Zdrój

“Zdrój” [RECENZJA]

Wystarczyło mieć zlajkowanych kilka fanpejdży na Facebooku, by już od początku roku zostać zaatakowanym przez całkiem sporą kampanię reklamową. Na tygodnie przed premierą Zdroju autorstwa Barbary Klickiej (wydanego przez Wydawnictwo W.A.B.) pojawił się szereg pochlebnych opinii recenzentów oraz sponsorowanych reklam, jednogłośnie stawiających tę prozę pośród najważniejszych tytułów, jakie w najbliższym czasie mają się pojawić na polskim rynku. Człowiek to podejrzliwa bestia, przekornie nie ufa uznaniom przez aklamację, co w tym przypadku pomogło w zbudowaniu buforu bezpieczeństwa chroniącego przed ogromnym rozczarowaniem.

Historia zaczyna się od przyjazdu trzydziestoparoletniej Kamy do uzdrowiska w celu poprawy zdrowia. To jej pierwsza wizyta w tym przybytku, lecz nie pierwsza kuracja, jakiej przyszło jej doświadczać. Klicka przeplata dwa plany czasowe, prezentując losy dorosłej bohaterki i wracając do jej dziecięcych czasów, gdy również odwiedzała takie pensjonaty, gdy ciało odmawiało posłuszeństwa i potrzebowało naprawy. Perypetie kobiecej Kamy nakładają się na jej dziewczęce doświadczenia, tworząc w zamierzeniu kompleksowy, pełniejszy obraz postaci, której życie na zawsze zostało naznaczone piętnem choroby.

Wydaje się jednak, że Zdrój nie sięga daleko poza gazetowe reportaże traktujące na temat uzdrowisk pokroju Ciechocinka. Niby pierwszoosobowa narracja daje wgląd w emocje bohaterki, lecz to nie prowadzi do nakreślenia zaskakujących wniosków. Wykorzystywane figury są tu dość typowe: jest odgórnie ustalony plan dnia naszpikowany kolejnymi zabiegami, są lekarze niesłuchający i mający za nic swoich pacjentów, jest poczucie izolacji, rozpływania się w upływającym czasie, a także seksualnego pobudzenia i poszukiwania tymczasowym partnerów do alkowy. Uzdrowisko funkcjonuje na własnych zasadach, są tajemne hasła, porozumiewawcze mrugnięcia okiem, panuje atmosfera, jak gdyby istniejące w “realnym” życiu granice na chwilę przestały obowiązywać. Podszyte jest to wszystko dziecięcą beztroską i świadomością, że ulega się pewnego rodzaju zniewoleniu. A pośród tego porusza się Kama, niesie na barkach chore ciało i stara się odnaleźć w nowym świecie, tak znajomym i jednocześnie tak odległym.

Zdrój Barbara Klicka

Prowadzona przez Kamę narracja pozornie przypomina pełen skojarzeń strumień świadomości, gdyż “zwyczajny” ruch myśli zostaje wyparty przez literackie wtręty. Nie ma poczucia obcowania z głosem bohaterki, lecz z jej powieściowym odzwierciedleniem, upstrzonym dla efektu powtórzeniami i dziwnościami. Pełno tu “aha, myślę; aha, mówię”, słówek typu “że tak powiem”, zdań przerywanych w połowie, by po kropce pojawiały się kilkuwyrazowe dokończenia. Lakoniczność jest zaledwie zabiegiem formalnym, nie ma ścisłego związku z opisywanymi wydarzeniami, nie pulsuje znaczeniami, jak chociażby w Psach ras drobnych. Również drugi plan czasowy, związany z dzieciństwem Kamy, jest najczęściej powtórzeniem wniosków wyciąganych przez dorosłą bohaterkę. Mało w tej historii “mięsa”, mało obrazów, w których czytelnik mógłby dostrzec zmiany zachodzące w obrębie jednej osoby.

Powieść Barbary Klickiej przypomina geriatryczną wariację na temat Lotu nad kukułczym gniazdem lub Czarodziejskiej góry, obowiązkowo zresztą, choć nie wprost, przypomnianej, gdyby komuś się nie skojarzyło. Wprawdzie nie ma demonicznej siostry Ratched, lecz i tak bohaterka czuje się wprzegnięta w odwieczne koło przemocy i podległości władzy, w tym przypadku uosabianej głównie przez masażystę Mariuszka, który w kuracjuszkach widzi materiał do seksualnych ekscesów.

I chyba tylko tutaj pisarka osiąga sukces. Przekomarzanki Kamy ze współlokatorkami, ich pytania o dzieci, wsadzane szpile ze względu na pochodzenie (bohaterka jest z Warszawy), to wszystko jest błahe i pachnie codziennością. Tymczasem toksyczne relacje z masażystą, od którego zależy jakość leczenia, który jednym mocniejszym naciskiem może wywołać szkody na ciele Kamy, to te momenty przypominają, o co toczy się walka. Dopiero w takich chwilach styl autorki ma swoje uzasadnienie, gdy odległe metafory i niedopowiedzenia służą jako unik przed czołowym zderzeniem z tragizmem. Klickiej znakomicie udaje się grać białymi plamami, gdy pomijane szczegóły ujawniają, jak bardzo historia postaci, ale też sposób postrzegania tej historii przez czytelnika, jest zależny od uprzedzeń i domysłów.

Zdrój dosyć dobrze wpisuje się w ciąg kolejnych minipowieści dotyczących kobiecych losów i ich walki o uprzedmiotowienie. Niestety osobiste doświadczenia bohaterki zostają przykryte nieciekawą frazą i wyświechtanymi wnioskami. Styk władzy i przemocy jest naświetlany przez wielu twórców, toteż wybicie się ponad dominującą narrację wymaga czegoś więcej, przełamania, spojrzenia z innej perspektywy, odkrycia nowych zależności. Tym razem się jednak nie udało.


Tytuł: Zdrój
Autorka: Barbara Klicka
132 strony
Wydawnictwo: W.A.B.
Warszawa 2019


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.