momenty świata gastro. Jest piękny, bo śliczna kreska Falauke potrafi oddać nie tylko uroczą codzienność, ale też najstraszniejsze koszmary “świeżej” dorosłości. Jest nawet opłacalny, bo to koszt obiadu w restauracji, a mentalnie nasyci Was znacznie lepiej i na dłużej. Odpowiadając na pytanie zadane w tytule: tak, jest pyszne. Poproszę rachunek.

Ocena

8 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.