Advertisement
KulturaLiteratura

“Rok Małpy” Patti Smith – Słoik świetlików [RECENZJA]

Norbert Kaczała

Lato jest o tyle wdzięczną porą roku, że posiada dwie ważne dla mojego duchowego rozwoju właściwości. Po pierwsze, oferuje mi sporo czasu pozwalając rokowi akademickiemu się skończyć, a po drugie, przynosi mi w swej łasce burze i deszcze, które przestrajają mój umysł na odpowiednią do pracy i rozmyślań częstotliwość. A jako że nieczęsto miewam myśli inne niż melancholijne, warto jest spojrzeć ukradkiem w dorobek ludzi, którzy tak jak niżej podpisany mierzą się z nieuchronną szarością duszy. Dlatego też, na towarzyszkę swej letniej medytacji wybrałem Patti Smith, która opowiedziała mi o prawdopodobnie najtrudniejszym roku jej życia.

Portret Patti Smith (Żródło: The Times)

„Rok Małpy” jest rozpoczynającym się wraz z 1 stycznia 2016… dziennikiem? Zbiorem myśli? Na wpół realnym na wpół onirycznym poematem o duszy artystki i Ameryki zarazem? Ciężko jednoznacznie stwierdzić jak powinno się opisać książkę Smith, czego w pełni świadoma zdaje się być sama autorka. To sprawnie pozszywany kolaż notatek, spisywanych naprędce na serwetkach w przydrożnych knajpkach, wizji z przemęczenia pełnych przedmiotów nieożywionych, strumieni świadomości godnych samej Molly Bloom oraz mnogich odniesień do dzieł kultury w jej najszerszym spektrum. Jaki wyłania nam się w tego obraz? Przede wszystkim niezwykle wrażliwej na świat i innych artystki, zafascynowanej tym co ją otacza. Nie ukrywam, że przed przystąpieniem do lektury,, nie byłem dokładnie zaznajomiony z dorobkiem Patti Smith ani pod kątem literackim, ani muzycznym. Jednak lektura „Roku małpy” oraz przesłuchanie kilku jej albumów momentalnie sprawiło, że częstotliwość w jakich odbierałem świat się zmieniła. Na dokładnie tę samą, która towarzyszy mi we wspomniane wcześniej deszczowe dni.

Jestem szczerze urzeczony sposobem w jaki Smith postrzega świat. Umiejętność odnajdywania w rzeczach i miejscach skrajnie przeciętnych pokładów piękna i powodów do rozważań jest cechą niezwykle potrzebną. Nie tylko autorom tekstów, ale też nam wszystkim, tak na co dzień. Do czasu lektury „Roku małpy” nigdy nie postrzegałbym znaku reklamowego jako naczelnego motywatora do podejmowania ważnych decyzji, ale bez wątpienia będę teraz o wiele czujniejszy. Odpowiednia dawka ubarwienia codzienności elementami fantastycznymi godnymi Lewisa Carrolla, jest skutecznym sposobem na radzenie sobie z monotonią dnia codziennego nie tylko dla autorki, ale też dla czytelnika. Tym bardziej, że cały opisywany przez nią świat, wydaje się niezwykle gościnny. Miejscami szarobury i dość smutny, ale i pełen miejsc, w których warto się rozgościć.

Przeczytaj również:  4 filmy o sile kobiety, które trzeba zobaczyć na #NH2020
Patti Smth w czasie koncertu w Finlandii w 2007 r. (Autor: Beni Köhler)

Jednakże, w tej beczce miodu jest też spora dawka dziegciu. Patti Smith jest definitywnie niemałą erudytką, jeśli chodzi o dzieła kultury z dziedziny wszelakiej. Płynnie i często odnosi się do malarzy, poetów, reżyserów, scenarzystów i muzyków, porównując ich twórczość do właściwie wszystkiego co ją otacza. I choć celebracja sztuki i przerzucanie się rekomendacjami jest bez wątpienia interesującym zajęciem, chciałbym poddawać się mu co najwyżej w gronie znajomych, czy przeznaczonych do tego grupkach. Biorąc pod uwagę jaki talent do władania słowem i kreowania nastroju posiada Smith, dziwi mnie jak często sięga po to zagranie. Owszem, mi również konkretna piosenka czy film kojarzy się ze szczególną osobą, jednak gdy co chwilę muszę przerywać lekturę by pospiesznie nadrobić kolejne dzieła zebrane, zapominam gdzie zaczęło się porównanie. Kilkukrotnie jednak autorka pozwala sobie na kilka słów wyjaśnienia, które przybliżają nam sylwetkę osoby wspominanej i pozwala zrozumieć czemu ten człowiek jest niemal identyczny jak wiersz Walta Whitmana. Po prostu poproszę o wcześniejszą informację z listą lektur do nadrobienia przed przystąpieniem do czytania.

Drugą łyżeczką goryczy jest nieokreślony cel istnienia całego „Roku małpy”. Jak nadmieniałem wcześniej, jest to przede wszystkim zbiór myśli i refleksji, które nagromadziły się w sercu i umyśle Patti Smith począwszy od 2016 roku. Myśli, ubranych w skrajnie nieokreślony kształt. Nie są to bez wątpienia wiersze ani poematy, więc nie mówimy tu o tomiku poetyckim. Ciężko mówić tez tu o reportażu, bo niewiele w tej literaturze faktu. Traktować go musze wyłącznie jako książkową impresję, w której garść uchwyconych przemyśleń zostaje wrzucona do wspólnego słoika niczym garść świetlików. Owszem, cieszą oko i zapewniają pewien niezrozumiały spokój naszej duszy, jednak gdy chwila zachwytu minie a wieczko zostanie odkręcone, wszelaki zachwyt ulatuje razem z tymi skrzydlatymi lampkami a my zostajemy wyłącznie z pustym słoikiem w ręku.

Przeczytaj również:  "Nie mam zamiaru wplątywać w komiks jakichkolwiek kwestii społecznych czy politycznych" - mówi nam Mikołaj Spionek, autor komiksu "Wounded" [WYWIAD]

Uwierzyłem Patti Smith. Naprawdę sądzę, że wszystkie te uchwycone przez nią chwile były dla jej życia wydarzeniami niezwykle istotnymi, a każdy z tych przedmiotów, miejsc i tematów podjętych przez spotkanych nieznajomych coś w nim zmieniły. Jednakże nie mogę oprzeć się wrażeniu, że miejsce „Roku małpy” jest raczej w wąskim kręgu wspólnych znajomych artystki, którzy równie dobrze znali przywoływanych tutaj członków kulturalnej socjety. Mi zostaje nieśmiało rozglądać się od gościa do gościa, próbując zrozumieć o kim mowa, bo Patti przyprowadziła mnie na imprezę, gdzie nie zdążyłem jeszcze nikogo poznać. Chociaż z tego co mi opowiadali, byli to równi goście. Choć czasami dziwni i niezrozumiani.

Warto zobaczyć, jeśli polubiłeś:

"Kawę i Papierosy" Jima Jarmusha

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.