HBO GORecenzjeSeriale

“Babylon Berlin”, czyli trzeci sezon opowieści o państwie kroczącym w stronę nazizmu [RECENZJA]

Marcin Kempisty
Babylon Berlin
Źródło materiały prasowe HBO

Babylon Berlin to najlepszy serial, którego nie oglądasz” – w tytule tekstu portalu “Vulture” nie ma cienia przesady. W pogoni za kolejnymi tytułami, wielu widzów pomija prawdziwą perłę, produkcję niemalże doskonałą, dopracowaną w najdrobniejszych szczegółach, będącą efektem benedyktyńskiej rekonstrukcji minionych lat, jak również sumą doświadczeń dwudziestopierwszowiecznych twórców, którzy wśród zgliszczy Republiki Weimarskiej próbują odnaleźć dowody zbrodni dokonanej na demokracji. Scenarzyści, w tym między innymi Tom Tykwer, stawiają sobie za cel prześledzenie drogi prowadzącej naród niemiecki w nazistowskie objęcia. Nie jest to wszakże śledztwo historyczne, odniesienia do współczesności są aż nadto widoczne.

Przypomnijmy podstawowe informacje z wcześniejszych sezonów – głównym bohaterem jest Gereon Rath (Volker Bruch), komisarz policji przeniesiony z Kolonii do Berlina w celu rozwikłania zagadki szantażu, którego ofiarą jest wysoko postawiony urzędnik. Mimo że udaje mu się dociec prawdy na temat tej sytuacji, nie wraca do swojego miasta, tylko pozostaje w stolicy Republiki Weimarskiej, by tam kontynuować swoją służbę. W pewnym momencie wprowadza się do niego wdowa po zmarłym bracie wraz ze swoim synem Moritzem. Bohatera z kobietą łączy romans, ale pamięć o krewnym jest nadal żywa, dlatego ciągle dochodzi między nimi do kolejnych niesnasek.

Asystentką Gereona jest Charlotte Ritter (Liv Lisa Fries), ex-kurtyzana dzielnie walcząca o polepszenie bytu. Wyprowadza się od patologicznej rodziny, ciągnie za sobą młodszą siostrę, byle tylko już więcej nie zaznać biedy oraz upodlenia. Między Charlotte a Gereonem nie ma romansu, aczkolwiek łączy ich szczera zażyłość, dzięki której mogą liczyć na siebie w najtrudniejszych momentach.

Babylon Berlin
Źródło materiały prasowe HBO

Akcja trzeciego sezonu Babylon Berlin rozpoczyna się na kilka tygodni przed “czarnym czwartkiem”, czyli 24 października 1929 roku – dniem, który na zawsze wpłynął na losy świata. Ale zanim dojdzie do finansowego krachu, a akcje spółek giełdowych tak spadną, że miliony obywateli stracą wszystkie oszczędności, życie płynie spokojnie w berlińskiej metropolii. Wydaje się, że po wojennej zawierusze z lat 1914-1918 nie pozostał ślad. Może, tak jak w przypadku Ratha, niektórych ludzi męczą jeszcze wspomnienia z okopów, ale na poziomie ogólnopaństwowym wreszcie pojawia się poczucie ulgi. Rozwija się przemysł, na giełdzie panuje swego rodzaju karnawał, bo dosłownie każdy może coś na niej uszczknąć dla siebie.

Oczywiście, twórcy nie poprzestają na powierzchownej prezentacji epoki końca lat 20. XX wieku. Wystarczy, że tylko delikatnie poskrobią po tym ładnym obrazku, a okazuje się, że w Republice Weimarskiej wiele jest jeszcze do naprawienia. Kamera z lubością, przy okazji spacerów bohaterów, przygląda się dzielnicom biedy, w których o jakiejkolwiek higienie nie mogło być mowy. Twórcy wchodzą do szemranych suteren zamieszkanych przez prostytutki, prezentują losy dzieciaków wychowujących się na ulicy, pokazują, jak kwitł w tamtym okresie podziemny proceder aborcyjny, a przede wszystkim koncentrują się na oddaniu klimatu kawiarniano-knajpianego życia w Berlinie. W dwóch sezonach skupiano się głównie na kabaretach, gdzie oddawano się procedurze “odrywania się od kłopotów” przy pomocy alkoholu, narkotyków i cielesnych uciech.

