KoЯn – 30 rocznica nu-metalowego debiutu [RETROSPEKTYWA]
Trigger warning: przemoc, przemoc seksualna, śmierć, narkotyki
W życiu każdego odkrywającego jakieś medium młodego człowieka przychodzi niespodziewany moment przełomowy. Widzimy tę jedną scenę w filmie, czytamy jedno zdanie w komiksie czy książce albo słyszymy tę konkretną kombinację dźwięków w piosence i podświadomie czujemy, że już nic nie będzie takie samo. W moim przypadku jedną z tych chwil jest pierwszy raz, kiedy usłyszałem płaczącego Jonathana Davisa, który przez zaciśnięte zęby wykrzykuje w stronę swojego seksualnego oprawcy szereg obelg i gróźb. Podszyte czystą nienawiścią zakończenie utworu Daddy dobitnie uświadomiło mi, że w muzyce, którą odkrywam, czai się wiele złych rzeczy. Ale pewien zespół z Kalifornii niedługo pomoże mnie i masie ludzi na całym świecie z tym złem walczyć. Gdy 11 października 1994 roku na sklepowych półkach pojawił się debiutancki krążek zespołu KoЯn, nic już nie było takie samo.
Nim uformowała się kapela naszych dzieci kukurydzy, wcześniej musiała się rozpaść inna. Wszystko zaczęło się od kalifornijskiego zespołu L.A.P.D. grającego funk-metal, w skład którego wchodzili James „Munky” Shaffer (gitara), Reginald „Fieldy” Arvizu (bas), David Silveria (perkusja) oraz Richard Morrill (wokal). Ich dorobek artystyczny różnił się jednak znacznie od tematu naszej dzisiejszej analizy. Demo o wdzięcznym tytule, wyjaśniającym akronim w nazwie zespołu – Love and Peace Dude, wygenerowało dość zainteresowania, aby kapela mogła wydać je profesjonalnie pod skrzydłami Triple X Records, podpisując ponoć „godny pożałowania” kontrakt. Dwa lata później premierę miał pierwszy i jedyny longplay w historii L.A.P.D, czyli Who’s Laughing Now. Choć oba krążki ciężko nazwać jakkolwiek przełomowymi, entuzjaści nu-metalowej kapeli mogą usłyszeć na nich bardzo charakterystyczne efekty współpracy obu gitarzystów, które już wkrótce zostaną jednym ze znaków rozpoznawczych KoЯn. Klarowanie się wyrazistego stylu musiało jednak poczekać, bowiem tuż po zakończeniu jedynej trasy koncertowej w historii L.A.P.D. z kapeli odszedł Morrill, z powodu dość istotnych zmian życiowych, czyt. zawarcia małżeństwa i uzależnienia od narkotyków. Zespół zmuszony był zaczynać wszystko od nowa. Funkcjonujące krótko pod zmienioną nazwą Creep trio znalazło na szczęście dwóch kolejnych muzyków, którzy do dziś są prawdopodobnie najpopularniejszymi członkami zespołu. Pierwszy z nich, Brian „Head” Welch, został gitarzystą prowadzącym, cementując niejako charakterystyczny styl zespołu, oparty na powolnych i ciężkich riffach, oraz wszechobecne „ciężkie” brzmienie. Wokalistą został Corey Sink, który, choć poruszał w śpiewanych przez siebie tekstach szereg trudnych i niepokojących tematów, nigdy nie został nazwany równie charakterystycznym co jego następca. Creep na tym etapie brzmiał znacznie bardziej grunge’owo: przez podniosłe refreny, większą melodyjność czy nieco zachrypłe partie wokalne Sinka. Jednak takich kapel na scenie było już multum, przez co nieusatysfakcjonowani pracą swojego wokalisty członkowie zespołu postanowili poszukać kogoś na zastępstwo. Rola ta przypadła Jonathanowi Davisowi, którego odkryto w czasie występu jego własnej kapeli Sexart w lokalnym klubie. I choć deprecjonowanie któregokolwiek z muzyków byłoby ogromnym nadużyciem, ciężko jest zaprzeczyć, że to właśnie Davis i jego nieszczęśliwa biografia nadały kierunek wszystkiemu, z czym obecnie kojarzony jest KoЯn. O tym za chwilę.

