Advertisement
Festiwal Filmowy Pięć Smaków 2020FestiwaleRecenzje

“Nad Rzeką Takatsu” – Pocztówka z JPN 2k19 [RECENZJA]

Norbert Kaczała
Kadr z filmu "Nad rzeką Tokatsu" (fot. Materiały prasowe)

Nie wiem czy pamiętacie taki okres w historii województwa kujawsko-pomorskiego, gdy do jego promocji zaproszony został Keanu Reeves. Minimalistyczny spot reklamowy ukazywał elegancko ubranego aktora, siedzącego przed jednolitym tłem, mówiącego jak dobrze jest być w miejscach promujących kulturę danego regionu. Następuje przebitka, a my obserwujemy szybką sklejkę montażową nadchodzących, najpopularniejszych wydarzeń kulturalnych. Całość skwitowana jest wdzięcznym hasłem „It’s great to be here.” A na ekranie magicznie pojawia się autograf Keanu. Proste i skuteczne, prawda? Jednak zrobienie spotu promocyjnego swoich rodzinnych stron może nie być zadaniem tak prostym, jak się wydaje.

Yoshinari Nishikori powraca w swoim filmie do młodzieńczych lat spędzonych w prefekturze Shimane – niezwykle malowniczym regionie Japonii, który niestety szybko się wyludnia. Niewielkie miasteczka ustępują industrialnym konglomeratom, a przywiązanie do tradycyjnych wyrobów i zwyczajów odchodzi do lamusa. Nawet wciąż kultywowany piękny taniec kagura, przestaje wystarczać młodym mieszkańcom okolic rzeki Takatsu. Sytuacja taka prowokuje starego Manabu do podjęcia próby ocalenia swego dziedzictwa przed zapomnieniem.

Jako doświadczony tancerz i nauczyciel próbuje za wszelką cenę podtrzymać zainteresowanie młodych mieszkańców wioski kagurą, bowiem wraz z jego odejściem może umrzeć także piękny zwyczaj. I to właśnie na tych dwóch wątkach: różnicy międzypokoleniowej oraz kolejnych próbach opanowania tradycyjnego obrzędu do perfekcji skupia się Nishikori. Niestety nawet sam opis wystarczy, aby doskonale przewidzieć i zrozumieć dokąd zmierza.

Nad rzeką Takatsu, niczym tytułowa masa wodna, kieruje się wytyczoną dawno ścieżką, użyźniając po drodze wszystkie możliwe schematy i archetypy. Konflikt dotyczący przejęcia rodzinnego biznesu: senior rodu nie chce przyznać, że jest już zbyt stary, zblazowany młodzik poznaje prawdziwą wagę tradycji, a wszędzie wokół panuje zachwyt nad wsią spokojną, wsią wesołą. Oczywiście w filmie traktującym o wszystkich tych tematach nie ma nic złego. Jednak ciężko nie odnieść wrażenia, że Nishikori nie ma aspiracji większych niż przypomnienie wszystkim o ogólnym pięknie Shimane. To zadanie udaje mu się wykonać w stu procentach. Plenery autentycznie zachwycają, a tempo w jakim rozgrywa się życie mieszkańców wygląda jak idealny downshifting nie tylko dla tych, którzy wybierają się na emeryturę.

Przeczytaj również:  Dawaj dalej, trwaj dalej. Recenzujemy "C'mon C'mon"

Należy jednak pamiętać, że obrana przez reżysera forma silnie koresponduje z podjętym przezeń tematem – niczym taneczne perpetuum mobile. Prezentowana w filmie kagura jest tańcem wykonywanym ku czci bóstw – także tych, które zapewniły ludziom możliwość zamieszkania nad brzegiem życiodajnej rzeki. Staranne, niemal zmechanizowane i nie zostawiające zbyt wiele miejsca na autorską interpretację ruchy, mają wyrażać wdzięczność za dary jakie otrzymali; za spokój i komfort, jaki zapewnia im Takatsu. Dokładnie tymi samymi zasadami rządzi się omawiany dzisiaj film. Pozbawione spontanicznych odruchów czy wyjścia poza schemat dzieło jest klarowną laurką adresowaną do sił natury i wolniejszego trybu życia, które niestety dla osób spoza tego kręgu kulturowego staje się wyłącznie turystyczną ciekawostką.

Nawet przy ogromie szacunku, jakim darzę przedstawioną w filmie kulturę, czuję że nie jest to film, który mogę w pełni docenić. Nawet mimo researchu, który popełniłem po seansie filmowym, aby lepiej zrozumieć prezentowane mi elementy folkloru, nie mogę odwieść się od wrażenia „pocztówkowości” świata przedstawionego. Taniec i film rządzą się w tym przypadku innymi zasadami, co sprawia, że niezbyt spontaniczny i skrupulatnie wykalkulowany układ ruchów w akompaniamencie muzyki nie będzie choćby częściowo tak wdzięczny dla oka, jak ubranie go w dwugodzinny film. Wehikuł magiczny odebrał kagurze część magii.

Nad rzeką Takatsu to zaskakująco trudny do oceny film. Banałem będzie powiedzieć, że ilu widzów, tyle ocen, ale jednak jest coś, co sprawia, że osobiście postrzegam film Nishikori wyłącznie jako wyidealizowaną wizję swoich rodzinnych stron. Wielcy reżyserzy udowadniali już niejednokrotnie, że takie powroty po latach mogą być dziełami niezwykłymi, co obala tezę o banalności tematu na samym starcie. Jednak by osiągnąć taki efekt trzeba uwzględnić w historii autorską i subiektywną perspektywę kosztem gotowych frazesów z folderów turystycznych.

Ocena

4 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.