Terror

Kulturawka #4 – Serialowa dostojewszczyzna, czyli o serialu “Terror”

Wokół serialu stacji AMC zrobiło się głośno na długo przed premierą ze względu na pierwowzór literacki w postaci powieści Dana Simmonsa. Opisana przez amerykańskiego pisarza wyprawa statków HMS Erebus i HMS Terror na Arktykę zdobyła sympatię czytelników na całym świecie, toteż zastanawiano się, czy scenarzyści David Kajganich Soo Hugh podołają wyzwaniu i skutecznie przeniosą fabułę Terroru na mały ekran.

 Kadr z serialu “Terror”

Nie ma sensu zwlekać z wnioskami – cel został przez twórców w stu procentach osiągnięty. Nie dość, że przedstawili widowni misternie skonstruowaną opowieść opartą na odpowiedniej dawce akcji oraz psychologii postaci, to jeszcze umiejętnie zahaczyli o tematy zarezerwowane dla gigantów pokroju Josepha Conrada czy Fiodora Dostojewskiego. Pod płaszczykiem historii o żeglarzach-odkrywcach czai się bowiem niemalże filozoficzna rozprawka na temat “przeklętych problemów” – Boga, istoty człowieczeństwa czy podwalin nowożytnej europejskiej cywilizacji. Wraz z kolejnymi odcinkami dokonuje się niespieszny rozkład gatunku ludzkiego na czynniki pierwsze. Bohaterom zabierane są kolejne punkty oparcia, dzięki którym mogli funkcjonować w ustabilizowanej i silnie zhierarchizowanej społeczności. Wcześniejsze normy czy zakazy ich obowiązujące przestaną mieć znaczenie, ponieważ przyjdzie im żyć w świecie pozbawionym państwowego nadzoru. “Dzika północ” objawi swe antyludzkie oblicze, a jedynym imperatywem stanie się chęć przeżycia.

Zobacz również: „Człowiek bez pamięci” – Fascynujący koreański thriller – Recenzja

Tajemnicą poliszynela jest fakt, że większość wygłaszanych peanów na cześć dzieł kultury to jedynie górnolotne frazesy bez pokrycia w rzeczywistych doznaniach. Recenzje, blurby czy innego rodzaju opinie po częstokroć są wypełnione dziesiątkami synonimów określających pusty, bezgraniczny zachwyt. Nie miejmy przecież złudzeń – zapewne niewielki procent widzów jest w stanie szczerze otwierać swe serca i wciąż na nowo przeżywać przygody kolejnych oglądanych postaci. Pochłania się te produkty masowo, najczęściej bezrefleksyjnie, niczym zwykły posiłek. Odbiorca staje się konsumentem na globalnym rynku i ma możliwość na śniadanie pałaszować potrawkę z filipińskiego slow-cinema, by następnie na podwieczorek raczyć się musem z amerykańskiego mumblecore.

Gdybyśmy mieli pozostać przy tej terminologii, to serial Terror byłby wykwintnym posiłkiem z renomowanej restauracji, lecz jednocześnie tak zmrożonym, że już jeden kęs stanąłby w gardle i powodował torsje. To dzieło naprawdę wwiercające się w pamięć i pozostające tam na bardzo długi czas. Nie ma w tej opinii cienia przesady – Terror jednocześnie budzi obrzydzenie i zachwyt. Patrzy się na ten serial z zazdrością, bo nie worki pełne pieniędzy, lecz talent i pomysł gwarantują wysoką jakość pod względem wizualnym. Wykreowana w budapesztańskim studio przestrzeń to nieludzka, skuta lodem kraina. Bezkresna biel stwarza poczucie całkowitego oderwania od rzeczywistości i wszelkich praw z nią związanych. Na nieogarnionych połaciach śniegu rozum musi zderzyć się z pierwotną ludzką siłą, od wieków tłumioną w różnoraki sposób. Stopniowe zdejmowanie obyczajowych kajdan z prezentowanych bohaterów prowadzi do ukazania człowieka w stanie “czystym” – nieuwarunkowanego realiami społecznymi, zewnętrznymi nakazami, jak również wolnego od kary za popełnione czyny wymierzanej przez aparat władzy. Prześledźmy, w jaki sposób dokonuje się owo “wyzwolenie” finalnie prowadzące do szaleństwa:

