FelietonyPublicystyka

Boże ciała [ANALIZA]

Marcin Kempisty
Nowy Papież

Uwaga, tekst zdradza fabularne szczegóły serialu “Nowy papież”!

Wprawdzie każdy człowiek ma dla siebie osobny rozdział w wielkim sztambuchu dziejów, ale zawsze da się wyłączyć przed nawias pewne tendencje charakterystyczne dla większej grupy społecznej. Jednostkowość gubi się w historycznej zawierusze, uplastycznia pod naporem wydarzeń niezależnych od prywatnych wyborów, podąża ścieżkami często nie przez siebie wytyczonymi. Jedni by to nazwali Duchem Dziejów, inni biologiczno-kulturowymi uwarunkowaniami. Odstawiając jednak na bok tego typu dywagacje, należy stwierdzić, że istnieje pewien model katolickiego myślenia o cielesności. Niby każdy sobie sterem, żeglarzem, okrętem, ale pod wpływem dogmatów i “praktyki dnia codziennego” wykształtował się regulamin, w którym spisano zasady posługiwania się ciałem, zwłaszcza w kontekście seksualnym.

Warto odnotować, jak bardzo jeden nurt myślenia przejął kontrolę nad organizmami wiernych. Choć biblijna tradycja nie jest homogeniczna, jeżeli chodzi o określanie praktyki i celu życia seksualnego, wystarczy tylko przypomnieć bardzo sensualne fragmenty Pieśni nad pieśniami, to jednak dziejowo wygrał reżim weredyczny spod znaku św. Augustyna i Ojców Kościoła. Według ich koncepcji, ludzkie ciało jest brudnym naczyniem, w którym musi “mieszkać” dusza – ziarno boskiej perfekcji. Wszelkie kuszenia zasadzają się na cielesnej niedoskonałości, wszelka grzeszność i znikomość bytu od cielesności pochodzą, toteż ponowne obrócenie w proch stanowi szansę na wyzwolenie duszy spod jarzma materialnej powłoki i powrót do Boga.

Nowy papież
Źródło materiały prasowe HBO

Skoro w raju zostali stworzeni mężczyzna i kobieta, kopulacja miała służyć rozmnażaniu, a grzech pierworodny poskutkował między innymi powstaniem wstydu przed nagością, to z wyżej przedstawionych norm wielu katolików wyciągnęło następujące wnioski: jedyną akceptowalną relacją jest heteroseksualna, seks służy prokreacji, a intymność to sfera tabu. I na nic rozerotyzowana sztuka sakralna (wszelkie rzeźbiarskie ekstazy czy malarskie wizerunki Madonn z uwydatnionymi piersiami), na nic również inne podejście Jana Pawła II zaprezentowane w kazaniach, nazwane później “teologią cielesności”. Gdy dodatkowo w obowiązującą moralność wdarł się duch protestancki, seks stał się polem nierówności płciowej, wstydliwym tematem, praktykowanym “pod kołdrą”, ewentualnie w szemranej maści buduarach. W tym kontekście przyjęło się traktować religijność jako opresyjną formę sprawowania władzy nad ciałami wiernych. Pozostając na gruncie filmowo-serialowym, wystarczy przypomnieć starsze filmy (Matka Joanna od Aniołów), czy nowsze produkcje (Złe wychowanie Cameron Post, American Horror Story: Asylum), by oddać dominujący sposób myślenia. W tych pracach wszelkie odstępstwa bohaterów od konserwatywnych prawd wiary są postrzegane przez antagonistów niczym grzech ciężki, który trzeba zmyć za wszelką cenę. Z kolei pożądanie to pierwszy krok oddalający człowieka od Boga.

Z tego też względu produkcje Nowy papież (2020) oraz Boska miłość (2019) należy potraktować jako aberracje, którym warto się przyjrzeć. Ich twórcy – Paolo Sorrentino i Gabriel Mascaro – wychodzą naprzeciw myślowym schematom z banalnym, lecz przewrotnym pytaniem – a co, jeśli ciało nie jest grzeszne? W kontekście katolicyzmu, tak adorującego duszę ponad materię, zniesienie tej opozycji przypomina przewrót kopernikański. 

