KulturaLiteratura

“Psychoza” Roberta Blocha – książka ze strasznego Motelu [RECENZJA]

Norbert Kaczała
Fragment okładki "Psychozy" (Il. Krzysztof Wroński)

Jest kilka takich historii, które właściwie w każdym kręgu uchodzą za kultowe. Bez względu na to, czy to lektura szkolna, popularny film na Polsacie czy najlepsza gra z czasów dzieciństwa, nie da się zakwestionować wagi wielu z takich tytułów.  Możemy je kochać, nie trawić, lub nigdy nawet nie rzucić na nie okiem, jednak pojawiały się w dyskusjach i rozmowach na tyle często, że od razu czujemy, że coś jest na rzeczy. Dotyczy to rzecz jasna każdego gatunku, a jeśli chcemy uchodzić za kogoś znającego się na horrorze, musimy mieć za sobą kontakt z Psychozą. Pytanie tylko, którą? Dziś, wiele dekad po premierze rewelacyjnego dreszczowca Alfreda Hitchcocka często zapomina się o jego literackim pierwowzorze. Na szczęście wydawnictwo Vesper, w 60-tą rocznicę premiery filmu Mistrza, prezentuje polskim czytelnikom powieść, od której wszystko się zaczęło. Chociaż tak w zasadzie, zaczęło się od zdekapitowanych zwłok.

Alfred Hitchcock zaczytujący się w “Psychozie”

17 listopada 1957 roku grupa policjantów weszła na teren farmy rodziny Geinów, w Plainfield, Wisconsin. W czasie przeszukania posesji odnaleziono i zarekwirowano takie precjoza jak: maski wykonane z ludzkiej skóry, pasek zrobiony z pozszywanych sutków, czaski w formie zagłówków łóżka oraz odpowiednio spreparowane i zakonserwowane kobiece genitalia w pudełku. Dodatkowo, pod sufitem w jednym z pomieszczeń zawieszone zostało wspomniane wcześniej ciało. Okazało się, że za osobliwe rękodzieło odpowiadał Ed Gein, któremu w toku śledztwa udowodniono zabójstwo dwóch kobiet (choć oczywiście zarzutów postawiono więcej). Sprawa rzeźnika z Plainfield odbiła się szerokim echem wśród lokalnej społeczności, docierając aż do uszu pisarz Roberta Blocha. Co ciekawe, autor był ówcześnie zajęty pisaniem powieści… o seryjnym mordercy, mieszkającym pośród niczego nie podejrzewających ludzi. I choć powieść była niemal gotowa, gdy Bloch dowiedział się o zbrodniach, postanowił doprawić swoją historię pomniejszymi odniesieniami do realnych wydarzeń. Tym sposobem w roku 1957 na półki amerykańskich księgarni trafiła Psychoza, stając się z czasem jedną z najważniejszych powieści grozy XX wieku, przyciągając uwagę niejednego czytelnika. Jednym z nich był rzecz jasna sam Alfred Hitchcock, który postanowił wykupić wszystkie dostępne egzemplarze, a przerażającą powieść przenieść na ekran kinowy, rewolucjonizując nie tylko gatunek, ale i samo doświadczenie kinowe.

Przeczytaj również:  "Rok Małpy" Patti Smith - Słoik świetlików [RECENZJA]
Portret Roberta Blocha

Jednakże nic z tej rewolucji by nie wyszło, gdyby nie sama książka. A o czym właściwie opowiada Psychoza? Zależy, którą z perspektyw przyjmiemy. Narracyjnie, śledzimy w niej losy Normana Batesa, nieprzystosowanego do życia mężczyzny w średnim wieku, pracującego w należącym do jego chorej matki motelu. Status quo monotonnego życia przerywa przybycie Mary Crane – młodej kobiety, próbującej nie do końca legalnie rozpocząć lepsze życie. W drodze ku niemu, trafia do motelu rodziny Batesów, wikłając się w bardzo niezdrową relację Normana i jego wciąż nieobecnej matki. W trosce o tych czytelników, którzy nie znają tej historii, nie będę opowiadał jak kończy się spotkanie tych osób. Jednak nie omieszkam napomknąć jak wysoki poziom reprezentuje powieść Blocha. Przede wszystkim, oferuje ona wyjątkowo dokładny wgląd w psychikę bohaterów powieści. Postępowanie każdego z nich jest każdorazowo sensownie uargumentowane, nawet jeśli ciężko jest nam kibicować ich poczynaniom. Choć miejscami mogą wydawać się dość schematyczni, niemal zawsze pojawia się jakaś decyzja, cecha lub czyn, który odwracają nasze pojmowanie na ich temat.

