Recenzje

“Piękna i bestie” – Recenzja

Marcin Kempisty
Piękna i bestie
Fot. materiały prasowe Aurora Films

Mariam (Mariam Al Ferjani) spogląda w lustro i przygotowuje się do studenckiej imprezy organizowanej w hotelu. Uśmiech nie znika z jej ust nawet wtedy, gdy odkrywa dziurę na wieczornej kreacji. W końcu od czego są przyjaciółki – jedna z nich przybywa z pomocą i oferuje inną sukienkę. Wprawdzie z dużym dekoltem, co nie jest w stylu konserwatywnie wychowanej bohaterki, ale skoro sytuacja jest wyjątkowa, to nie wypada darowanemu koniowi zaglądać w zęby. Jeszcze tylko drobne poprawki i już można udać się na zapełniony ludźmi parkiet. Światła wirują, muzyka wprawia biodra w kołysanie, a i przystojnych mężczyzn nie brakuje. Rozpoczyna się taniec godowy. Początkowa sekwencja Pięknej i bestii w reżyserii Kaouther Ben Hanii mogłaby być nakręcona w każdym miejscu na świecie. Ot, zwyczajna młodzieżowa zabawa utkana ze swawolnych podrygów, pstrykania selfie i porozumiewawczych spojrzeń między płciami. To właśnie w takich okolicznościach Mariam poznaje Youseffa. Wystarczy jednak chwilowe opuszczenie przez dziewczynę gardy, a życie wyprowadzi nokautujący cios. Spacer po plaży z nieznajomym zakończy się koszmarem, gdyż bohaterka zostanie zgwałcona przez napotkanych policjantów.

Rozpoczyna się traumatyczna walka o wymierzenie sprawiedliwości. Dziewięć “rozdziałów” filmu jest niczym dziewięć piekielnych kręgów z Boskiej komediiprzez które Mariam będzie musiała przejść. Począwszy od prywatnej kliniki, poprzez szpital publiczny, a skończywszy na komisariacie policji – protagonistka wszędzie będzie doświadczać szyderstwa, niezrozumienia oraz bólu. Mimo że zostanie postawiona pod ścianą, a jej sytuacja będzie dramatyczna, to nie cofnie się przed niczym w walce o odzyskanie godności.

Piękna i bestie to przede wszystkim apel w obronie praw kobiet. Reżyserka skrupulatnie, punkt po punkcie, przedstawia problemy dotykające ofiar tego typu przestępstw. Napotykani przez Mariam funkcjonariusze publiczni w bardzo stereotypowy i krzywdzący sposób oceniają jej położenie. Sugerują bohaterce, że sukienka była zbyt kusa, a zatem sama sobie zasłużyła; nie chcą poznać jej wersji wydarzeń, ponieważ zgubiła dowód osobisty, więc wszelkie podjęte działania byłyby niezgodne z procedurami; wreszcie szydzą z nocnego spaceru w mężczyzną – w końcu porządne dziewczęta tak się nie zachowują. Następuje wtórna wiktymizacja bohaterki systematycznie wpędzanej w wyrzuty sumienia. Kaouther Ben Hania stawia jednak sprawę jasno – protagonistka nie jest absolutnie niczemu winna. W filmie nie ma miejsca na dywagacje czy moralną niejednoznaczność. Linia podziału między dobrymi a złymi została wyraźnie poprowadzona. O ile często takie działania prowadzą do nachalnego agitowania, o tyle w przypadku tego tematu autorka osiąga zamierzony efekt. Upomina się o elementarne prawa dla ofiar, jednocześnie oczekując kary dla oprawców. Niby mówi o oczywistościach, ale skoro scenariusz został oparty na prawdziwych wydarzeniach sprzed kilku lat, to najwidoczniej trzeba te oczywistości nadal przypominać.

Przeczytaj również:  "Possessor" – czyli Cronenberg w alternatywnej rzeczywistości [RECENZJA]

Reżyserka wychodzi od jednostkowej tragedii bohaterki, by wprost oskarżyć panujący w Tunezji system. Być może doszło kilka lat wcześniej do rewolucji w tym kraju, lecz wydaje się, że przelana wtedy krew została zmarnowana. Zmieniły się dekoracje, ale ucisk, niesprawiedliwość i nędza wciąż triumfują. Gdy wszystko wiodło się dobrze, to Mariam zapewne nie dostrzegała wszędobylskiej patologii, ale wystarczyło zderzenie z aparatem państwowym, by boleśnie odczuć nadal panujący ucisk. Podczas seansu czasami pojawia się myśl, że autorka za bardzo przejaskrawia niektóre problemy, by lepiej “sprzedać” swoje dzieło, ale w szwedzko-egipskim Morderstwie w hotelu Hilton służby zostają przedstawione niemalże w identyczny sposób. Korupcja, zepsucie i pogarda wobec zwykłych ludzi też są tam na porządku dziennym. Obraz Tarika Saleha dotykał spraw jeszcze sprzed wybuchu Arabskiej Wiosny, także film Ben Hanii można traktować jako odpowiedź na pytanie, co pozostało z tamtych masowych wystąpień. Czy mogło dojść do zmiany, skoro Youseff rozpoznaje w przesłuchującym go policjancie osobę tłumiącą kilka lat wcześniej antyrządowe protesty? Funkcjonariuszom stosującym przemoc wobec obywateli nie spadł chociażby włos z głowy, toteż wciąż panuje przyzwolenie na totalny brak szacunku, czego Mariam jest kolejną ofiarą. Rewolucja nie zmieniła starego porządku, Tunezja jest więzieniem, ale reszta na pewno nie jest milczeniem, a silna postawa bohaterki jest tego najlepszym przykładem.

Al Ferjani gra w Pięknej i bestiach pierwsze skrzypce, znakomicie oddając wszelkie traumatyczne emocje doświadczane przez bohaterkę, ale to specyficzny sposób narracji stanowi największy walor filmu. Każdy z dziewięciu “rozdziałów” został bowiem nakręcony w jednym ujęciu. Kamera wiruje wokół bohaterów, śledzi ich po ciasnych korytarzach i nie odstępuje choćby na krok. Ben Hania z zegarmistrzowską precyzją zainscenizowała każdą sekwencję, czasami korzystając z pomocy wielu statystów, także ma się wrażenie udziału w teatrze lalek, w którym za sznurki pociąga wszechmocny demiurg. Niewątpliwie pod względem formalnym jest to jeden z najlepszych filmów tego roku.

Przeczytaj również:  "Cząstki kobiety" - pustka zapełniana metaforami [RECENZJA]

Już teraz można stwierdzić, że Piękna i bestie to jedna z największych niespodzianek wśród tegorocznych premier kinowych. Zaproponowana przez reżyserkę filmowa podróż do Tunezji nie przedstawia pocztówkowych krajobrazów i nie pozostawia wspomnień z kurortów oferujących all inclusive. Ben Hania schodzi do jądra ciemności, by w niezwykle kunsztowny sposób oddać głos ofierze. Staje po jej stronie, by przy pomocy sztuki walczyć o sprawiedliwość. Nie idzie na żadne kompromisy i dzięki temu zwycięża pod względem artystycznym. Oby również rzeczywistość odpowiedziała na wezwanie artystki w słuszny sposób.

Fot. materiały prasowe Aurora Films

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.