Włoski reżyser na przestrzeni dziesięciu odcinków serialu przedstawia różne warianty pojmowania ciała w kontekście religii, zarówno ze strony “posiadacza” tego ciała, jak i osób trzecich wchodzących w relacje z tym ciałem. Interesują go organizmy kobiece i męskie, hetero- i homoseksualne, traktowane na równi, bez uprzedzeń. 

Sorrentino przypomina o chrześcijańskim traktowaniu ciała jako relikwii, której, mimo obowiązującego dekalogu (zwłaszcza pierwszego przykazania) wierzący oddają cześć. Będący w stanie śpiączki papież Pius XIII nie jest już pośrednikiem między owieczkami a Absolutem, lecz celem i przyczyną modlitw. Tłum stojący pod budynkiem, w którym leży Lenny Belardo, jest jak bojówka – jednolicie ubrany, doszukujący się watykańskiego spisku, gotowy pójść na śmierć za świętym męczennikiem. Lecz największe zamieszanie rozpoczyna się wtedy, gdy jego oddech zaczyna być regularnie przerywany westchnieniami. Trzysta oddechów i westchnienie, dwieście dziewięćdziesiąt dziewięć oddechów i westchnienie… Rozpoczyna się odliczanie, cały świat staje w miejscu, oczekując na to, czy ciało chorego zmartwychwstanie. 

Włoski reżyser dużo czasu poświęca także chorym, zwłaszcza dzieciom, którym medycyna nie jest w stanie pomóc. Chodzi zwłaszcza o dwa przykłady: przyjaciela kardynała Voiello – Girolamo – a także o syna lekarza opiekującego się Piusem. Dla obu nie ma ratunku, mimo że nad ciałem drugiego wznosi modły podejrzewany o dokonywanie cudów Belardo. Przypomina się wykład Iwana Karamazowa o przedwcześnie umierającej niewinnej dziatwie, na której kościach Bóg buduje królestwo niebieskie. Sorrentino, między innymi ustami samego Voiello, odpowiada na to w ten sposób: w losach obu młodych bohaterów tkwi jedna z największych tajemnic, tragiczna, a jednocześnie stanowiąca podwaliny chrześcijaństwa. To właśnie w takich momentach Jezusowe przykazanie miłości osiąga swój najradykalniejszy wymiar, gdy rodzina musi oddać się na ołtarzu poświęcenia w imię najsłabszej latorośli.

Nowy papież
Źródło materiały prasowe HBO

Z chorobą ciała łączy się także wątek Esther, niegdysiejszej przyjaciółki Lenny’ego Belardo. W pewnym momencie, gdy problemy materialne przypierają ją do ściany, decyduje się na oddanie swojego ciała zdeformowanemu młodemu chłopakowi, który jeszcze nigdy nie zaznał seksualnej rozkoszy. Z początku obrzydza ją tego rodzaju doświadczenie, lecz z czasem w jej sercu rodzą się uczucia do chorego. Losy kobiety znowu można odnieść do prozy Dostojewskiego, tym razem do Zbrodni i kary, gdzie Sonia Marmieładow była tego typu świętą ladacznicą, “kupczącą” ciałem w imię wyższego dobra. Świętość przypisuje się również Esther, która mimo iż bierze za te usługi pieniądze, to jednak, według matki chłopaka, czyni dobro i naprawia niesprawiedliwość zafundowaną przez boskie wyroki.

Z opisu powyższych epizodów z Nowego papieża można wysnuć konstatację, iż Sorrentino “oddaje” poczucie cielesności Kościołowi Katolickiemu. Nie traktuje materialnej powłoki jako czegoś brudnego. Wręcz przeciwnie, doszukuje się w niej oznak boskiej obecności, choćby nawet ciała były dotknięte nieuleczalnymi chorobami. Skóra, serce, wagina i penis to nie tylko narzędzia pomagające w funkcjonowaniu, ale także “podmioty” składające się na całość ludzkiego bytu, pomagające w poznawaniu rzeczywistości. Twórca serialu wyraźnie sugeruje, że w ich adoracji nie ma niczego złego.

