Advertisement
FilmyRecenzjeStreaming

Ghibli: “Marnie. Przyjaciółka Ze Snów” [RECENZJA]

Norbert Kaczała
Kadr z filmu "Marnie. Przyjaciółka ze snów"/fot. Monolith Films

Film jest niezwykłym wynalazkiem. Za pomocą serii ruchomych obrazów wspartych odpowiednimi dźwiękami, jesteśmy w stanie odbywać niezwykłe podróże i zgłębiać odmęty własnej wrażliwości. Potrafią zabrać nas do lepszego miejsca, gdzie problemy życia doczesnego przestają mieć znaczenie. Lub jeszcze lepiej, pozwalają nam spojrzeć na nie z innej perspektywy. Oczywiście dla każdego filmowym odpowiednikiem wizyty u psychologa będzie coś innego, jednak jeśli chcecie wiedzieć jak wygląda moja filmowa kozetka, przeczytajcie kilka kolejnych akapitów.

Anna, krótko mówiąc, nie czuje się dobrze w swojej skórze. Odizolowana od rówieśników introwertyczka więcej czasu spędza na zadręczaniu się, niż na wypadach z koleżankami do centrum, czy na mecz. A gdyby problemy emocjonalne nie były dość ciężkim kawałkiem chleba, bohaterka zaczyna podupadać na zdrowiu. Przybrani rodzice postanawiają wysłać ją do wujostwa na wieś, by nabrała sił i odpoczęła od miejskiego zgiełku. Oczywiście zupełnie nowe otoczenie nie jest remedium na problemy zamkniętej w sobie dziewczyny, dlatego Anna bardzo powoli aklimatyzuje się w obcym miejscu. Pomóc może jej w tym tajemniczy dom na mokradłach, który pomimo bycia opuszczonym, zdaje się być schronieniem dla pięknej i równie zagadkowej Marnie.

Kadr z filmu “Marnie. Przyjaciółka ze snów”/fot. Monolith Films

Biorąc pod uwagę ten opis, ciężko nie spoglądać na film Hiromasy Yonebayashiego jak na silnego pretendenta do miana kultowej powieści dla dzieci. Ile to już razy mieliśmy do czynienia z bohaterami, którzy stopniowo odkrywają tajemnice swoich nowych miejsc zamieszkania? Wszelkie stare szafy, mosty czy zaginione kroniki ukazywały nam niezwykle światy, które równie dobrze mogły znajdować się pod podłogą naszego własnego domu. Jednakże Przyjaciółka ze snów nie jest tak eskapistyczną historią jak te wspomniane wyżej. Co ciekawe jednak, wychodzi jej to na dobre.

Marnie nie posiada żadnych magicznych zdolności, nie potrafi latać, czy zmieniać się w potężną, mityczną bestię. Jest wyłącznie młodą dziewczyną, której liczne niezrozumiałe zachowania skrupulatnie budują labirynt, po którym próbuje poruszać się Anna, tak silnie potrzebująca czyjegoś wsparcia. I to właśnie ta specyficzna dynamika relacji między dziewczętami napędza całą historię. Co i rusz zaczynamy wątpić w intencje Marnie, ufamy jej ponownie, by w pewnym momencie nawet zakwestionować jej istnienie. Jest kimś, kim sama Anna chciałaby się stać, nawet jeśli jest jej całkowitym przeciwieństwem. Choć to daleko idące porównanie, wyobrażam sobie film Yonebayasheigo jako dziecięcą wersję… Fight Clubu, gdzie zmęczony sobą główny bohater napotyka się na kogoś, kim nigdy nie był. Kogoś, kim powinien być, aby zaznać szczęścia. Jednak tam gdzie Narrator przepracowuje ogólną stagnację własnego stylu życia, Anna przygląda się z dystansu swoim własnym relacjom z bliskimi, sobie samej i swoim traumom. Film na szczęście nie prawi nam tutaj bezpośrednich morałów o tym, jak należy żyć, aby odnaleźć szczęście. Mnóstwo tu natomiast zrozumienia dla ludzkich słabości, nawyków i frustracji. Zarówno Anna, jak i Marnie nie są postaciami krystalicznymi. I to właśnie nadaje im realistycznego sznytu i sprawia, że bez względu na to czy widzimy w dziewczynkach coś z samych siebie, rozumiemy przez co przechodzą.