Tymczasem w najnowszej odsłonie Babylon Berlin nie ma już nocnych tańców do utraty tchu, jak gdyby ludzi znużyła już ta ekstatyczna zabawa. W świat przedstawiony powoli wkrada się melancholia, poczucie klęski związane zarówno z wojenną traumą, jak również z nieumiejętnością zbudowania lepszego losu. Początkowo pędzące społeczeństwo zatrzymuje się na rozstaju dróg, oczekując na to, aż wreszcie coś się wydarzy, aż w końcu historii zostanie nadany konkretny kierunek. W ich świecie dojdzie do tego już za kilka miesięcy od prezentowanych wydarzeń.

Babylon Berlin
Źródło materiały prasowe HBO

Babylon Berlin to zdecydowanie najlepsza forma kryminału. Bądźmy szczerzy, mało już kogo interesują zagadki kryminalne dla samych zagadek. Mocno wyeksploatowany gatunek nie może opierać się na prostych rebusach i wodzeniu widzów za nos. Jak się okazuje, najlepsze kryminały i rządzące nimi prawidła – kreowanie zniszczonych życiem bohaterów, poszukiwanie sprawcy przestępstwa jako motor napędowy fabuły – to zaledwie pretekst do bardziej zamaszystego przedstawienia tła społecznego. Tak też się dzieje w trzecim sezonie, gdy morderstwo aktorki dokonane na planie filmowym służy tylko zawiązaniu akcji. W pewnym momencie spada zainteresowanie dotyczące poznania sprawcy przestępstwa, bo to jest nic nieznaczący detal. Na marginesie, niezauważalnie przedstawiana jest ta właściwa opowieść – o państwie zanurzonym w lęku i manii wielkości, a także o rodzących się rojeniach na temat stworzenia nadczłowieka zdolnego przezwyciężyć wszelkie ludzkie słabości.

Oczywiście nie należy jednoznacznie deprecjonować wątku kryminalnego, wszak został on przeprowadzony bardzo sprawnie. Morderstwa dokonywane są w pomysłowy sposób, sam sprawca (postać w czarnej pelerynie i masce) prezentuje się niczym zjawa z innego porządku metafizycznego, a to wszystko powiązane jest z ekspresjonistycznym nurtem kina. Dodatkowo samo rozwiązanie zagadki bardzo zaskakuje, zapewne niewielu odbiorców potrafiło przewidzieć rozwój wydarzeń. To też ciekawa sprawa – scenarzyści oczywiście stoją po stronie demokracji, ale też w ogóle nie oszczędzają tego systemu. Notorycznie pokazują, że jakość systemu nie ma znaczenia, bo opiera się on na ludziach, którzy są z różnych powodów zawistni, zazdrośni, zafiksowani na temat własnych ambicji, a co za tym idzie zdolni do dokonywania obrzydliwych czynów w imię perwersyjnie rozumianej poprawy samopoczucia.

Znacznie ciekawszym wątkiem jest historia Grety (Leonie Benesch) oskarżonej o dokonanie zamachu terrorystycznego na szefie policji. Już w drugim sezonie pokazano, że kobieta została uwiedziona przez działacza NSDAP podszywającego się pod komunistę pragnącego dokonać rewanżu na przedstawicielu aparatu przymusu. Serce Grety za mocno biło dla oszusta, więc dokonała zbrodniczego czynu. Gdy jednak okazuje się, kim tak naprawdę był członek hitlerowskiej partii, rozpoczyna się gra o uratowanie skazanej na śmierć kobiety. 

Babylon Berlin
Źródło materiały prasowe HBO

To przy okazji jej losów ukazany jest sposób działania nazistowskich bojówek. Znamienne, że bodaj ani razu nie pada w serialu nazwisko Adolfa Hitlera! Jest tylko jeden taki moment, gdy zupełnie przez przypadek kamera zawiesza wzrok na zdjęciu mężczyzny z krótkim, charakterystycznym wąsikiem. Nie robi on na niej najmniejszego wrażenia, dlatego szybko zmienia kierunek patrzenia. Twórcom nie zależy bowiem na przyciąganiu widzów przy pomocy eksponowania facjaty zbrodniarza. Na ten moment Hitler nie jest istotny, liczą się jego akolici, przy pomocy których rozsiewane jest poczucie zagrożenia. Jak odkrywa Gedeon Rath, kluczowi dla systemu demokratycznego ludzie – dziennikarze, sędziowie, partyjniacy z przeciwnej strony politycznej barykady – są powoli usuwani z życia publicznego, by nie przeszkodzili w marszu NSDAP po władzę. 

