“Petra” – W labiryncie ludzkich spraw [RECENZJA]

Wspaniale jest czasami uciec w głąb wyciszonego, spokojnego filmu, zamiast po raz kolejny ścierać się z jazgotliwą, publicystyczną biegunką. Nie sposób policzyć tytułów, w których ważny temat stanowi pretekst do uderzania obuchem odbiorców, do siłowego wciskania stawianych wniosków jako prawd objawionych. Wszędobylskość natarczywego przekazu sprawia, że takie kino, jak Petra, jest nie lada wyzwaniem dla widowni nieprzyzwyczajonej do innego sposobu narracji. Warto jednak stanąć w szranki z tą produkcją, bowiem gwarantuje ona przeżycia dalekie od li tylko powierzchownego zaciekawienia.

Zobacz również: “Oszustki” – czy oszukają także Ciebie? [RECENZJA]

Jaime Rosales niczego nie udaje i nie bawi się w żadne gierki. Dzieli film na rozdziały i przestawia ich kolejność, zaburzając tym samym chronologię wydarzeń, lecz nie ma w tej taktyce niczego efekciarskiego. Reżyser woli wyłożyć najpierw karty na stół, a dopiero później przedstawiać kulisy wydarzeń, zamiast sztucznie podsycać tajemnicę i odwracać uwagę publiczności od spraw dla niego najważniejszych. A są nimi głównie międzyludzkie relacje, pełne kłamstw i hipokryzji. Hiszpan bezlitośnie obnaża mechanizmy funkcjonowania tajemnic, które nawet po wielu latach mogą powrócić i zniszczyć życie.

Petra

Dekonstrukcja rodziny jako źródła cierpień dokonuje się na przykładzie losów tytułowej bohaterki (Bárbara Lennie), która w pewnym momencie życia postanawia poznać swojego ojca. Z plotek wynika, że może być nim ceniony artysta Jaume (Joan Botey), więc kobieta nawiązuje z nim kontakt, podając się za początkującą malarkę pragnącą terminować u boku mistrza. Starszy mężczyzna jest jednak okropnym despotą, tyranem lubującym się w łamaniu kręgosłupów moralnych osób z jego otoczenia, więc dociekanie prawdy przez Petrę przypomina drogę przez mękę, pełną zakrętów i ślepych uliczek. Przy okazji poszukiwań własnych korzeni protagonistka poznaje syna Jaume’a, Lucasa (Alex Brandemuhl), z którym zacznie ją łączyć coraz silniejsza nić porozumienia. 

Jesteśmy też na Facebooku, polub fanpage Filmawki

Miłośnicy śledzenia zawiłości fabularnych na pewno będą zadowoleni, ponieważ Rosales przygotował kilka niespodzianek i zwrotów akcji. Wraz z ich odkrywaniem widzowie są zmuszani do przewartościowania dotychczasowych sądów, gdy okazuje się, że wcześniej ukazane wydarzenia, oświetlone później pod innym kątem, jawią się już w zupełnie inny sposób. Takie to według reżysera jest życie: pełne niedomówień, białych plam, nierozwiązywalnych tajemnic. A nawet gdy sekrety zostają rozwikłane, to też bohater nie może mieć pewności, że uzyskane odpowiedzi są zgodne z rzeczywistością. Petra to świadectwo ludzkiej tragedii, której najważniejszym elementem jest wiecznie męcząca wątpliwość w prawdziwość poznawanych fragmentów rzeczywistości.

Petra

Wydaje się jednak, że najważniejszym bohaterem filmu jest sama kamera, prowadząca swój własny żywot, funkcjonująca na sobie tylko znanych zasadach. Wprawdzie jest zainteresowana losami bohaterów i podgląda ich w kluczowych momentach, ale jakie w międzyczasie potrafi odstawiać figle! Zazwyczaj wprawiana jest przez reżysera w ruch wahadłowy, kołysząc się od prawej do lewej strony, ale bywa, że na chwilę porzuca postaci, odwraca się i wpatruje w jakiś element wystroju wnętrza. Kamera porusza się również w fascynujący sposób po świecie przedstawionym. Stąpa delikatnie, niczym po lodzie, skradając się w trakcie przechodzenia między pomieszczeniami, podgląda zza winkla, by jak najmniej przeszkodzić protagonistom. Jej choreografia jest jak skrupulatnie przygotowany układ taneczny, z zegarmistrzowską precyzją wykorzystujący przestrzeń do działań.

Zobacz również: “Ma”, albo Marność nad Marnościami [RECENZJA]

Petra to mariaż rodzinnej dramy z elementami nurtu slow cinema. Jednocześnie Rosales rzadko ocenia swoich bohaterów, raczej starając się jak najlepiej oddać ich fatalną sytuację, zaplątanie się w gąszczu kłamstw i niedomówień. Na szczęście reżyser nie stawia na egzaltację, preferując spokojną, jednostajną narrację, tylko w krótkich momentach nakłuwaną szokującymi zwrotami. Film Hiszpana to rodzaj kontemplacji nad zwichrowanymi jednostkami, niekiedy bardzo potrzebnej w obliczu pędzącego świata.


3.5/5


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.