KomiksKultura

“Zjawiskowa She-Hulk” – Big City Green [RECENZJA]

Norbert Kaczała
Fragment okładki 2 zeszytu "Sensational She-Hulk" (rys. John Byrne)

Pamiętacie jeszcze zamierzchłe czasy, kiedy ktokolwiek czekał na nowe produkcje MCU? Ja już ledwo, chociaż kilka lat temu wciąż tliły się we mnie nadzieje na zobaczenie filmów i seriali przyzwoitej jakości. Nie inaczej było z  Mecenas She-Hulk, która, choć nie wywołała we mnie takiej furii jak u większości postujących treści o superbohaterach, nie zostawiła w mojej pamięci również żadnego śladu. Tym bardziej, że na przestrzeni lat miałem niejedną okazję aby przygody Jennifer Walters poznać w znacznie ciekawszym wydaniu. Dzisiaj będziemy przyglądać się jednemu z nich, bo dzięki wydawnictwu Egmont na półki księgarni trafia Zjawiskowa She-Hulk autorstwa Johna Byrne’a.

Jennifer Walters ma wiele oblicz. Jest uzdolnioną prawniczką, kuzynką Bruce’a Bannera/Hulka, superbohaterką, niezastąpioną przyjaciółką, ikoną mody… I wszystkie z nich udało się zmieścić w jednym albumie. Przygody She-Hulk charakteryzują się bowiem niezwykle zróżnicowaną tematyką, zwłaszcza jak na standardy komiksowej walki z niegodziwością. Trafi się walka z kosmitami, syndykatem idiotycznie wyglądających zbrodniarzy, piorącym mózgi programem telewizyjnym, czy grupą szowinistycznych napaleńców, chcących sycić oczy negliżem Jennifer. Ta eklektyczna zbieranina przeciwności, jest narzędziem wykorzystanym przez scenarzystę, celem nakreślenia satyry na cały przemysł komiksu superbohaterskiego z grupą odbiorczą włącznie. Umówmy się, nawet jak na standardy lat 80-tych, w których Zjawiskową She-Hulk po raz pierwszy wydano, przeciwnicy zielonej prawniczki wypadają co najmniej tandetnie. Z czego zdają sobie sprawę zarówno twórcy, protagonistka oraz czytelnik. Dzięki tej meta-świadomości, Byrne pozwala swojej bohaterce po raz pierwszy w historii jawnie przełamać czwartą ścianę i wraz z odbiorcą komentować absurd zastanych sytuacji. Czasy nieco poważniejszych historii w medium superbohaterskim nadeszły dopiero w późniejszej części dekady, więc dobrze było oficjalnie rozliczyć się z tą poprzednią.

Przeczytaj również:  “Opowieści Grabarza” - tak się powoli żyje na tej wsi [RECENZJA]
Kadr z 5 zeszytu oryginalnego wydania “Sensational She-Hulk” (rys. John Byrne)

Przez to właśnie Zjawiskową She-Hulk najłatwiej sklasyfikować jako komedię. Miejscami autentycznie zabawną, szczególnie z perspektywy zaznajomionego z medium czytelnika. Właściwie na każdym kroku scenarzysta i główna bohaterka odnoszą się do zastanych okoliczności jako do komiksowej fikcji. Pojawiają się narzekania na powtarzalność opowieści, restrykcje ze strony wydawcy, czy ekstrapolowanie reakcji konkretnych grup odbiorczych. Jennifer wie, że świat Marvela nie należy do najnormalniejszych, więc jedyną szansą na radzenie sobie z nim jest dystans. W najgorszym wypadku anulują jej serię, a ona sama otrzyma chwilę spokoju. Ale nawet ci, którzy dopiero stawiają pierwsze kroki w świecie peleryniarzy, raczej docenią ogólny absurd sytuacyjny oraz kąśliwe uwagi protagonistki. To na jej muskularnych barkach spoczywać będzie ciężar całej opowieści. Na szczęście Jennifer Walters to jedna z najłatwiejszych do polubienia postaci z całego uniwersum Marvela. Przede wszystkim przez zbliżoną do nas optykę. No bo jak tu nie narzekać, skoro naszą okolicę najechała kosmiczna armia żaboludzi? Albo kiedy po raz kolejny ktoś (w tym wypadku inny, popularniejszy superbohater) kradnie spotlight, który miał być przeznaczony dla nas? Lub gdy za każdym razem, kiedy chcecie ubrać się tak jak Wam w duszy gra, przyjdzie jakiś uperdliwiec i mówi że nie wypada, bo co ludzie powiedzą? Najgorzej.

Ten dotyczący oczekiwań czytelników autotematyzm to również ciekawy materiał na analizę. Zarówno Jennifer, jak i scenarzysta jej zjawiskowych przygód w pełni świadomi są jej wizualnej atrakcyjności. Okoliczności, w które trafia regularnie ten atut eksponują, nie tylko z użyciem garderoby wybieranej przez Jen, ale równiej jej braku. Oczywiście wszystko poddane jest delikatnej cenzurze, jednak nieraz She-Hulk zmuszona zostaje do ukazania się innym postaciom w negliżu. Po co? Aby czytelnik mógł przez chwilę dać upust swoim instynktom. Jednak Jennifer nie jest kolejnym przypadkowym eye candy i przy pomocy napisanych przez Byrne’a dialogów nieraz wytyka napalonemu towarzystwu urąganie prostym potrzebom. Jest świadoma swojego świetnego wyglądu, i często wykorzystuje go na własną korzyść . Jednak w starciu z jej fizycznym pięknem przegrywa nie kolejny anonimowy łotr, a powierzchowny czytelnik, który czasem może zapomnieć, że w tej zielonej piersi bije serce, a za obliczem z okładki kryje się charakterna i inteligentna postać. Gustownie rozegrane Panie Byrne.

Przeczytaj również:  Nasze ulubione soundtracki do gier – zestawienie Filmawki
Fragment okładki 32 zeszytu oryginalnego wydania “Sensational She-Hulk” (rys. John Byrne)

Zjawiskowa… to również przepiękna publikacja choćby i do kartkowania, bowiem John to nie tylko zdolny autor ale i rysownik. Każdy panel tętni życiem, bez względu na to czy trwa wielka bitwa czy pełna emocji rozmowa. Sekwencje walki pełne są dynamiki, żywych kolorów i ślicznie skomponowanych kadrów. Osobny ukłon należy złożyć twórcy za samo zróżnicowanie garderoby Jennifer, która nawet w ramach jednego zeszytu przechodzi gruntowne metamorfozy własnego stylu. Biorąc pod uwagę, że tom ma ok. 400 stron, naprawdę będzie na czym zawiesić oko. To piękna odskocznia od dość jednorodnego i niezauważalnego poczucia stylu postaci, które zazwyczaj paradują w obcisłych “rajtuzach” a cywilnymi ubraniami nawet nie zaprzątają sobie głowy.

Zjawiskowa She-Hulk to fantastyczna publikacja. Pełni zarówno funkcję pełnej sarkazmu laurki dla medium komiksu superbohaterskiego, pelnoprawnej komedii o młodej i ambitnej kobiecie, niezobowiązującej historii o walce dobra i zła, a nawet artbooka z pogranicza pop-artu i katalogu modowego. Im więcej czasu spędziliście na lekturze przygód przeróżnych trykociarzy, tym więcej z niej wyciągnięcie, ale z autopsji ręczę, że będzie to równie dobry start dla kogoś, kogo chcecie w ten świat wprowadzić za umięśnioną, zieloną rękę.

Ocena

8 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.