KomiksKultura

„Wzór na szczęście” – Cieszmy się z małych rzeczy [RECENZJA]

Norbert Kaczała
Kadr z polskiego wydania "Wzoru na szczęście" (wyd. TImof)

Czasem lubię dać się zaskoczyć. Przynajmniej jeśli chodzi o obcowanie ze sztuką, bowiem w życiu niespodzianki przyjmuję w najlepszym przypadku z lekką obawą. Trochę tak, jak bohater omawianego dzisiaj Wzoru na szczęście, preferujący swoje poukładane, zracjonalizowane życie, stanąłem nagle przed nieznanym, które muszę zrozumieć. Trafiłem na komiks, który wzbudził we mnie niekiedy skrajne emocje, wręcz niemożliwe do ujęcia w obiektywny zapis wzoru matematycznego. Na szczęście recenzja niewiele ma wspólnego z wartościami obiektywnymi. Tak więc niczym protagonista opowieści staję naprzeciw wydarzeń, które nie zawsze jestem w stanie zaakceptować.

Wiktor jest odludkiem, wychowywanym przez samotną matkę w niewielkiej wsi. Małomiasteczkowa społeczność rządzi się jednak swoimi zasadami, których nasz główny bohater nie pojmuje. Ucieczki szuka w liczbach. Niepodważalny świat, możliwy do zamknięcia w szczelnych ramach, staje się dla młodego chłopaka bezpieczną przystanią, podczas gdy świat wokół wydaje się wariować. Z biegiem czasu obserwujemy, jak rozwija się talent młodego matematyka, przeżywamy kolejne szczeble jego kariery, oraz ostateczny tryumf związany z odkryciem tytułowego wzoru. Jest to potężna broń, która zmienia nie tylko życie odkrywcy, ale przede wszystkim odbiorców matematycznego zapisu. Historia, którą stworzyli Nuno Duarte i Osvaldo Medina nosi silne znamiona dwóch tendencji literackich. Przede wszystkim, Wzór na szczęście mieści się w ramach realizmu magicznego. Zaczynamy z całkiem wiarygodnego punktu wyjścia, by z czasem niesamowite właściwości ciągu liczb zyskały status niemal boskiego zaklęcia, zdolnego zmienić najgorszy marazm w euforię. Dość szybko zatem orientujemy się, że całość musimy wziąć w nawias metafory a w miejsce wzoru podstawić jakiekolwiek inne syntetyczne źródło szczęścia. Od szczęścia łatwo się uzależnić w chwili, gdy jest tylko imitacją prawdziwego spełnienia, którą ktoś jest w stanie bez problemu spieniężyć.

Przeczytaj również:  Nasze ulubione soundtracki do gier – zestawienie Filmawki
Kadr z polskiego wydania “Wzoru na szczęście” (wyd. Timof)

Wzór na szczęście ma w sobie ogromny potencjał na zostanie lekturą szkolną. Obserwujemy drogę bohatera na szczyt drabiny społecznej, gdzie mimo opracowania recepty na wszelaką radość, jest najsmutniejszą i najgorszą wersją siebie. Historia będąca przestrogą dla odbiorcy właściwie w każdym wieku, przed zagrożeniami płynącymi z uzależnień, poczucia władzy, wyzysku czy korupcji. Gdybyśmy umieścili bohaterów na dowolnej szerokości geograficznej, w innym okresie (i nie robili z nich zwierząt), byłaby to opowieść równie uniwersalna. Celujemy jednak w okolice liceum, bowiem Duarte dość otwarcie prezentuje najgorsze cechy ludzkiej natury. Mamy tutaj narkotyki, alkohol, przemoc, śmierć, seks i wulgarny język, czyli idealną przeciwwagę do tytułu. To historia niemal pozbawiona protagonistów. Z niewielkim wyjątkiem, każda z postaci posiada jedną, podstawową cechę przekreślającą ich dorobek, jak narzekania czy poczucie niesprawiedliwości. Świat stworzony przez Duarte pozornie potrzebujący wzoru na szczęście bardziej niż kiedykolwiek, potrafi obrócić go w kolejną katastrofę. Przez to trudniej zaangażować się emocjonalnie w poczynania postaci, bo niczyj sukces nie będzie dla nas zadowalający. Możemy najwyżej patrzeć i czekać, w jaki konkretnie sposób to wszystko upadnie z hukiem. Ot, kolejna migawka z turpistycznej rzeczywistości bieżącego kapitalizmu, gdzie nie można mieć ładnych rzeczy. Dumni z siebie jesteście?

Z klimatem scenariusza bardzo dobrze współgra oprawa plastyczna. Początkowe jasne kolory życia na wsi, w domku na pustkowiu, stopniowo ustępują brudniejszym plamom gwaszu. Kontury nie są już tak wiążące, pędzle nie są dokładnie myte, szare kleksy zaczynają być wszechobecne. Razem z Wiktorem nurzamy się w syf, który coraz trudniej zmyć z dłoni i drogiego swetra znanej marki. Natrafiłem gdzieniegdzie na słowa skargi wobec tego rozwiązania, z zarzutami o niechlujność. Jednakże uważniejsze oględziny sugerują, że to postępujący i w pełni celowy zabieg. Ale tak jak w 99,9% przypadków moich doświadczeń z kulturą wizualną, nie rozumiem czemu postaci to antropomorficzne zwierzaki. Nie wnosi to do opowieści potencjału komediowego, świat przedstawiony nie zawiera żadnych „modyfikacji” względem innych dominujących na Ziemi gatunków, a sam ich dobór jest co najmniej przypadkowy. Wiktor zamiast wilkiem, mógłby być kotem, koniem, ptakiem czy jaszczurką. Nie kryje się pod tym żaden klucz interpretacyjny, więc gdyby nasz główny bohater był po prostu zwykłym mężczyzną, całość mogłaby zyskać. Ale równie dobrze autorzy mogą być członkami kudłatego fandomu, a mi nic do tego.

Przeczytaj również:  “Opowieści Grabarza” - tak się powoli żyje na tej wsi [RECENZJA]

Wzór na szczęście to pozycja dobra dla kogoś, kto zaczyna przygodę z medium. Z sugestią w kierunku młodszego wieku. To prosta opowieść z klarownym przekazem, czytelną strukturą i cieszącą oko oprawą graficzną. Choć lektura nie będzie doświadczeniem zmieniającym nasze życie, nie zostaniemy potraktowani jak naiwniacy. Komiks Duarte to opowieść jakich wiele, mogąca przepaść w gąszczu podobnych, skorych do delikatnego moralizatorstwa opowieści, o życiu w społeczeństwie. Lektura na pewno nie będzie waszą receptą na szczęście.

Ocena

5 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.