Oczywiście, Włoch najwięcej czasu poświęca na zagadnienia związane z seksem i celibatem. Wystarczy spojrzeć na czołówkę nowego sezonu, by przekonać się, że “frywolność” nie jest odstępstwem od Boga, lecz chwaleniem jego wielkości. Uwolnienie ciał spod jarzma przysiąg wywołuje większe poczucie wolności, zakorzenienia w świecie doczesnym, zrozumienia swojego życia i relacji z bliźnimi. Nieważne, czy chodzi o związek zakonnicy z imigrantem, czy dwóch flirtujących kardynałów – chodzi o miłość międzyludzką jako odtworzenie uczucia, jakim Stwórca darzy człowieka.

W sukurs postawionej przez Sorrentino tezie idzie w przewrotny sposób Gabriel Mascaro. Jego Boska miłość, pocztówka z przyszłości, gdzie można tańcem wielbić Boga, jest propozycją zmiany paradygmatu postrzegania cielesności przez wierzących. Wizja brazylijskiego reżysera, osadzona na styku teologii i kiczowatej telenoweli, powagi i kpiny, służy prezentacji Kościoła jako miejsca otwartego na sensualne doznania. Działania bohaterów – organizacja orgii w celu naprawy małżeństw i dokonaniu upragnionego zapłodnienia – w dzisiejszym kontekście jawią się bluźnierczo, lecz w świecie Mascaro są jak najbardziej akceptowalne.

Boska miłość
Kadr z filmu “Boska miłość”

Chodzi o wyrugowanie rytuałów niszczących ludzką spontaniczność. Obaj twórcy stoją na stanowisku, że sztucznie nakładane kajdany są destrukcyjne dla ludzkiej psychiki. Mimo że miłosne perypetie mogą nieść ze sobą cierpienie i poczucie zagubienia, to w ogóle możliwość ich przeżywania jest sine qua non do zrekonstruowania, choćby w niewielkim zakresie, raju utraconego. Bo skoro Bóg stworzył ciało, to jest ono dobre.

To zaskakujące, jak reżyserzy sięgają po tę samą stylistykę: pulsujące neonowymi światłami kadry, a także transową, dyskotekową muzykę. Forma idzie za treścią, opowieść o cielesnym wyzwoleniu łączy się ze stymulowaniem zmysłów odbiorców przy pomocy różnego rodzaju bodźców. To swego rodzaju powtórzenie tego, co się dzieje na ekranie. Skoro bohaterowie otwierają się na nowe doświadczenia, to i widzowie dostają szansę na zaznanie sensualnej rozkoszy, fizyczną transgresję poza dobrze znane schematy.

Projekt “rozgrzeszenia” ludzkiego ciała z grzechu pierworodnego idzie w parze z adoracją boskiej istoty. Oddanie katolikom ich ciał nie jest dla reżyserów walką z dogmatami, lecz ich inną transkrypcją. Nie jest poprawianiem Bożego planu, lecz jego pełniejszym odczytywaniem. Nie należy jednak patrzeć na te dzieła tylko od strony chrześcijaństwa. Wydaje się, że propozycje Sorrentino i Mascaro to nie tylko zasygnalizowanie potrzeby seksualnej reformacji na łonie Kościoła, lecz także odpowiedź na proces sekularyzacji zachodnich społeczeństw, niepotrafiących postawić znaku równości między czerpaniem przyjemności z ciała a religijnością. Pontyfikaty Piusa XIII oraz Jana Pawła III, a także losy bohaterów brazylijskiego filmu, służą podkreśleniu, jak wielka tkwi w ludziach pierwotna potrzeba miłości.

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.