Advertisement
#ZostańWDomuPublicystykaZestawienia

#ZostańWDomu | 10 Filmów dziejących się w jednej lokacji

Norbert Kaczała
fot. kadr z filmu "Okno na podwórze"
O ile nie jesteście oporowymi introwertykami, permanentne przebywanie w czterech ścianach może wydawać się trudnym doświadczeniem. I choć już prawie każdy z redakcji Filmawki zdążył się wyspowiadać ze swoich kryzysowych planów na nadrabianie dzieł kultury we wszelkich jej formach, ja postanowiłem jeszcze bardziej odnieść się do tematu.

Dzisiaj bowiem, zamierzam podzielić się z Wami listą rekomendacji filmowych, gdzie bohaterowie, tak jak i Wy (mam nadzieję) nie opuszczają zastanej przestrzeni. Choć nie zawsze wiąże się to dla nich z korzyściami zdrowotnymi. Uprzedzam: nie zrażajcie się niezbędną tutaj klasyką!


Okno na podwórze reż. Alfred Hitchcock


Absolutny kultowiec, nie tylko na czas pandemii. Obligatoryjna praca domowa dla każdego studiującego kino, choćby tylko w warunkach domowych bez wsparcia uczelni wyższych. Jest to nie tylko dobry punkt startu dla chcących zgłębić filmografię amerykańskiego Mistrza, ale przede wszystkim rewelacyjny dreszczowiec, który na nowo zdefiniował medium filmowe. Skazany na siedzenie w swoim nowojorskim mieszkaniu fotoreporter L.B.Jeffries (James Stewart) postanawia umilić sobie samotne chwile obserwacją sąsiadów z okolicznych mieszkań. Wojerystyczna sielanka zostaje jednak nagle przerwana, gdy bohater zaczyna podejrzewać, że jeden z sąsiadów dopuścił się morderstwa. Jeśli potrzebujecie dowodu na to, jak transgresyjnym medium jest film, nie ma lepszego wyboru niż hitchcockowski klasyk. Niemal namacalnie poczuje, co potrafi zrobić z wami seria ruchomych obrazów i jak satysfakcjonującym hobby jest permanentne podglądanie. Nawet jeśli zamiast okna zerkacie przez ekrany kinowe.


12 Gniewnych Ludzi reż. Sidney Lumet


Dwunastu przysięgłych, zamkniętych w niedużym pomieczeniu, mających przesądzić o winie młodego chłopaka. Jedenastu z nich jest gotowych od ręki skazań podejrzanego, jednak jeden z nich nie zamierza poddać się emocjom i usilnie szuka dziury w całym. Czy to dużo? Od strony formalnej, to tyle co nic. Jednak Sidney Lumet, wykorzystując potencjał sztuki teatralnej pióra Reginalda Rose’a stworzył nieprzekraczalną granicę jak budować napięcie i coraz silniej przyciągać twarz widza do ekranu z każdą mijającą minutą. Zarówno od strony technicznej, która nawet z dwunastu spoconych facetów w garniturach, robi najbardziej emocjonujące doświadczenie naszego życia, jak i scenariopisarskiej. Żadna linijka dialogu nie zostaje tutaj zmarnowana, a ekspozycja podana zostaje niemal niezauważalnie. Scenarzyści całego świata, uczcie się!

fot. kadr z filmu “12 gniewnych ludzi”

Sunset Limited reż. Tomy Lee Jones.


Skoro mowa o adaptowaniu teatru… Kiedy egzystencja nas przytłacza, nasze myśli często wędrują w bardzo mroczne zakamarki umysłu właściciela. Podobnie sprawa ma się z głównym bohaterem scenariusza Cormaca McCarthy’ego, jednak przed podjęciem najostateczniejszej z decyzji, tajemniczego Białego (granego przez reżysera) ratuje równie zagadkowy Czarny (Samuel L. Jackson). Co dalej? Panowie, siedząc w mieszkaniu jednego z nich, będą usilnie starać się udowodnić sobie nawzajem (ale i sobie samym), że życie jest albo największym ze skarbów, albo absolutnie zbędnym brzemieniem. I niczym pomiędzy. Bez względu na to, czy jesteście współczesnymi dziećmi-kwiatami, czy chodzącą definicją doomera, film Jonesa zagwarantuje Was zupełnie inne spojrzenie nie tylko na życie jako takie, ale i próby jego zrozumienia. Próby, ośmielę się zaspoilerować, zupełnie bezskuteczne.