Na samych ambicjach nie da się jednak wybić, a KoЯn potrzebował producenta. Na szczęście nawiązana jeszcze za czasów Creep współpraca przetrwała zmianę line-up’u i przy premierze ich pierwszego EP chłopaków wspierał Ross Robinson. Nieznany ówcześnie szerzej producent, który z czasem zostanie okrzyknięty ojcem chrzestnym nu-metalu (w końcu to dzięki jego czujnej opiece świat usłyszał o Limp Bizkit, Slipknocie czy Soulfly), dostrzegł w muzyce Kalifornijczyków coś nowego. Wydany w 1993 Neidermayer’s Mind to pierwszy pełnoprawny przykład charakterystycznego stylu KoЯn: ciężkie partie gitarowe, energiczna i równie nielekka perkusja, cedzony w gniewie przez zęby zachrypnięty wokal Davisa czy ponure grafiki na okładce płyty. Jednak rynek muzyczny nie był jeszcze gotowy na rewolucję, wielokrotnie wyraził brak zainteresowania obskurnym rockowym projektem. Nie przeszkadzało to jednak publice chłonąć każdej sekundy mrocznej muzyki, tworząc coraz większą grupę entuzjastów, ulokowaną głównie w rodzimej Kalifornii. Wśród nich znalazł się Paul Pontius z Epic Records, który, będąc pod ogromnym wrażeniem ich koncertu w Los Angeles, od ręki zaproponował chłopakom podpisanie kontraktu, dzięki czemu już wkrótce KoЯn mógł zaliczyć pełnoprawny debiut. Tutaj publika również okazałą swoją solidarność z niszową ówcześnie kapelą. W czasie nagrywania materiału pod studiem Underground Chicken Sounds zgromadziła się pewna grupa fanów, przysłuchujących się pierwszym partiom utworu Clown. Czegoś takiego ponoć jeszcze nigdy nie słyszeli. A przynajmniej tak przedstawiał to Fieldy.
Już od pierwszego utworu zespół daje jednoznacznie odczuć, z jakim materiałem będą mieć do czynienia słuchacze. Trwający 65 minut debiutancki album to niefiltrowany wyraz gniewu wobec społeczeństwa, wykrzyczany do mikrofonu przez Jonathana Davisa i oparty w większości na jego osobistych doświadczeniach. Przeglądając całą playlistę, będziemy mieć kolejno: myśli samobójcze (Blind), uzależnienie od narkotyków (Ball Tongue, Helmet In the Bush), emocjonalną niedostępność (Need To), przemoc fizyczną (Clown), homofobię (Faget), utratę dziecięcej niewinności (Shoots And Ladders), niemożność wyrażania siebie (Fake) oraz przemoc seksualną (Daddy). Wszystko wpisane w historię młodego Davisa od samego jej początku. Związek rodziców młodego Jonathana nie przetrwał próby czasu, a sam chłopak, pierwotnie mieszkający u matki, ostatecznie trafił pod opiekę ojca. Niestety, był to początek najpoważniejszych problemów kilkulatka. Przede wszystkim, jak większość dzieci w podobnych okolicznościach, obwiniał się o rozpad małżeństwa rodziców, a wątpliwy stan zdrowia (Davis jest astmatykiem) i ciągłe potrzeby hospitalizacji stanowiły nie tylko problem finansowy, ale także utrudniały nawiązywanie więzi z ojcem. Co więcej, nowa wybranka Ricky’ego Davisa regularnie znęcała się nad chłopcem zarówno psychicznie, jak i fizycznie, o czym wokalista opowiada w adekwatnie zatytułowanej piosence Kill You na drugim albumie, gdzie opisuje swoje brutalne i seksualne fantazje pod adresem kobiety. Jednak problemy rodzinne Jonathana nie były jedyną posępną inspiracją dla warstwy lirycznej z KoЯn. Nie mniejszy ślad na psychice młodego chłopaka odcisnęła praca w biurze koronera, gdzie jako nastolatek asystował przy przeprowadzaniu sekcji zwłok. Od zawsze lgnący do mrocznych tematów Davis chciał w przyszłości samemu zostać śledczym, aby zajmować się śmiercią, jednak bez konieczności brudzenia sobie rąk. Dosłownie i w przenośni. Jednak cykliczna praca ze zwłokami dzieci wywołała u niego niemałą traumę. Jak sam opowiadał w wywiadzie dla magazynu Kerrang!:
Miałem stres pourazowy, od oglądania tych wszystkich niemowlaków i dzieciaków, które zmarły po tym, jak znalazły gdzieś stertę narkotyków swoich rodziców – coś, czego nie powinienem oglądać mając te 16-17 lat. Musiałem uczęszczać na długą terapię, żeby te koszmary się skończyły. Ale przeszedłem przez to i teraz doceniam życie znacznie bardziej.
