“Zwierzęta” – Recenzja

Widzowie długo musieli czekać na kolejny film Grega Zglińskiego, wszak zrealizowany przez niego Wymyk miał premierę w 2011 roku. Polski reżyser zniknął z orbity zainteresowań, próbując swoich sił głównie na niwie serialowej. Powrót na wielki ekran może jednak zaliczyć do udanych. Zaprezentowane przez niego Zwierzęta to dzieło nietuzinkowe, garściami czerpiące z dokonań największych twórców, na którym odciśnięte zostało również autorskie piętno.

Nie można powiedzieć, aby małżeństwo Anny (Birgit Minichmayr) oraz Nicka (Philipp Hochmair) należało do udanych. Powiększa się dystans między parą, mnożą kolejne nieporozumienia i nie widać, aby którekolwiek z nich zatrzymało ten bolesny pochód ku ostatecznej porażce. Ona podskórnie czuje, że jest zdradzana, natomiast on próbuje robić dobrą minę do złej gry, stanowczo zaprzeczając wszelkim insynuacjom. Wydaje się, że zaplanowany półroczny wyjazd do Szwajcarii jest dla nich ostatnią deską ratunku. Odizolowanie się od trującej atmosfery, oddalenie od podejrzanej sąsiadki z trzeciego piętra, pobyt sam na sam i skupienie obojga na pisanych przez nich książkach – z tych czterech składników składa się recepta mająca pomóc w odzyskaniu zdrowia przez małżonków.

Już od pierwszych scen filmu budowana jest przez reżysera atmosfera tajemniczości. Ubrana w czerwoną sukienkę, wspomniana wyżej sąsiadka, wypada przez okno, by kamera później spostrzegła, że na bruku nie ma żadnych zwłok. Znajoma pary, opiekująca się mieszkaniem pod ich nieobecność, zostaje rozpoznana przez innego mężczyznę jako jego kochanka, mimo że ona twierdzi, iż widzi go po raz pierwszy w życiu. Martwa rybka pływająca w akwarium, zamknięte drzwi skrywające sekret, wściekła czerwień świateł w tunelu, przez który przejeżdża małżeństwo – Zgliński bombarduje zmysły odbiorców różnymi bodźcami, niemalże od razu wytrącając z poczucia bezpieczeństwa i zapraszając do zabawy w układanie fabularnych puzzli. Okazuje się bowiem, że pobyt Anny i Nicka w Szwajcarii również okupiony jest wieloma przykrymi niespodziankami i nadnaturalnymi wydarzeniami, niepozwalającymi zapomnieć o problemach małżeńskich. Zachowanie mężczyzny wciąż nie jest akceptowalne, niedopowiedzenia rujnują pozorną sielankę, zaś w świadomości kobiety rodzą się kolejne podejrzenia o zdradę. A doznany w trakcie podróży uraz głowy, powstały w wyniku drobnej kolizji, li tylko potęguję u niej poczucie zagubienia i oszołomienia.

Zobacz również: Recenzję “Zabójczych Maszyn”

Twórca mozolnie buduje konstrukcję, niepozostawiając niczego przypadkowi. Mimo że struktura scenariusza opiera się głównie na plączącej się między kadrami tajemnicy, to nie jest ona tak naprawdę najważniejsza przy odbiorze tej produkcji. Naturalną skłonnością widzów jest dekodowanie znaczeń i rozplątywanie fabularnych węzłów, niemniej jednak to bohaterowie są najważniejszym elementem Zwierząt, to na ich przepływach emocji i napięciach przede wszystkim skupia się reżyser. Sekrety i niedopowiedzenia są jedynie zgrabnymi dodatkami, przykuwającymi uwagę oraz uatrakcyjniającymi przekaz. Natomiast relacja Anny i Nicka ukazana jest w sposób znakomity. Praca kamery jest w tym przypadku niezwykle istotna. Wprawdzie wnikliwie rejestruje zarówno aspekty życia codziennego, jak i momenty konfliktowe, ale przede wszystkim jej spojrzenie pozbawione jest obiektywizującego charakteru. Nie sposób ustalić, kto mówi prawdę, które wydarzenie faktycznie miało miejsce, a które jest jedynie wykwitem fantazji czy chorego snu.