Przeczytaj również:  “Sól ziemi” – poruszający portret artysty [RECENZJA]
Kadr z filmu “Marnie. Przyjaciółka ze snów”/fot. Monolith Films

Warto zwrócić również uwagę na fakt, że pomimo bogatej warstwy psychologicznej, film nie stroni też od wartkiej akcji. Nasz horyzont poinformowania jest tożsamy z wiedzą Anny, dlatego każdy detal dotyczący historii domu na mokradłach, innych mieszkańców czy tego posępnego silosu pośrodku polany, sprawia że mimowolnie sami zaczynamy zbierać elementy układanki i dopasowywać je do siebie. A o zaangażowanie się w tę intrygę nietrudno, bowiem kilkukrotnie zostanie nam zasugerowany kierunek, który popchnie nasza wyobraźnię w zupełnie inne rejony. Takie, których moglibyśmy nie spodziewać się po, bądź co bądź, familijnym filmie. Tym bardziej, że w Przyjaciółce ze snów jest sporo miejsca na motywy porzucenia, rodzinnych dysfunkcji czy tragicznej śmierci.

Oczywiście, o to, żeby jeszcze bardziej przyciągnąć widza do ekranu zadbał cały sztab artystów wizualnych, którzy (jak to bywa w filmach Studia Ghibli) zaczarowali swoim talentem każdą klatkę filmu. Malownicza, choć skromna mieścina, w której zatrzymała się Anna, generuje w naszych umysłach wspomnienia o miejscach, w których nigdy nie byliśmy. Piękne plenery, żywcem zdjęte z najbardziej szczegółowych pejzaży, wywołują silną potrzebę rzucenia wszystkiego i wyjechania w japoński odpowiednik Bieszczadów. Nie inaczej jest w przypadku muzyki. Nieczęsto zdarza mi się wzruszać jakimś utworem na tyle, by uronić choćby jedną łzę, jednak Fine On The Outside towarzyszy mi już od wielu lat, głównie w kluczowych emocjonalnie momentach mojego życia. Wtedy, gdy tak jak Anna, nie mam już gdzie się ze sobą podziać.

Przeczytaj również:  Checked! TOP10 Netflixa – „Więcej niż myślisz” [RECENZJA]
Kadr z filmu “Marnie. Przyjaciółka ze snów”/fot. Monolith Films

Jako że nasz czas dobiega końca, przejdźmy do wniosków, z jakimi zostawiła mnie dzisiejsza Ghibli-terapia i jakie lekcje z niej wyciągam. Marnie. Przyjaciółka ze snów to film, który powinien obejrzeć każdy, kto chociaż raz nie czuł się dobrze będąc sobą. Hiromasa Yonebayashi uzmysłowi Wam, że smutek i tęsknota to naturalne reakcje, a empatia i zrozumienie to zachowania, które powinniśmy okazywać o wiele częściej, nie tylko wobec naszych najbliższych. Pamiętajmy jednak, że każdy z nas zasługuje na to, by poczuć się komfortowo. I nieważne, czy osiągniemy to rysując w samotności, chodząc na spacery, rozmawiając z rodziną, czy oglądając wyborny film Studia Ghibli. Grunt, żebyśmy czuli się dobrze, nie tylko na zewnątrz.

Ocena

9 / 10

Warto zobaczyć, jeśli polubiłeś:

dowolny film Studia Ghibli, Krainę Traw, Most Do Terabithii, Gdybym Tylko Tu Był

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.