KoЯn był albumem przede wszystkim dla tych skrzywdzonych i niezrozumianych dzieciaków, które nie wiedzą, jak ująć swój gniew w słowa. Wylaniem żalu, który przez lata gnieździł się w sercach wyzywanych i wytykanych palcami uczniów, niemogących czuć się bezpiecznie nawet we własnym domu. Spowiedzią tych, którzy w ucieczce przed światem wpadli w objęcia wyniszczającego nałogu. Wsparciem dla wszystkich, którzy przez swoje traumy i problemy psychiczne nie potrafili znaleźć bratniej duszy lub aktywnie ją krzywdzili. W wulgarnych i dobitnych tekstach pisanych przez Davisa słuchacze paradoksalnie mogli odnaleźć ukojenie. Jak sam powiedział:
To jest ujście. Robię to też dla dzieciaków na koncertach, zgromadzonych pod sceną. Żeby mogli się agresywnie wyszaleć i spędzić ten czas lepiej. Żeby poczuli, że zrzucili z siebie jakiś ciężar.

Są jednak rany, których wokalista nie rozdrapywał przez wiele, wiele lat. Przytoczony na początku tekstu utwór Daddy jest zapewne najmroczniejszym dziełem w całej trzydziestoletniej historii zespołu, który – jak już zostało wyraźnie zaznaczone – nigdy nie stronił od trudnej tematyki. Tytułowy tatuś to odniesienie do figury opiekuna. Była nim – jak wynika z późniejszych wypowiedzi Davisa (przez długi czas unikał mówienia o tej piosence) – jego sąsiadka i opiekunka, która dopuściła się gwałtu na kilkuletnim chłopcu. Jak możemy usłyszeć z tekstu utworu, bolesnym doświadczeniem jest nie tylko sam akt seksualny, ale i fakt, że rodzice Jonathana nie uwierzyli w jego historię. Przywołując w utworze postać matki, kilkukrotnie częściej niż tytułowego tatę, wokalista odnosi się nie tylko do swojej rodzicielki, ale też kobiety, która miała zaopiekować się kilkulatkiem. Został zdradzony przez obie, jednak tylko tę pierwszą prosi o wybaczenie na początku piosenki. Cały utwór ma dwa podmioty liryczne. Każda zwrotka przedstawia perspektywę napastnika, który w obrzydliwy sposób upaja się nadchodzącym aktem. Refreny to punkt widzenia Davisa, który wykrzykuje w stronę oprawcy swój gniew i ból, nie mogąc zrozumieć, dlaczego coś takiego dzieje się dziecku. Jednak najbardziej dobitny jest ostatni fragment, w którym ponad niezmienionym instrumentalem słychać płaczącego wokalistę. Jonathan przez kilka minut rzuca w stronę oprawcy szereg wyzwisk, mówiąc o zniszczonym przez niego życiu i nienawiści, jaką czuje pod jego adresem. Tutaj jednak, choć w wielu piosenkach odgrażał się swoim oprawcom, mówi wyłącznie o swojej śmierci. Nagranie tej piosenki było dla Davisa tak trudnym doświadczeniem, że przez ponad 20 lat nie wykonał jej na żywo. W 2015 roku, w czasie francuskiego festiwalu HellFest, Davis skonfrontował się ponownie ze swoją traumą przed kilkoma tysiącami słuchaczy, którzy w ciszy przyglądali się występowi. Nikt nie machał głową, nikt nie zaczął pogo, nikt nie wiwatował. Po fakcie wszyscy nagrodzili Jonathana oklaskami, mając zapewne nadzieję, że ten już nigdy nie będzie musiał do tego wracać. Davis zszedł ze sceny z płaczem, aby wrócić na nią po pięciu minutach i kontynuować koncert. Ja również mam nadzieję, że ten utwór już nigdy nie zostanie zagrany.