Wykorzystane przez Zglińskiego chwyty zostały zapewne podejrzane u Polańskiego czy Lyncha, ale podobna taktyka w ostatnich miesiącach została również wykorzystana przez Jagodę Szelc czy Yorgosa Lanthimosa. Chodzi o takie postrzeganie rzeczywistości, w którym obserwowana powierzchnia pęka od utajonych lęków i frustracji; w którym “realność” funkcjonuje na takich samych zasadach, co mit czy religia. Świat w Zwierzętach również składa się z przemieszanych elementów dnia codziennego i narastającej grozy, z wydarzeń “zwyczajnych”, jak również posiadających swój rodowód w psychoanalitycznej symbolice. Z tym że u Polaka pojawia się taki problem, że nie oferuje on widzom klucza, za pomocą którego będzie można jednoznacznie odróżnić jawę od snu. Nie będzie powtórki z Mulholland Drive, nie będzie powtórki z Sieci popołudnia autorstwa Mai Deren. Autor momentami nawet zapętla niektóre fakty, przedstawiając je w przeróżnych konstelacjach, oświetlając je z różnych stron, co może prowadzić do wysnuwania przez odbiorców sprzecznych wniosków, a nawet zdarza się, że bohaterowie antycypują wydarzenia mające się wydarzyć w niedalekiej przyszłości.

Zobacz również: Klasykę z Filmawką, opisującą “Ptaśka”

Wydaje się, że Zgliński zachęca widzów do porzucenia, tak często wykorzystywanych, racjonalnych narzędzi poznawczych i skupienia się na przedstawianym małżeńskim dramacie. Bo gdy tajemnice odejdą na bok, gdy uwaga nie będzie skupiona na poszukiwaniu pasujących do siebie fabularnych elementów, to na plan pierwszy wysunie się tragedia ludzi samotnych, niepotrafiących nawiązać nici porozumienia, niekiedy impulsywnie łapiących ostatnie chwile miłości, jakie im zapewne pozostały. Twórca mówi o bolączkach ludzi uwikłanych w sieci podejrzeń i wzajemnych oskarżeń, notorycznie karmiących się kłamstwami i jednocześnie fałszywie wierzących w to, że zawsze znajdzie się odpowiedni moment na naprawę zniszczeń i wyzbycie się problemów. Zwierzęta to boleśnie prawdziwy raport na temat stanu ludzi zakleszczonych w matni oszustw, wprzęgniętych w wieczne koło zdrad i uników, pokładających nadzieje w leczniczą moc upływającego czasu, gdy tymczasem tykające sekundy nie są lekarstwem, lecz słodką, mamiącą zmysły trucizną.

Omawiany film nie jest wolny od wad. Można czasami ponarzekać na grę aktorską pary głównych bohaterów, można niekiedy zżymać się na nadmierne zapatrzenie autora na dzieła mistrzów, niemniej jednak nie można odmówić Zglińskiemu odwagi przy tworzeniu swojego dzieła. Nie skupił się jedynie na fabularnym fiku-miku, a umiejętnie połączył tajemnicę z doświadczeniami bliskimi dla wielu widzów. Ożenił symbolikę z intymną historią zagubionego małżeństwa, co nie zaowocowało mezaliansem, lecz zgranym duetem. Zwierzęta to przykład kina, jakiego chciałoby się jak najczęściej doświadczać. Jednocześnie wymagającego i przystępnego, sięgającego po trudne tematy, lecz niestroniącego od czułej ironii wobec bohaterów, zanurzonego w konwencji, a mimo to odrobinę kpiącego z wykorzystywanych zasad. Zwierzęta to przykład kina, jakiego chciałoby się częściej oglądać na polskich ekranach.

3.5/5


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.