Advertisement
KomiksKultura

“Niedoskonałości” – Zwierciadło Adriana Tomine [RECENZJA]

Norbert Kaczała
Niedoskonałości Kultura Gniewu ruch ośmiu gwiazd
Zaktualizowana wersja okładki "Niedoskonałości" Adriana Tomine

Czy chcemy czy nie, stoimy u progu kolejnego lockdownu. Poprzednia izolacja niejednokrotnie wywarła ogromny wpływ na wzajemne relacje bliskich sobie osób, nie zawsze zbliżając je do siebie. Wiele związków boleśnie odczuło, że kryje się w nich o wiele więcej jadu i frustracji niż mogliby zakładać. I choć na szczęście nie mówię z autopsji, zdaję sobie sprawę z powagi sytuacji. Choć będzie to skrajnie truistyczne, przypomnę wszystkim o konieczności rozmowy i wzajemnego zaufania względem ukochanej osoby. A gdybyście jakiś cudem nie potrafili wyobrazić sobie co może z tego wyniknąć, opowie to Wam Adrian Tomine w swoim komiksie.

Niedoskonałości Kultura Gniewu
Plansza z “Niedoskonałości” fot. Materiały prasowe

Niedoskonałości to historia o podupadającym związku dwójki trzydziestolatków – Bena i Miko. Każde z nich coraz częściej traci cierpliwość względem zachowań partnera, zarzucając drugiej stronie szereg kłamstw, wyolbrzymień czy nadmiernego polegania na emocjach. Choć pracują w podobnej branży, wydają się sobie obcy jak nigdy dotąd. Czy raczej powinienem powiedzieć wrodzy, bowiem nieraz będą stosować przeciw sobie ciosy w najczulsze punkty. Migającym niewyraźnie w oddali światełkiem w tunelu ma okazać się tymczasowy wyjazd Miko do Nowego Yorku, a przymusowy detoks od siebie nawzajem ma cudownie uleczyć ich relację. Oczywiście sprawa nie jest tak prosta, a nieunikniony wyjazd napędza tylko spiralę nadchodzących zmian, małych tragedii i dramatów oraz kolejnych relacji międzyludzkich.

Żeby w pełni docenić wydarzenia prezentowane przez Tomine, nie pozwolę sobie ich tutaj przytoczyć, bowiem jednym z głównych atutów Niedoskonałości jest stopniowe wkraczanie w coraz głębszy chaos wzajemnych stosunków postaci przedstawionych. Choć nikt z nich nie chce tego przyznać, bohaterowie komiksu są permanentnie targani emocjami. Do absurdalnych i egoistycznych zachowań popycha ich samotność, tłamszone traumy i własne widzimisię. Jednak ani przez chwilę nie czujemy, że któraś z postaci bywa demonizowana czy krytykowana za swoje postepowanie. Możemy subiektywnie nie zgodzić się z ich decyzjami (zwłaszcza z bezpiecznej perspektywy czytelnika, który nigdy w życiu by tak nie postąpił…), jednak ciężko nie przypomnieć sobie analogicznych sytuacji w życiu swoich znajomych, czy nawet swoim.

Przeczytaj również:  "Perramus" - surrealistyczna podróż w zapomnienie [RECENZJA]
Niedoskonałości Kultura Gniewu
Plansza z “Niedoskonałości” fot. Materiały prasowe

To właśnie w tym gorzkim realizmie tkwi największa siła Niedoskonałości. Nie każdy dramat jest tutaj rozpisany jak sztuka w trzech aktach. To zlepek spontanicznie podejmowanych decyzji, prowadzących do kolejnych i kolejnych, aż do nieuniknionego… Tak jak w życiu, w którym pomimo ciągłego czucia się najważniejszym i głównym bohaterem, nawet bliskim nam osobom migamy gdzieś na drugim planie, marginalnie zmieniając ich życia. Nie wiadomo kto gwałtownie popchnie nas na zupełnie inny tor, ani kogo my nieświadomie zaczynamy tam popychać. Nie ma sensu przewidywać, co zdarzy się na następnej stronie czy rozdziale. Życie nie podsuwa nam kolejnych wydarzeń w sposób poukładany, więc nie oczekujmy, że akurat nam uda się rozgryźć ten nieistniejący plan wydarzeń.

Tomine operuje też wyjątkowo sterylną i dość statyczną kreską, co tworzy specyficzny klimat utworu. Nawet gdy ktoś skoczy sobie do gardeł, czy ciśnie w przestrzeń jakiś przedmiot, nigdy nie czujemy się atakowani przez rysunki. Wszystko obserwujemy z boku, jakbyśmy ukradkiem spoglądali w cudze życia przez lornetkę, czy przysłowiową dziurkę od klucza. Ten minimalistyczny wojeryzm jest też, co skrajnie ironiczne, tym co przybliża nas do prezentowanych wydarzeń. Lokacje są nakreślone na tyle ogólnikowo, że mogą to być pomieszczenia w naszym własnym domu. Ulice Nowego Yorku bardzo przypominają nasze rodzinne miasto. Ci ludzie na imprezie wyglądają niemal jak tak samo, jak uczestnicy ostatniej posiadówki, na której byliśmy. Ludzkie dramaty dzieją się zawsze w podobnych przestrzeniach. Czy to te na kartach komiksu, czy w prawdziwym życiu.

Przeczytaj również:  "Salazar. Teraz, i w godzinie jego śmierci", czyli portugalskie sny o krzesłach [RECENZJA]

Adrian Tomine jest człowiekiem niezwykle wrażliwym. Niczym najlepszy impresjonista jest w stanie uchwycić jakąś ulotną, gwałtowną emocję i przelać ją na papier. Choć niektórym ciężko będzie to przyznać, Niedoskonałości opowiadają właśnie o nas. Wszystkich głęboko skrywanych frustracjach, lękach, fantazjach i aktach egoizmu, o których boimy się myśleć, a co dopiero mówić. Nie mnie oceniać, czy jest to lektura przyjemna, czy skrajnie dojmująca. Wiem natomiast tyle, że w kartach komiksu mogłem przejrzeć się częściej, niż zakładałem przed przystąpieniem do lektury. I zauważyłem na swojej twarzy więcej niedoskonałości niż w najczystszym lustrze.

Ocena

8 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.