Czym innym są fanatycy, a czym innym reakcja społeczeństwa na ich działania. Wydaje się, że płynąca konkluzja po obejrzeniu serialu jest następująca: w każdej epoce i w każdym państwie znajdują się osoby skore do wykorzystywania przemocy w celu wprowadzenia rewolucyjnych zmian. Wystarczy tylko odnaleźć kozła ofiarnego (na ten moment są to na razie tylko komuniści, choć już delikatnie zaczyna przebijać się także antysemityzm), przedstawić prostacki program naprawy, a przede wszystkim sięgnąć po terror jako narzędzie wywierania presji na przeciwnikach.

Sęk w tym, że przemoc nie wystarcza. Właśnie dlatego widzowie mogą regularnie zaglądać wraz z bohaterami za kulisy rodzinnych dramatów, a także do szemranych zaułków, knajp, kawiarni i innego rodzaju przybytków odwiedzanych przez całe spektrum społeczeństwa. Chodzi o uchwycenie szczególnego momentu w historii Niemiec, o zbudowanie trójwymiarowej projekcji, która, gdy tylko dobrze się ją pozna, objawi całą prawdę na temat przyczyn dojścia Hitlera do władzy. Członków NSDAP nie należy przecież traktować jako wrogich żołnierzy wprowadzonych w koniu trojańskim za berlińskie mury. Ich działania mogły zostać zrealizowane o tyle, o ile znalazły dla siebie podatny grunt.

Stąd wynika ta szaleńcza rekonstrukcja czasów “międzywojnia”, na czele z pieczołowitą scenografią, strojami i innego rodzaju rekwizytowymi “błyskotkami”. Im model jest prawdziwszy, odpowiadający pierwowzorowi, tym większa szansa na zrozumienie wszelkich niuansów. Scenarzyści działają jak policyjni śledczy – chodzi o odnalezienie wszystkich poszlak, które mogłyby pomóc w ujęciu winnego. 

W trzecim sezonie podjęta jest już próba odpowiedzi na to fundamentalne pytanie. Obwiniający palec wykierowany jest w stronę pierwszej wojny światowej jako źródła wszelkich kłopotów. Jej wpływ na sumienia obywateli jest kompleksowy – na poziomie jednostkowym chodzi o ciągnące się za żołnierzami traumy uniemożliwiające normalne funkcjonowanie. Tak się dzieje w przypadku Gedeona Ratha, weterana borykającego się z PTSD, dla którego morfina stanowi jedyną skuteczną ucieczkę od wspomnień.

Babylon Berlin
Źródło materiały prasowe HBO

Ale pamięci o klęsce nie da się ostatecznie wymazać. Niemcy jako naród zostali nie tyle pokonani, co przede wszystkim upodleni przez wojska ententy. Pół biedy, gdyby chodziło tylko o militarną porażkę. Wydaje się, że większym problemem było przeżywane poczucie upokorzenia. Wielkie Niemcy, kolebka europejskiej kultury, wygrywające za rządów Bismarcka każdą wojnę, nagle zostały sprowadzone do drugorzędnej roli, bękarta o dziwnej nazwie, co najważniejsze – pozbawionego mocy. 

Spójrzmy, tak jak to robią też scenarzyści, oczami przeciętnego mieszczanina na Republikę Weimarską sprzed kryzysu gospodarczego. Na ulicach dużo biedoty, w knajpach rozpusta, do władzy prą szemrani komuniści. Brakuje poczucia ładu, niemieckiej tradycji, z której tak mógłby być dumny. 

