FelietonyPublicystyka

Czy warto po raz trzeci wracać do świata “Westworld”? – BEZSPOILEROWA recenzja odcinków 1-4

Marcin Kempisty
Westworld

Trzeci sezon stanowi nowe otwarcie dla serialu Westworld. Wydaje się, że twórcy Jonathan Nolan i Lisa Joy wyciągnęli wnioski z wcześniej popełnionych błędów, dochodząc do wniosku, że tylko odświeżenie formuły pomoże w utrzymaniu widzów przy ekranach. Kto lubił westernowe potyczki, ten na pewno srogo się zawiedzie. Kto oczekiwał możliwości przyjrzenia się życiu androidów w ludzkim świecie, ten nareszcie poczuje się usatysfakcjonowany.

Przypomnijmy najpierw najważniejsze wydarzenia z poprzedniego sezonu: naukowiec odpowiadający za stworzenie androidów zmienił ich kod źródłowy, by mogły wyrwać się z matni wiecznie powtarzanych czynności i tym samym wybić się na niezależność. Po otwarciu furtki przez Forda (Anthony Hopkins) rozpoczął się bunt robotów w parku “Westworld” prowadzony przez Dolores (Evan Rachel Wood). Kobiecie ostatecznie udało się uciec z tego świata po tym, jak zabiła jedną z najważniejszych pracownic korporacji Delos – Hale (Tessa Thompson) – a następnie wsadziła posiadający jej świadomość moduł w ciało androida przypominającego zamordowaną dyrektorkę. W trakcie rewolucji życia został pozbawiony Bernard (Jeffrey Wright), a także Maeve (Thandie Newton), aczkolwiek Dolores zabrała ze sobą na zewnątrz kilka modułów, które mogły należeć właśnie do tych robotów. Celem ucieczki był dom Arnolda, twórcy Dolores, gdzie Ford pozostawił maszynę do tworzenia androidów, umożliwiając przetrwanie mechanicznego gatunku.

Po obejrzeniu czterech przedpremierowych odcinków można stwierdzić, że również trzeci sezon jest prowadzony wielotorowo. Narracja skupia się głównie na Dolores, powstającym sojuszu między nią a nowym bohaterem Calebem (Aaron Paul), a także na kilku innych postaciach z wcześniejszych odsłon, które na różne sposoby wróciły do życia, o czym można przekonać się ze zwiastunów. Każdy z nich ma inną misję do wypełnienia, już nie odgórnie narzuconą przez demiurga, lecz wypływającą prosto z potrzeby serca.

Przeczytaj również:  #ZostańWDomu | 5 najciekawszych spektakli dostępnych na Ninatece
Westworld
Źródło materiały prasowe HBO

W najnowszej odsłonie Westworld twórcy porzucają żonglerkę chronologią. Kolejne sceny układają się od razu w sensowną całość, jak gdyby to był zupełnie inny serial. Scenarzyści kuszą prostotą, od razu rozstawiając pionki na szachownicy, budując sojusze między bohaterami, a także jednoznacznie wykładając motywacje, jakie przyświecają Dolores i Bernardowi.

Nie ma co ukrywać, początek trzeciego sezonu sprawia wrażenie banalnej rozrywki. Pod względem wizualnym korzenie Westworld sięgają pierwszego Blade Runnera, z obowiązkowymi wizjami wielkiego miasta rozświetlonego nocą oraz rejestracją zachowań mieszkańców narkotycznie przemierzających metropolię. Oczywiście, dziełu HBO daleko do prezentowania orgiastycznych neonów rodem z Altered Carbon, lub Blade Runnera 2049. Przemierzane przez Caleba i Dolores ulice wyglądają futurystycznie, acz pod pewnymi względami bardzo znajomo.

Jednakże wraz z rozwojem fabuły okazuje się, że za banalnie namalowanym obrazkiem kryje się znacznie więcej, niż można by było przypuszczać na pierwszy rzut oka. Joy i Nolan nie uderzają obuchem w łby widzów, jak to zrobili na początku drugiego sezonu. Nie wsadzają nikogo do kolejki atrakcji, z której łatwo wypaść, gdy tylko na moment przestanie się kojarzyć wszystkie plany czasowe. Warto docenić twórców za większą finezję – perfidną, aczkolwiek wyjątkowo skuteczną. Najpierw dają czas na aklimatyzację w nowych warunkach fabularnych, kuszą prostymi rozwiązaniami, by dopiero wtedy odebrać widzom pewność, co tak naprawdę oglądają.

Można więc uznać, że trzeci sezon Westworld rozpoczyna się niemrawo, lecz wraz z kolejnymi odcinkami rozkręca się w zaskakującym kierunku. Do czwartego epizodu nie ma dłużyzn, zbędnych dywagacji, ostentacyjnego przedłużania sekwencji, byle tylko wypełnić cały metraż. Najnowsza odsłona serialu HBO GO charakteryzuje się niespotykaną dla tego tytułu dynamiką – zarówno jeżeli chodzi o odkrywanie kolejnych tajemnic, jak i samo tempo prowadzenia akcji. Mięsożercy powinni być zadowoleni.

Przeczytaj również:  "Foodie Love", czyli kawa, jedzenie i papierosy od HBO [RECENZJA]
Westworld
Źródło materiały prasowe HBO

O ile postacie znane z wcześniejszych sezonów idą wcześniej wytyczonymi ścieżkami, nikt nie powinien poczuć się zaskoczony sposobem postępowania Dolores, o tyle nowy protagonista – Caleb – jest na tyle tajemniczy, że warto poświęcić mu więcej uwagi. Grający go Aaron Paul świetnie pokazuje zmęczenie życiem nowoczesnego proletariusza, który musi się imać nieczystych zagrań, by zarabiać wystarczająco dużo pieniędzy. Najłatwiej mu kibicować, najłatwiej odnaleźć w nim bratnią duszę – złamaną przeszłymi traumami, wierzącą w dobro, lecz nie potrafiącą odnaleźć się w futurystycznej rzeczywistości.

Nie bez powodu bohaterowie po raz kolejny stawiają pytania podające w wątpliwość istnienie rzeczywistości. Oczywiście, jak to było przy okazji wcześniejszych odsłon, również w trzecim sezonie warto przypatrywać się temu, jak scenarzyści Westworld komentują “istotę” serialu, w jakich okolicznościach odnoszą się do innych tytułów (jeden easter egg na pewno będzie dla wielu szokujący), w jaki sposób bawią się “strukturą” świata przedstawionego.

Wielu widzów odpadło w trakcie emisji drugiego sezonu Westworld. Warto jednak wrócić do tej produkcji. Może jest bardziej “parkiem rozrywki” aniżeli posthumanistyczną analizą, niemniej jednak wydaje się, że Joy i Nolan mają jeszcze kilka asów w rękawie, którymi będą sukcesywnie zaskakiwali w kolejnych odcinkach. Na podstawie czterech odcinków można stwierdzić, że scenarzyści raczą widzów wieloma atrakcjami, lecz najlepsze i tak trzymają na sam koniec.

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.