Kadr z serialu “Terror”

1. CYWILIZACJA

Podjęta przez bohaterów wyprawa ma dopiero wprowadzić “zdobycze” cywilizacji na tereny podbite. Do tej pory, w ich mniemaniu, przemierzana przez nich kraina zamieszkana jest przez dzikich ludzi funkcjonujących według prymitywnych zasad. Napotkana autochtonka (zwana później Panią Ciszą) traktowana jest przez marynarzy jak zwierzę. Jedynie kapitan Francis Crozier (Jared Harris) wraz z lekarzem Henrym Goodsirem (Paul Ready) potrafią wykazać odrobinę empatii, podczas gdy reszta załogi patrzy na nią jak na pokładowego psa. Poczucie wyższości objawia się u wszystkich jednakowo, niezależnie od zajmowanego na statku stanowiska. Taki rodzaj myślenia jest fundamentem podejścia kolonialistów do pozyskiwanego terenu. Przecież ich matka, Wielka Brytania, monarchia, nad którą nigdy nie zachodzi słońce, to przykład “kulturalnego” państwa opartego na silnie zhierarchizowanym społeczeństwie i klasowych dysproporcjach. To oczywiście nie jest nic godnego potępienia, bowiem niemożność fluktuacji między stanami wzmacnia poczucie stabilizacji i utrudnia dojście do władzy ludziom “szemranym”, pokątnie zdobywającym fortuny. W tych warunkach istniejące prawo jest jak latarnia morska, wyznaczająca kierunek zbłąkanym duszom w stronę bezpiecznego brzegu.

Co jednak zrobić, gdy dopiero to prawo należy wprowadzić? Wprawdzie “przywiezione” zasady nadal obowiązują poza granicami Zjednoczonego Królestwa, niemniej jednak trudno je momentami respektować, gdy nad głowami grzeszników nie ma aparatu przymusu. W zaistniałych okolicznościach – problemów związanych z wyprawą, szalejących chorób i drastycznie spadających morale – egzekwowanie norm jest niezwykle trudne. Kapitanowie mogą wymierzać kary i momentami to robią, ale to prowadzi tylko do pogorszenia relacji między członkami załogi. Gdy mróz doskwiera, a na zewnątrz grasuje nieznana nikomu, krwiożercza bestia, to dobijanie podwładnych może przynieść skutek odwrotny do zamierzonego.

Wychodzi więc na to, że państwowa tresura prowadząca do wykształcenia “obywatela” przestaje obowiązywać tam, gdzie zamiast wszędobylskich nadzorców jest tylko śnieg i nicość.

Kadr z serialu “Terror”

2. AUTORYTET

Porządek gwarantuje obecność autorytetów mających posłuch wśród niżej postawionych marynarzy. Jednak w trakcie wyprawy nie ma “cywilizowanych” sądów mogących wymierzać sprawiedliwość, więc jedynym sposobem na przeciwstawienie się raczkującemu szaleństwu jest siłowe rozwiązywanie sporów, np. poprzez skazywanie na karę biczowania. Oczywiście żołnierzy posiadających broń i wspierających autorytety jest znacznie mniej od członków załogi, toteż im sytuacja się pogarsza, tym bardziej naruszana jest panująca hierarchia.