Stąd też tak istotną postacią, choć na razie drugoplanową, jest Moritz, syn zmarłego brata głównego bohatera. To w jego kreacji kumulują się wszystkie niebezpieczne tendencje. Dzieciak nie jest świadomy tego, w którą stronę dmą wiatry historii. Jest tylko zagubionym wyrostkiem, któremu brakuje poczucia przynależności – szybko stracił ojca, z matką i wujkiem łączą go trudne relacje, dlatego też szybko wpada w ramiona rówieśników zapraszających go na spotkania politycznych młodzieżówek. Zaczyna się niewinnie, chodzi przecież o postrzelanie w lesie, rozpalenie ogniska i pośpiewanie przy nim, gdy podpiekają się kiełbaski. Jednakże mimowolnie w głowę Moritza wtłaczane są wizje silnego narodu, który musi powalczyć o swoje miejsce na arenie dziejów. Scenarzyści Babylon Berlin mają rację – rewolucje nie rozpoczynają się wraz z pierwszym wystrzałem karabinu i szturmem masy na ośrodki władzy. Anarchistyczne pomysły rodzą się znacznie wcześniej, najczęściej w myślach zwykłych obywateli pragnących podstawowych uczuć.

Innym skutkiem pierwszej wojny światowej wpływającym długofalowo na społeczeństwo jest utrata wiary w dobro ludzkości. Stwierdzenie “człowiek – to brzmi dumnie” zostałoby przez bohaterów serialu szybko wyśmiane. Niemiecka produkcja składa się z serii krótkich scen odsłaniających masową inercję, poczucie zagubienia, funkcjonowanie w moralnej pustce. A skoro życie nie znosi próżni, to w miejsce starych prawd pojawiają się nowe wizje wykraczające daleko poza doczesność. Temu służy prezentacja spirytystycznych, ezoterycznych seansów, w których bogatsza część Berlina oddaje się orgiom oraz potrzebie cielesno-duchowej transgresji. Temu służy również prowadzenie wątku tajemniczego psychoanalityka, człowieka istniejącego poza fabularnymi ramami serialu, który prowadzi terapeutyczne sesje Ratha, jak również za pomocą radia zwraca się w stronę mieszkańców metropolii.

Babylon Berlin
Źródło materiały prasowe HBO

Jego opowieści przypominają modlitwy o rychłe nadejście transhumanizmu. Wprawdzie nocne audycje, w których marzy o biomechanicznych kończynach, brzmią jeszcze przyzwoicie, w końcu chodzi o pomoc ludziom poszkodowanym w wypadkach, ale w trakcie jego monologów pojawia się słowo klucz – “nadczłowiek”. Choć scenarzyści głównie koncentrują się na przedstawieniu materialnego aspektu życia w Berlinie, to nie zapominają o intelektualnym klimacie tamtych czasów. To właśnie słowa szemranego psychoanalityka brzmią niezwykle złowieszczo, gdy marzy o ludziach bez skazy, pozbawionych immunologicznych ograniczeń. W takich momentach wykorzystywany jest czasowy dystans między współczesnością a realiami, w których toczy się akcja serialu. Dzięki temu twórcy nawet w błahych wydarzeniach poszukują zalążków zmian, losowo rzucanych ziaren, jakie później rozkwitną tak bujnie, że staną się obowiązującą ideologią.

Babylon Berlin jest niezwykle pojemną tematycznie produkcją, którą na wiele różnych sposobów można rozkładać na czynniki pierwsze. Nie jest to pozycja idealna, w trzecim sezonie męczy na przykład wątek miłosnego trójkąta przyjaciół gangsterów, niemniej jednak to tytuł niezwykle potrzebny, zwłaszcza w dzisiejszych czasach. Ostatni odcinek kończy się wybuchem kryzysu gospodarczego, który zmiecie z powierzchni ziemi wiele przedsiębiorstw. Wydaje się, że obecnie jesteśmy w tym samym punkcie historii, gdy z dnia na dzień dziesiątki tysięcy ludzi stanęły w obliczu bankructwa. Z tego względu niemiecki serial nie jest już tylko aktualny ze względu na przedstawienie rodzących się zapędów totalitarnych u części społeczeństwa. To również pocztówka z kraju przed katastrofą ekonomiczną, gdzie karnawał trwał nieprzerwanie mimo pojawiających się gdzieniegdzie zwiastunów klęski. Przypatrzmy się jej dobrze i wyciągnijmy odpowiednie wnioski, bo historia lubi się powtarzać.

Ocena

8 / 10

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.