FilmyRecenzjeStreaming

Ghibli: Powrót do marzeń [RECENZJA]

Norbert Kaczała
Kadr z filmu: "Powrót do marzeń"

Pozwolę sobie zacząć od niewielkiej, niezobowiązującej prywaty. Wiele lat temu, zostając na weekend u mojego dziadka, wczesnego ranka, nie mając dostępu do żadnych kanałów stricte dziecięcych włączyłem drugi kanał telewizji publicznej. Ku mojemu zdumieniu, udało mi się trafić na film animowany, którego jeszcze nigdy nie oglądałem. A był to wtedy niemały ewenement. Jakie wielkie było moje zdziwienie, gdy zamiast “sterylnych” Disneyowskich baśni, zobaczyłem na ekranie cały kalejdoskop orientalnych bóstw i duchów, którym w wielkiej łaźni usługiwała mała dziewczynka o imieniu Chihiro. Wtedy właśnie, zupełnie nieświadomie, wkroczyłem w przepiękny świat filmów Ghibli, które w nadchodzących latach wyznaczyły moje filmowe standardy animacji. Mówię o tym jednak nie tylko ze względu na samo studio, które stworzyło również omawiany w tym tekście film, lecz ze względu na istotność tak błahego wydarzenia. Ten jeden przypadkowo obejrzany na starym, kineskopowym telewizorze, w niewielkiej miejscowości film, zdeterminował moje postrzeganie sztuki jako takiej i pośrednio zaprowadził mnie tu, gdzie jestem dzisiaj. I to właśnie o takich małych, wielkich chwilach opowiada Powrót do marzeń.

Powrót do marzeń
Kadr z filmu “Powrót do marzeń”

Taeko jest dobrze prosperującą urzędniczka, pracującą w samym sercu Tokio. Kariera jednak wymaga od niej wielkich nakładów ciężkiej i męczącej pracy, co prowadzi do konieczności wyjechania na urlop. Jednak zamiast posłuchać rad i zrelaksować się w luksusowym hotelu, Taeko postanawia udać się daleko poza miasto – do niewielkiej mieściny Yamagata, gdzie zamierza wyzbyć się presji otoczenia. Dzięki pomocy dalekiej rodziny, udaje jej się znaleźć tymczasowy dach nad głową, w zamian za niewielką pomoc przy codziennych obowiązkach. Spokojna i melancholijna atmosfera górskiego miasteczka prowokuje umysł Taeko do ciągłych wędrówek w najdalsze zakamarki jej pamięci; Do czasów, które sama spędziła w podobnym miasteczku. I jeśli ktoś z Was, nauczony fantastycznymi filmami Miyazakiego oczekuje od Powrotu do marzeń kolejnej feerii kuriozalnych i monumentalnych stworów oraz lokacji, srogo się zawiedzie. Film ten jest w stu procentach historią dramatyczną, bez najmniejszego wątku ponadnaturalnego. O wiele bliżej niż filmów ojca chrzestnego Ghibli, jest mu do dzieł innego japońskiego mistrza – Yasujiro Ozu. Powolne tempo wspomagające refleksyjny charakter fabuły, historia oparta na wewnętrznych rozważaniach bohaterów, sielska sceneria i konflikty wynikające wyłącznie z codziennych, ludzkich interakcji. To fantastyczna odtrutka na wiele dzisiejszych animacji, atakujących odbiorcę (zwykle młodego) krzykliwymi kolorami, kloacznymi żartami, czy wtórną fabułą.

Przeczytaj również:  Ghibli | "Spirited Away: W krainie Bogów"

Warto tu jednak zaznaczyć, że nie jest to pozycja przeznaczona dla każdego. Poza wymienionymi wyżej cechami, należy mieć na uwadze jak dużą rolę w filmie odgrywają problemy, z którymi będą identyfikować się wyłącznie ludzie dojrzali. Nie wartościuję tutaj żadnego z odbiorców, jednak nostalgia i konieczność powrotu do czasów dziecięcych pojawia się raczej dopiero z perspektywy lat. To wtedy bowiem, zamiast przyswajać w biegu ile tylko się da z otaczającego nas świata, pozwalamy sobie na chwilę refleksji. Ma to również swoje przełożenie nie tylko na scenariuszu filmu, ale przede wszystkim na jego reżyserii. Zaskakująco duża część produkcji zostaje poświęcona na… nic nie dzianie się. Zarówno główna bohaterka, jak i my dostajemy od twórców możliwość wytchnienia, jakby Takahata osobiście przyniósł nam filiżankę herbaty i z troską mówił “dość ciężko pracowałeś. Zrób sobie chwilę przerwy”. Siadamy zatem na nieistniejącym ganku niewielkiej japońskiej chaty i obserwujemy świat, za którym niezmiernie tęsknimy, choć widzimy go dziś po raz pierwszy…

Powrót Do Marzeń
Kadr z filmu “Powrót do marzeń”

To oniryczne niemal uczucie tęsknoty działa też o wiele silniej dzięki fantastycznej pracy animatorów. Zastosowany zostaje bowiem niezwykle ciekawy zabieg, który znacząco wynosi film ponad ogólną przeciętność realizacyjną. „Powrót do marzeń” rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych – obecnie oraz w latach młodzieńczych głównej bohaterki. Jedna z nich odznacza się jednak specyficznym elementem wizualnym. Chodzi tutaj o dzieciństwo Taeko, a dokładniej o towarzysząca mu scenerię. Na każdym z teł obraz zdaje się być nieco rozmazany, w szczególności przy brzegach ramy obrazu. Dodając do tego specyficzną kolorystykę, całość przypomina niedokończoną akwarelę, na której granice wszelakich obiektów są rozmyte i umowne. Czy służy to czemuś więcej, niż wizualnej pieszczocie? Jak najbardziej. Sięgnijcie pamięcią do dowolnego dnia z czasów szkolnych, miłego lub nie. Nawet jeśli pamiętacie towarzyszące mu emocje, czy umiejscowienie w przestrzeni i czasie, czy pamiętacie jego każdy detal? Gdzie stała doniczka, szafka z konkretnymi przedmiotami, lub jaki kolor miały wasze buty? To „niedokładne” tło jest niczym więcej, jak wizualną manifestacją ulotnej pamięci. Liczy się samo wspomnienie, a nie jego dokładność. Skrupulatne doświadczenie chwili jest zarezerwowane dla „tu i teraz”, choć już jutro to, co widzicie, będzie równie niewyraźne, jak szkic akwarelą.

Przeczytaj również:  5 najlepszych z najgorszych? [CAMPING #50]

Sesja już się skończyła. Jeśli potrzebujecie chwili wytchnienia od trudów pracy, studiów, otoczenia, czy po prostu dziś nie jest wasz dzień, mam na to receptę. Zróbcie sobie filiżankę najlepszej zielonej herbaty, jakiej znajdziecie. Umieśćcie gdzieś pod ręką waszą ulubioną przekąskę, która nie będzie chrupać. Usiądźcie przed ekranem w wygodnych ciuchach i pozwólcie sobie powrócić do marzeń. Mogą być wasze, lub Taeko – to, co się liczy, to ich nostalgiczne piękno.

Ocena

8 / 10

Warto zobaczyć, jeśli polubiłeś:

Tokijską Opowieść, Mojego Sąsiada Tororo, Grobowiec Świetlików

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.