“Slender Man” – Recenzja

Cztery koleżanki nie dostają zaproszenia na wieczorne spotkanie kolegów ze szkoły, więc organizują alternatywną imprezę tylko dla siebie. Ojciec jednej z nich śpi na dole, podczas gdy siedzące na piętrze dziewczyny piją wódkę i oglądają różnego typu filmiki w internecie, w tym pornograficzne. W pewnym momencie pada pomysł, by wezwać Slender Mana – złowrogiego demona odpowiadającego za zniknięcia dzieci na terenie całych Stanów Zjednoczonych. Skoro chłopaki też chcą się w tę gierkę zabawić, to czy one mają być gorsze? I tak mieszanka alkoholu, chęci zgrywy oraz potrzeby “dorównania” męskim rówieśnikom wywoła lawinę dramatycznych wydarzeń, w których stawką będzie walka o przetrwanie.

Kadr z filmu “Slender Man”

Punkt wyjścia Slender Mana, jak również późniejsze perypetie protagonistek, przedstawiane są w szalenie schematyczny sposób. Sposób zawiązania akcji jest doskonale znany z wielu wcześniejszych tytułów. Poczucie grozy narasta, gdy stwór coraz częściej pojawia się na drodze bohaterek. Reżyser Sylvain White nie wychodzi ani trochę poza przyjętą konwencję horroru, więc dziewczynom każe chodzić niemalże wyłącznie po zmroku, a za wywołanie strachu u widzów mają odpowiadać głównie jumpscary. Nie ma co się oszukiwać – amerykańska produkcja w żadnym momencie nie jest przerażająca, zwłaszcza gdy sam demon został wykreowany dosyć tandetnie. Efekty specjalnie stoją na niskim poziomie, za działaniami Slendera nie stoi głębsza motywacja, a jego modus operandi polega jedynie na skradaniu się za plecami postaci i wyciąganiu swoich macek. To kreatura bez twarzy, bez emocji, bez żadnego tła historycznego. Ot, po prostu istnieje i chce ściągać ludzi na skraj szaleństwa.

Zobacz Również: “Kafarnaum” – Recenzja

Cofnijmy się jednak do genezy tego filmu. W roku 2009 na internetowym forum Something Awful jeden z użytkowników umieścił dwa spreparowane zdjęcia, na których w tle pojawiała się nienaturalnie długa postać nazwana Slenderem. Uczestniczący w tej dyskusji ludzie stworzyli podwaliny “mitologii”, która przedostała się do “zwykłych” użytkowników sieci i została jeszcze bardziej rozwinięta. Zabawa przeistoczyła się w poważną sprawę, gdy niczego nieświadomi ludzie zaczęli wierzyć w podrzucane “dowody” na istnienie demona. Na Youtubie pojawiały się kolejne filmiki na ten temat, lęk niektórych Amerykanów był systematycznie podsycany, co w kilku przypadkach skończyło się tragicznie. W 2014 roku w miejscowości Waukesha dwunastolatka została dziewiętnastokrotnie dźgnięta nożem przez rówieśniczki. Dziewczynki chciały w ten sposób złożyć ofiarę stworowi i uwolnić się spod jego wpływu. Zabójstwa czy próby mordu ze Slenderem w tle miały miejsce tego samego roku również w Cincinatti i Port Richey.

Wprawdzie “moda” na tę mroczną opowieść raczej przeminęła, niemniej jednak twórcom filmu udało się skutecznie uchwycić sedno tej historii. Jeżeli odrzuci się na bok nieudolnie skonstruowany klimat horroru, to przed oczami objawi się obraz społeczności dotkniętej atrofią i poczuciem bezsensu. W Slender Manie każda bohaterka pochodzi z rozbitej rodziny. Wystarczy tylko zasiać ziarno zwątpienia w ich głowach, a obejrzany w nocy filmik zacznie żyć własnym życiem. Osadzi się w szczelinach wyobraźni, zakorzeni w podskórnych lękach, a następnie eksploduje z całą swoją mocą, gdy nadarzy się ku temu okazja.

Zobacz również: “Sny wędrownych ptaków” – Recenzja

Sylvain White umiejętnie przedstawił spustoszoną psychikę dziewczyn, dla których internetowy anonim jest wyrocznią, a oglądane filmiki wykładnią rzeczywistości. Często wykorzystywany internet jawi się w tym kontekście jako jedyne medium służące protagonistkom do kontaktu z otoczeniem, co prowadzi do wykrzywienia percepcji i doświadczaniu jedynie okruchów prawdy. Jako że linia między realnością a imaginacją jest trudna do uchwycenia, to nigdy nie wiadomo, czy występowanie demona jest wynikiem kompleksów czy prawdziwym, obiektywnym zagrożeniem.

Kadr z filmu “Slender Man”

Na pewno Slender Man nie jest filmem udanym. Cierpi na naiwność, słabe wykonanie i nieumiejętność wywołania poczucia zagrożenia u widzów. Mimo to reżyserowi udaje się uchwycić nerw współczesności i rozpocząć dyskusję na temat sposobów, w jaki człowiek jest w stanie sam sobie zgotować piekło. Twórca podgląda millenialsów, reagując na dotykające ich bolączki. Wskazuje wady ukryte w ludzkiej psychice, która jak pokarmu potrzebuje pożywki ze strachu i poczucia zagrożenia. Dzieło White’a nie sprawdza się jako horror, niemniej jednak stawia trafne pytania na temat źródeł i skutków istnienia tego gatunku w popkulturze. Może się bowiem okazać, że odpowiedzi na te pytania posłużą jako klucz do zrozumienia młodych osób wchodzących w dorosłość.

2.5/5


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.