Istnienie autorytetów oparte jest na trzech fundamentach, które wraz z biegiem fabuły osuwają się powoli w przepaść. Pierwszym z nich jest istnienie instytucji państwowych gotowych do ukarania wichrzycieli, ale jak już to zostało wcześniej napisane, w warunkach trudu i znoju arktycznej wyprawy przestają one mieć rację bytu. Druga podstawa to istnienie w sumieniach blokady, swego rodzaju wewnętrznego cenzora, uosabianego najczęściej z Bogiem karzącym za złe uczynki. Wizja ognia piekielnego potrafi skutecznie stłumić chęć popełniania grzechów. Sęk w tym, że nieludzkie warunki, w których przyszło żyć bohaterom, skutecznie odbierają nadzieję i wiarę w istnienie Absolutu. Pojawiają się pytania o naturę zła oraz cel wszelkiego stworzenia, co przy tak tragicznych doświadczeniach prowadzi do zakwestionowania metafizycznego wymiaru egzystencji. Pozostaje jedynie chropowata materia. Brud, smród, skóra dotknięta stanami ropnymi i wypadające zęby.

Zobacz również: Kulturawka #3 – O filmowych reprezentacjach wojny w Wietnamie

Trzecią barierą chroniącą autorytety przed rewoltą jest charyzma czy siła przepełniająca te postacie. Historię piszą zwycięzcy, więc fama o heroicznych czynach bohaterów niesie się pocztą pantoflową. Opowieści o pokonywaniu kolejnych barier i granic tworzą z nich niemalże nadludzi. Już sama aura wykreowana wokół takich autorytetów sprawia, że trudno się komukolwiek przeciwstawić ich woli. Jednak i ten fundament ulega powolnej korozji. Kapitan Crozier od samego początku jest traktowany okropnie ze względu na swoje irlandzkie (więc gorsze) pochodzenie oraz męczące go problemy alkoholowe, natomiast wielu marynarzy pamięta wcześniejszą wyprawę pod wodzą kapitana Franklina (Ciaran Hinds). Może i prowadzone przez Franklina dzienniki pokładowe postawiły go w pozytywnym świetle i przyniosły mu chwile chwały, lecz podwładni nadal wspominają jego postępowanie polegające na zrzucaniu na innych ciężaru odpowiedzialności. Być może na początku autorytety miały jeszcze posłuch wśród maluczkich, lecz kolejne nietrafione decyzje, wpędzające załogę w jeszcze większe kłopoty, naruszą status quo i stworzą szczelinę, przez które przecisną się prądy “anarchistyczne”.

Kadr z serialu “Terror”

3. ŚMIERĆ

Śmierć w serialu Terror zmienia swoje oblicze na przestrzeni kolejnych odcinków. Pierwszy zgon jest traktowany niczym apokalipsa. Bohaterowie potrzebują kilku dni, by wyjść z szoku i odbudować porządek naznaczony gwałtem. Natomiast ceremoniał pogrzebowy prowadzony jest z wszelkimi honorami. Ranga poległego nie ma znaczenia, ponieważ doceniane jest poświęcenie poniesione dla dobra ojczyzny i dalszego rozwoju imperium. Kapitan wygłasza mowę pożegnalną, odmawia się modlitwę, a następnie ciało zostaje złożone w zmrożonej ziemi.

Z biegiem czasu śmierć przestaje już zaskakiwać. Bohaterowie przyzwyczajają się do tego, że koledzy odchodzą. Zaraza rozprzestrzenia się po statkach i każdy nerwowo odlicza kolejne dni, wyczekując na ratunek. Nad trupami nie są już składane modły, nie ma długich wspominków. Mięso jest wrzucane do wora, a następnie ląduje pod pokładem. Ciało przestaje być naczyniem rozumu czy duszy. To tylko kilka organów, z których w pewnym momencie uchodzi życie. Obecność kostuchy jest na tyle powszednia, że nie robi już na nikim wrażenia. Skoro lęk przed końcem życia przestaje mieć znaczenie, to znika kolejna granica między porządkiem a chaosem.