Tematyka, jaką podejmuje zespół, widoczna jest już na poziomie zaprojektowanej przez Jay’a Papke i Dantego Ariolę okładki albumu. Przedstawia ona siedzącą na huśtawce dziewczynkę (prywatnie siostrzenicę Paula Pontiusa, Justine Ferrarę), do której podchodzi niepokazany bezpośrednio mężczyzna, rzucający na ziemię długi cień. W rolę napastnika wcielił się Ariola, którego ośmioletnia ówcześnie Justine określiła jako niezwykle miłego podczas trwania sesji zdjęciowej. Zresztą obok cały czas obecna była również jej matka, przez co atmosfera była daleka od takiej, jaką sugeruje mroczny efekt końcowy. Jedyną instrukcją, jaką otrzymała dziewczynka, było „wyglądanie na wystraszoną”. Modelka przysłania dłonią oślepiające ją promienie słoneczne, tym samym nie widzi, kim jest podchodzący do niej człowiek. Choć pozornie wygląda on, jakby trzymał w dłoni coś na kształt ostrzy, w rzeczywistości to tylko specyficzne ułożenie palców. Ariola eksperymentował z niepokojącymi gestami, które będą wyglądać dobrze w formie długich cieni. Młoda modelka dostała za swoje huśtawkowe umiejętności 800 dolarów, jednak rodzice zabronili jej oglądać okładkę płyty aż do ósmej klasy. Dodatkowo nie byli oni zachwyceni faktem, że słuchające metalu dzieciaki rozpoznawały ich córeczkę w supermarkecie. Na ziemi za Justine widzimy logotyp zespołu (zaprojektowany i narysowany przez Davisa), umieszczony w miejscu sugerującym jego fizyczną obecność napisu gdzieś na wysokości huśtawki. Tylna okładka prezentuje pusty plac zabaw, dobitnie dając do zrozumienia, że dziecko zostało uprowadzone. Tropicieli słynnych lokacji zapraszam do West Hollywood Park, za starym biurem Immortal Records.
Choć puryści historii metalu mogą zakwestionować następujące stwierdzenie, nie ulega wątpliwości, że KoЯn położył solidne fundamenty pod ukształtowanie się nu-metalu. Popularność zespołu z Kalifornii oraz produkcja Rossa Robinsona były motorem napędowym do powstania takich kapel jak przytaczane wcześniej Limp Bizkit czy Slipknot, oraz Machine Head, których członkowie przyznawali się do inspiracji debiutanckim krążkiem byłego L.A.P.D. Chłopaki z KoЯn stali się inicjatorami osobnego ruchu kontrkulturowego, pokazując publice na całym świecie, że pozornie odległe od siebie elementy mogą współistnieć i dać nową jakość. Rock i rap pasowały do siebie idealnie. Dudy i gitara elektryczna nie wykluczały się nawzajem. Scat i muzyka metalowa tworzą coś nowego. Nie dziwi mnie, że Jonathan Davis nazywa KoЯn swoim ulubionym stworzonym przez zespół albumem, bo wraz z nim dał on życie całej oddanej społeczności. Grupie młodych ludzi, którzy po raz pierwszy usłyszeli, że ich gniew jest uzasadniony i mają prawo go artystycznie wyrazić. A ja jestem jednych z tym dzieciaków, za co do końca życia będę wdzięczny tym kilku facetom z Kalifornii.
Korekta: Oliwia Kramek
Źródła:
Arvizu, Reginald (2009), Got the Life: My Journey of Addiction, Faith, Recovery, and Korn. William Marrow
Bird, Ashley; Yates, Catherine (2002), „Korn”. Kerrang!, Legends (130-page special edition), No. 1, London: Emap
Gunatilaka, Timothy (2013), „Korn”: The Story Behind The Cover Art. Revolver Magazine, December 1, 2013
Hickie, James (2018), „I Thought I Was Going To Fucking Die. I Was Pouring Blood Out Of My Ass…”, Kerrang!, June 15, 2018.
Absolwent łódzkiego filmoznawstwa, entuzjasta kina wszystkich wysokości, regularny czytelnik historii obrazkowych, cierpiący na stały niedobór książek, aspirujacy AFoL.
