“Niewidoczne życie sióstr Gusmao” – Celny, emocjonalny cios w serce [RECENZJA]

Euridice (Carol Duarte) i Guida (Julia Stockler) nie mają szansy na przeżycie beztroskiej młodości. Ich ojciec, nazywany przez jedną z nich “portugalskim kmiotem”, jest człowiekiem starej daty, apodyktycznie i po patriarchalnemu dzierżącym stery rodziny Gusmao. Podporządkował sobie żonę, a i dla obu córek ma już przygotowane plany, dzięki którym nareszcie będzie im się wszystkim lepiej powodziło. Skoro żyją w Brazylii na początku lat 50. XX wieku, to wybór jest oczywisty – trzeba dziewczyny szybko wydać za mąż i sprawa załatwiona. Sęk w tym, że tylko dla Euridice znajdzie się odpowiedni kawaler. Guida wyprzedzi nadciągający cios i ulotni się w siną dal, ku wielkiej przygodzie, z greckim marynarzem.

Niewidoczne życie sióstr Gusmao, oparte na książce o tym samym tytule, to przykład kina dopracowanego pod każdym względem, które może zachwycić zarówno prostotą historii, jak również estetyczną finezją. Na poziomie fabularnym sprawa wygląda banalnie – drogi sióstr się rozchodzą, a tęsknota jest na tyle silna, że próbują się odnaleźć i odbudować łączącą je relację. Mijają kolejne miesiące, rzeka życia wciąga bohaterki w swój nurt, a pamięć o ukochanej osobie powoli zaczyna wypełniać się białymi plamami. W dziele Karima Aïnouza pobrzmiewa podobne postrzeganie niszczycielskich sił czasu i przypadku, co u Gabriela Garcii Marqueza Miłości w czasach zarazy, można w nim odnaleźć również pewne punkty wspólne z Genialną przyjaciółką.

Niewidoczne życie sióstr Gusmao

Zwłaszcza ten drugi trop wydaje się kluczowy. Podobny jest czas akcji, podobne również podejście do przedstawianych bohaterek. Są to silne jednostki dojrzewające w świecie niechętnie patrzącym na kobiety, sprowadzającym je li tylko do roli pań domu oraz obiektów spełniających seksualne fantazje małżonków. Każda z nich w pewnym momencie staje przed dylematem, na ile warto walczyć o realizację marzeń, a na ile trzeba poddać się odgórnie narzuconym zasadom. Z powieścią Eleny Ferrante (oraz serialem na jej podstawie) film Karima Aïnouza połączony jest także bliźniaczym spojrzeniem, pełnym melancholii, zadumy, nastawionym na dostrzeganie ulotnego piękna.

Brazylijska produkcja tym samym znakomicie wpisuje się w poczet filmów pochodzących z Ameryki Południowej, w których za pomocą audiowizualnych wrażeń próbuje się zbudować całą gamę doznań. Robił to Kleber Mendonça Filho Sąsiedzkich dźwiękach dzięki niesamowitej pracy właśnie nad dźwiękiem; robiła to także Lucrecia Martel Bagnie Zamie, rozkręcając całą filmową machinerię w celu stworzenia wrażenia upału, wysokiej temperatury, namacalnego odczucia skwaru i przypiekanej przez słońce skóry; zaś w Dziedziczkach reżyser Marcelo Martinessi w cudowny sposób budował atmosferę przy pomocy gry światłem oraz cieniem, zwłaszcza w ujęciach kręconych nocą.

Karim Aïnouz wraz ze znakomitą operatorką Hélène Louvart (ostatnio popisała się kunsztem w Petrze Szczęśliwym Lazzaro) po trochu czerpią z dokonań każdego z wymienionych artystów. Pracują nad umiejętnym oddaniem wrażenia wiecznie panującego upału rozleniwiającego ciała, fantastycznie wydobywają dźwięki przyrody otaczającej bohaterów (to cykanie świerszczy!). Przede wszystkim niesamowicie bawią się całą paletą kolorów, na ułamki sekund rejestrując piękno, które zaraz przeminie, szybko ucieknie z siatkówki oka, by na jego miejscu pojawił się już nowy obraz. A że twórca dodatkowo podbudowuje warstwę formalną utworami granymi na pianinie, to nie pozostaje nic innego, jak tylko rozkoszować się sensualnymi doznaniami. 

Niewidoczne życie sióstr Gusmao

Co jednak ważniejsze, estetyka w filmie Brazylijczyka nie jest sztuką dla sztuki. Kreowane obrazy nie są pożywką dla znudzonej festiwalowej widowni złaknionej kolejnych doznań. To wszystko ma związek z fabułą osnutą wokół tematu radzenia sobie z poczuciem przemijania oraz samotności, zwłaszcza tej w wymiarze metafizycznym. Gdy jedna z sióstr pisze w liście, że “całe życie przed nimi”, to widz dobrze wie, że za chwile ta młodość przeminie, a z całego życia pozostaną ledwie okruchy. Kontemplacja każdego drobnego elementu rzeczywistości ma w tym kontekście wymiar niemalże imperatywu: kto bowiem zamyka się na świat, ten gnuśnieje i umiera wewnętrznie, a kto całym jestestwem doświadcza otoczenia, to choćby cierpiał, przynajmniej żyje w zgodzie ze sobą. Tak właśnie pracuje kamera, starając się uchwycić wszystko, co tylko możliwe, by oddać całą paletę wrażeń, na którą często widz nie zwraca uwagi. Kino staje się zatem miejscem do pobudki i odkrycia tego, co jest niby zwyczajne, a jednak ujmujące w swej prostocie.

Niewidoczne życie sióstr Gusmao to przykład kina już rzadko obecnie spotykanego. Mimo że podjęty jest nośny temat – uwięzienia kobiet w klatce pruderyjnych obyczajów – to daleko reżyserowi do sięgania po drastyczne środki wyrazu. Mimo że nie ucieka on przed trudnymi tematami, to stara się na nie spoglądać bez artystycznej maniery podkręcającej wszystko do niebotycznych rozmiarów. Zamiast na upraszczających truizmach, woli polegać na konkrecie i oddaniu prawdy losów zaledwie dwóch osób. Po co mu ujmowanie w ramach stukilkudziesięciominutowego metrażu doświadczeń całej chmary ludzi, skoro w losie sióstr skupia się już cały świat. Karim Aïnouz stawia na subtelne budowanie napięcia, mozolne przepracowywanie kolejnych zagadnień, by dopiero na samym końcu uderzyć w sam środek serca odbiorcy. Cios to na tyle celny, że przełamie niejeden chłód.


4/5


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.