Kadr z serialu “Terror”

4. WOLNOŚĆ

To właśnie w tych warunkach Cornelius Hickey (Adam Nagaitis) czuje się jak ryba w wodzie. To postać wyrwana niemalże wprost z kart powieści Dostojewskiego. Żyjący na marginesie społeczeństwa, różniący się od innych orientacją seksualną, wiecznie podaje w wątpliwość zdanie autorytetów. Jedynym celem jest dla niego przeżycie, nawet kosztem innych. Oczywiście podejmowana przez niego walka nie jest prowadzona w sposób bezpośredni. Hickey jest jak Wierchowieński z Biesów. Do ostatecznej rozgrywki wiecznie ukrywa się w cieniu i pociąga za sznurki, wlewając truciznę w uszy innych marynarzy. Podburza, sieje niepewność, odbiera nadzieję, a następnie sam stawia się w roli jedynego wyzwoliciela.

Nie byłby w stanie tego osiągnąć, gdyby nie sprzyjające okoliczności. Przepełniająca go wola życia pomaga mu wypełnić panującą pustkę po “zniknięciu” cywilizacji, co z kolei prowadzi go do szczytów władzy i rozpoczęcia rewolty przeciw kapitanowi Crozierowi. Hickey nie zna żadnych granic, więc dla swojego celu jest w stanie przekroczyć wszelkie granice. Próżnia aksjologiczna jest dla niego odpowiednim środowiskiem do prowadzenia zbrodniczej działalności.

Zobacz również: „Człowiek, który zabił Don Kichota” – Zbłąkany reżyser i obłąkany aktor – Recenzja

Oczywiście na poziomie fabularnym Terror jest opowieścią o szaleństwie rodzącym się w umysłach zdesperowanych ludzi, którym przyszło żyć w okrutnych warunkach. Mimo to można w tym serialu doszukać się treści związanych z bodaj najsłynniejszym zdaniem podsumowującym twórczość wspomnianego wcześniej rosyjskiego pisarza – “gdy Boga nie ma, to wszystko jest dozwolone”. W istocie, Hickey jest postacią w pełni wykorzystującą wolność od wszelkich ograniczeń. Jest kowalem własnego losu, dla którego punktem odniesienia jest on sam. Lecz jak to zwykle bywa – zachłyśnięcie się wolnością i postawienie się w roli istoty najwyższej prowadzi tylko do terroru i rozlewu krwi. Twórcy produkcji AMC wchodzą w buty wielkich pisarzy i kreślą ten sam obraz spustoszonej ludzkiej duszy, co stoi w sprzeczności z ogólną tendencją rządzącą obecnymi produkcjami.

Kadr z serialu “Terror”

Przywdziewanie przez kolejne dzieła szat historycznych służy ukazaniu granic i obostrzeń, które winny być obalone w celu odzyskania przez ludzi wolności oraz prawa do samostanowienia. Tymczasem w Terrorze jest zgoła inaczej – to odciągnięcie zaworów bezpieczeństwa prowadzi do uwolnienia bestii pożerającej kolejnych bohaterów. To niczym nieskrępowana swoboda prowadzi do rzezi. Być może panująca “niesprawiedliwość” w postaci zhierarchizowanego społeczeństwa czy norm obyczajowych stoi w sprzeczności z temperamentem niektórych osób, lecz to są jedyne bariery dzielące społeczeństwo od przepaści. W tym przypadku “cywilizacyjna” tresura jest jedyną drogą do ujarzmienia ludzkiego zwierzyńca. Dzieło Kajganicha jest w swej wymowie szalenie pesymistycznie. Nie pozostawia złudzeń co do skorodowanych fundamentów nowoczesnej cywilizacji, jak również odbiera nadzieję tym, co w wyzwoleńczej utopii upatrują szansy na ziemskie zbawienie.


Za tydzień: Pech, przypadek i przeznaczenie w serialu “Better Call Saul”


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.