Nienawistna Ósemka reż. Quentin Tarantino


Samuel L. Jackson mimo wielu potknięć artystycznych w ostatnich latach, wciąż ma w sobie masę zapału do tworzenia niezapomnianych postaci. Szczególnie gdy pisze je największy fan Pana Jacksona, czyli Quentin Tarantino. A jeśli dopiszecie do tego jeszcze siedmiu innych bohaterów, równie pokręconych co Major Warren, granych przez niezwykle zdolnych aktorów, zamknięcie ich w jednej chacie pośrodku szalejącej śnieżycy i każdemu dacie powód by zatłuc resztę, dostanie niemal trzy godziny rozrywki w stanie czystym. Do dziś wyraźnie pamiętam powracające zarzuty, że film Tarantino to w zasadzie sztuka teatralna nagrana na taśmę, która nie pozwala mu dostatecznie poszaleć od strony filmowej. Jednak jeśli czegoś nauczyły mnie dzieła Tarantino, to przede wszystkim tego, że świetnym dialogiem płynącym z ust ciekawego bohatera, można przykryć nawet fabułę o schnącej farbie. A wierzcie mi, tu dzieje się o wiele więcej, choć będzie nam dane patrzeć na duże ilości schnącej czerwieni.

Przeczytaj również:  Dom woskowych Mansonów. Recenzja płyty "We Are Chaos"

To przychodzi po zmroku reż. Trey Edward Schults


A co by było, gdyby zamiast szalejącej śnieżycy, za drzwiami drewnianej chaty czekałoby… nie do końca wiadomo co? Tajemnicza zaraza opanowująca schorowanych? Mroczna siła żyjąca w lesie? Obcy przychodzący pod dom po wasze zapasy? A może ciągła presja i potrzeba utrzymania rodziny przy życiu nawet wbrew jej samej? To tylko kilka z zagrożeń z jakimi muszą się mierzyć bohaterowie filmu Shultsa. Choć nie trzymamy się tu tak ściśle tylko jednej chatki pośrodku lasu, uczucie klaustrofobii towarzyszy nam niemal na każdym kroku i jest równie przytłaczające jak w komórce pod schodami, w której mieszkał pewien czarodziej. Jeśli silne paralele z obecnymi wydarzeniami są dla Was czynnikiem odstręczającym, ten seans odradzam. W przeciwnym razie, będziecie mieli okazje dowiedzieć się, że czasami największe zagrożenie tkwi w nas samych, a dobrymi chęciami… Sami rozumiecie.

fot. kadr z filmu “To przychodzi po zmroku”

Pogrzebany reż. Rodrigo Cortes


Pół biedy, gdy mamy do dyspozycji szereg dostępnych w każdym domu przedmiotów, które pomogą w survivalowych trudach. Gorzej gdy mamy pod ręką tylko zapalniczkę, umierający telefon i…prowizoryczną trumnę, w której nagle się budzimy. Nad nami sześć stóp gruntu, wokół nas tlenu na jakieś dwie godziny a przed nami wizja nieuchronnej śmierci. W tym niepozornym filmie Ryan Reynolds, grający główną rolę udowadnia, że stać go na wiele więcej, niż żartowanie z własnej hollywoodzkiej facjaty i rzucanie mięsem. Widz przed ekranem, podobnie do pogrzebanego, ma za pokarm tylko własne paznokcie, które bez wątpienia będzie mieć okazję zagryzać, bowiem Cortes często nie oszczędza widza dawkując mu napięcie, które czasem nie znajduje ujścia. A gdy już znajdzie, zostaje nam tylko antycypować kolejne okropne mikrowydarzenia.


1408 reż. Mikael Hafstrom


Bycie pogrzebanym żywcem, pomimo oczywistego ryzyka jest jednak rzeczą, którą niewieki odsetek ludzi byłby skłonny zrobić za odpowiednią sumę. A czy pozwolilibyście się zamknąć powiedzmy, w… nawiedzonym pokoju hotelowym? I choć nie mówimy to o paranormalnej hekatombie Hotelu Overlook z arcydzieła Kubricka, to autor literackiego pierwowzoru – Stephen King, zabiera nas w świat swoich chorych fantazji w sposób nie mniej przerażający. Jednak tutaj, zamiast balansować na cienkiej linii rozpadającej się psychiki i nadnaturalnej aktywności indiańskich duchów, testujemy limity artystycznej kreatywności autora. Tytułowy pokój 1408 będzie bowiem robił wszystko, aby każdy pojawiający się w nim gość długo nie zapomniał spędzonej weń nocy. To jest, o ile przeżyje by o niej opowiedzieć. Reżyser i scenarzyści zabiorą nas na przejażdżkę po chyba wszystkich możliwych strefach dyskomfortu, jakie jesteście sobie w stanie wyobrazić, gdzie niewielki metraż wcale nie stanowi ograniczenia dla sił nieczystych. Wszystko, by nikt z gości nie czuł się tutaj dobrze. Chyba że Ty drogi widzu, bo to nie Tobie dane jest się tu meldować.