Powieść Blocha intencjonalnie przełamuje schemat także jeśli chodzi o skrupulatne śledzenie losów naszych bohaterów. Zostawienie głównej bohaterki w samym środku fabuły? Żaden problem. Permanentna zmiana perspektywy? Jasne. Stopniowe zaburzanie naszego osądu kto jest ofiarą, a kto napastnikiem? Nie ma problemu. To przyjemna odskocznia od skostniałej kryminalnej formuły, które można by napotkać znając podstawowe założenia fabularne. Dzięki temu uwaga czytelnika zostaje utrzymana na dłużej, gdy ten zadaje sobie pytanie: No i co teraz? To jeszcze nie koniec? Tym bardziej, że autor nie skupia się tu wyłącznie na jednowymiarowej historii kryminalnej pokroju „kto zabił”, ani „gdzie są pieniądze”. Wiele motywów przeplata się tu ze sobą, tworząc zaskakująco koherentną całość, czyniąc Psychozę niezwykle inkluzywną dla każdego fana powieści z dreszczykiem.  Tym bardziej, że dziś już kultowe zakończenie, było w swoim czasie czymś niezwykle nowatorskim. I zaryzykuję stwierdzenie, że wciąż reprezentuje tak samo wysoki poziom.

Przeczytaj również:  "Rosja we krwi" - recenzja książki o terroryzmie ostatnich dwóch dekad

Bardzo chciałbym poopowiadać Wam wszystkim o dużym wpływie, jaki na przemysł filmowy i literaturę wywarła powieść Blocha. Podjąć się próby przenalizowania niektórych motywów czy porównać ją z kultową już adaptacją Hitchcocka. Jednak okazuje się to zupełnie zbędne. Dlaczego? Bowiem polskie wydanie Psychozy zostało opatrzone zaskakująco obfitym posłowiem, w którym publicysta Wiesław Kot zrobi to wszystko lepiej, niż ja zapewne kiedykolwiek bym potrafił. To wyjątkowo przydatny dodatek biorąc pod uwagę z jak wysokiej rangi powieścią mamy do czynienia. Cytując bowiem autora posłowia „[Psychoza] stoi jednak w centrum dość rozległej konstelacji”, przez co ciężko byłoby nam odnaleźć się w mnogości otaczających powieść odniesień i kontekstów. Bez względu na to, czy szukacie tam kilku filmoznawczych ciekawostek, szablonów interpretacyjnych czy pogłębionej analizy psychologicznej konkretnych postaci, znajdziecie tu coś dla siebie.

Gdybyście jednak nie aspirowali do miana akademickich wyjadaczy, bez obaw. Wydawnictwo Vesper zatroszczy się o wasze czytelnicze wymogi również stricte estetycznie. Stronę graficzną Psychozy w ramach polskiego wydania opracował Krzysztof Wroński, któremu zawdzięczacie nie tylko klimatyczną okładkę, ale również i szereg ilustracji ukrytych między stronnicami. Widać w nich czytelnie inspiracje filmowym klasykiem, jednak autor oferuje w pracach także swoje autorskie spojrzenie. Zrealizowane w czerni i bieli prace potęgują uczucie grozy towarzyszące strasznemu motelowi Batesów, który chyba nawet w oryginale nie bywał tak posępny. Nie bez powodu w swoim portfolio umieścił hasło “budująca grozę sztuka.”

Psychoza to pozycja obowiązkowa na półce każdego fana literatury grozy. Dosłownie każdego. To świetna powieść, sprawnie łącząca horror z thrillerem, kamień milowy w historii gatunku, oraz wielowymiarowe studium charakterów. Potrafi zaintrygować, przestraszyć i zaskoczyć, nawet bez maestrii Alfreda Hitchcocka. I chodź sam jestem tym przyjemnie zaskoczony, książka Blocha nie straciła na sile i aktualności ani odrobinę, a jedyny kurz jaki może na niej się odłożyć, powinien wynikać z wieloletniej obecności na waszych półkach, aniżeli zapomnienia przez historię.

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.