Przeczytaj również:  "Stumptown", czyli twarde serce i zaciśnięte pięści [RECENZJA]

Moon reż. Duncan Jones


Pozostańmy na chwilę w świecie wykraczającym poza to co znane i możliwe. Jednak zamiast bawić się w demoniczne hotele, zainwestujmy w najnowsze technologie, postawmy na Księżycu bazę i wynajmijmy Sama Rockwella, by samotnie nadzorował wydobycie lunarnego paliwa. Sęk w tym, że poza jedynym pracownikiem i jego robotycznym kompanem, na stacji jest ktoś jeszcze… Jednak w tym miejscu powinienem przerwać jakiekolwiek opisy, bowiem fenomenalny debiut syna Davida Bowiego jest nieco zapomnianym, małym arcydziełem. Wszyscy fani „Solaris”, zarówno w interpretacji Tarkowskiego, jak i oryginału Lema, powinni poczuć się jak u siebie w domu. Dane nam będzie zakwestionować własne człowieczeństwo, skrytykować wielkie korporacje, pośmiać z nieco niezręcznej relacji człowiek/robot, ale i zasiać ziarno niepewności w głębi naszych umysłów. Ile jest nas w nas?


Locke reż. Steven Knight


Powróćmy na powierzchnię naszej planety, gdzie mamy ważniejsze problemy do zaprzątania sobie nimi głowy. Przykładowo, nasza kochanka za chwilę urodzi, synowie nie widzieli nas od dawien dawna, a nasza firma ma problemy z betonem. Co teraz zrobić? Przed tym pytaniem staje tytułowy Locke, grany przez Toma Hardy’ego, który przez 80 minut próbuje poukładać swoje życie wyłącznie za pomocą telefonu komórkowego. Żonglerka tematami i ciągła gonitwa myśli, którą dane nam będzie dzielić z głównym bohaterem, sprawia że zbrodnią wydaje się wciśnięcie pauzy. Pełna immersyjność, prezentacja wydarzeń w czasie rzeczywistym i realistyczne umiejscowienie akcji w jadącym samochodzie przyklejają do ekranu. Całość na swoich barkach głównie dźwiga Tom Hardy, bez którego talentu, dość prosty scenariusz mógłby łatwo się rozpaść, osuwając się w dół pretensji. Może nie będzie to pozycja, do której wrócicie po stokroć, jednak chwilowe zerknięcie w cudze życie, jest pokusą, której jak zwykle ciężko się oprzeć.

fot. kadr z filmu “Locke”

Klub Winowajców, reż. John Hughes.


Jednak nie samą tragedią człowiek żyje. Sięgnijmy pamięcią do czasów, gdy życie było nieco prostsze. Kiedy to zostanie za karę w szkole było kolosalnym problemem, dzielenie przestrzeni z dzieciakami z innej grupy nie mniejszą katorgą, a w dodatku mamy lata 80-te. Nie bez przyczyny film Hughesa jest do dziś uważany za pozycję kultową. Bezpretensjonalny ton, zdatni do polubienia bohaterowie, przesympatyczna oprawa muzyczna czy niezwykle pokrzepiające ostatnie ujęcie. Jeśli chcecie choć przez chwile zapomnieć o dowolnym problemie, wiecie z jakimi dzieciakami powinniście je spędzić. Choć trafiają się tam sceny, które nie zniosły najlepiej próby czasu, jest to pozycja do bólu bezpretensjonalna, która jeszcze przez lata będzie zaskarbiać sobie nowych odbiorców.

Oczywiście jest jeszcze wiele filmów, które powinny zapełnić tę listę…

Jednak pamiętajmy o tym, że nie dla każdego izolacja jest takim samym doświadczeniem. Jedni potrzebują samotności by poukładać wiele spraw i tworzyć, a jedni za wszelką cenę chcą jej unikać i popadają w marazm. Każdy z nas traktuje ją inaczej i podobnie sprawa ma się z subiektywnym odbiorem filmów. Ta lista może dać Wam pewien wgląd w mój, odizolowany od reszty umysł i jego artystyczne zapotrzebowanie, i to Wam dane będzie stwierdzić, czy różni się czymś od waszych. Pamiętajmy by przede wszystkim starać się zrozumieć innych, wesprzeć ich w trudnej chwili i kto wie, może zaproponować jakiś film by umilić im ten trudny czas.

–> Muzyczne rekomendacje: Luty 2020

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.