Advertisement
Recenzje

“Przemiana” – Recenzja

Marcin Kempisty
Przemiana

“Młodości – ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie, kto cię stracił” – chciałoby się sparafrazować tekst pewnego poety, gdy po wyrwaniu kolejnej kartki z kalendarza z rozrzewnieniem wspomni się chwile rajskiej ułudy. Już o zieleńszej trawie czy jaśniejszym słońcu nie trzeba wspominać, wystarczy posłuchać piosenki Pink Floydów. Nie jest jednak tajemnicą, że smak młodości dopiero z czasem się wysładza, bo gdy człowiek jest w wirze nastoletnich wydarzeń, w trakcie hormonalnej burzy i naporu, to wydaje się, że ten okres jest zdecydowanie najgorszy. Zbyt wiele emocji, za mało doświadczenia, a w dodatku jeszcze istnieje ta świadomość, że jeżeli dana szansa nie zostanie wykorzystana, to następna na pewno już się nie pojawi. Twórcy Miranda Harcourt Stuart McKenzie naszkicowali filmem Przemiana ten przedziwny epizod ludzkiego losu, lokując swoją opowieść na styku realizmu, baśniowości oraz psychoanalizy.

Kilkunastoletnia Laura (Erana James) już na samym początku filmu stwierdza, że nie wierzy w baśnie. Życie na tyle ją doświadczyło, że stosunkowo szybko poznała smak goryczy. Żadne opowieści o wróżkach czy wiedźmach nie są w stanie przekonać ją, że istnieje inny rodzaj rzeczywistości. Jest tylko bolesne “tu i teraz”, przedstawiane dosyć schematycznie przez reżyserów. Ojciec dziewczyny zmarł przedwcześnie, matka pracuje od rana do nocy, więc to na barkach Laury spoczywa obowiązek opieki nad młodszym bratem. Kamera nie przygląda się szczegółowo otaczającej bohaterkę rzeczywistości, ale daje się wyczuć chęć do chociażby drobnego nakreślenia tła społecznego przez autorów.

Przemiana
kadr z filmu “Przemiana”

Zawiązanie akcji następuje poprzez pojawienie się tajemniczego mężczyzny (Timothy Spall), który zostaje napotkany przez wędrującą Laurę i jej brata. Nieznajomy “zaprzyjaźnia się” z chłopcem, aż w końcu przystawia do jego ręki pieczątkę. W ten sposób go naznaczy, co wywoła lawinę katastrofalnych wydarzeń. Organizm młodzieńca będzie z czasem coraz bardziej słabnąć, zaś Laura odkryje w sobie magiczne zdolności, które pomogą jej uratować krewnego przed ciemnymi mocami.

Przeczytaj również:  "Potwór" - cyberpunk i przekleństwo pamięci [RECENZJA]

Przemiana to rodzaj produkcji często pojawiającej się w polskich stacjach telewizyjnych na przełomie stuleci. Niski budżet, pomysł na fabułę zaczerpnięty z wielu wcześniejszych dzieł, walka dzieciaków ze złem w gatunkowych szatach pseudo-fantasy i znana twarz przyciągająca widzów – to cechy charakterystyczne tego “nurtu”. Twórcy zadbali niekiedy o przyjemne dla oka tło wydarzeń, wszak krajobraz Nowej Zelandii zawsze ślicznie prezentuje się na ekranie, więc pojawia się możliwość wizualnego “doświadczenia” młodości dzięki jasnym kadrom, wszechogarniającej zieleni i częstym zbliżeniom na nastoletnie twarze aktorów. Trzęsąca się kamera dodaje realizmu, a soundtrack podkreśla młodzieżowy charakter produkcji. Cóż jednak z tego, skoro od filmu wieje niemalże amatorszczyzną. Charaktery postaci przedstawione są ledwie szkicowo, więc z żadnym emocjonalnym przeżywaniem ze strony widza mowy być nie może. Fabuła składa się z samych schematycznych rozwiązań, więc z góry można przewidzieć rozwój wypadków, a postać grana przez Timothy’ego Spalla jest tak mroczna, jak gdyby została wyrwana z animowanego Scooby’ego Doo.

Przemiana
kadr z filmu “Przemiana”

Największą wadą Przemiany jest bowiem nieumiejętność określenia grupy docelowej tego filmu. Może i szkolny kolega bohaterki jest ucharakteryzowany na Roberta Pattinsona ze Zmierzchu, ale brak wątku miłosnego czy brak efektów specjalnych to defekty trudne do zaakceptowania przez młodszego widza. Starsi również nic tutaj nie odnajdą, skoro przemiana głównej bohaterki przedstawiona jest tak, jak gdyby twórcy trzymali na kolanach podręcznik do psychologii i dosłownie przenosili wiedzę teoretyczną do scenariusza. Wypada to tak nienaturalnie, że poważne problemy Laury przeistaczają się w niezamierzony kicz. Kolejne minuty mijają i do końca filmu z ekranu nie padnie odpowiedź, po co ten film tak naprawdę powstał. Niby to trochę fantasy, niby historia o bolesnym wchodzeniu w dorosłość, ale brak jednorodnej stylistyki nie przyniesie reżyserom sukcesu. Już historia Gerdy i Kaja z Królowej śniegu była znacznie lepiej opowiedziana, więc jeżeli nie ma się nic więcej do dodania, to czasami warto pomilczeć.

Przeczytaj również:  "Cząstki kobiety" - pustka zapełniana metaforami [RECENZJA]
Zobacz również: Quentin Tarantino: Zestawienie 5 najlepszych filmów

Miranda Harcourt Stuart McKenzie wybrali jednak mówienie i oto powstała Przemiana. Na szczęście jest to na tyle krótki film, że bez większych problemów można przez niego przebrnąć, zwłaszcza że Erana James spisała się naprawdę przyzwoicie. Timothy Spall włączył autopilot i niczego poważniejszego z siebie nie wykrzesał, natomiast młoda aktorka udźwignęła ciężar pierwszoplanowej postaci, radząc sobie przy okazji z przeszkodą w postaci nieudolnego scenariusza. Wydaje się, że jeżeli już ktoś usilnie chce zobaczyć tę produkcję, to może to zrobić właśnie dla tej dziewczyny. W przeciwnym razie zdecydowanie można odpuścić sobie ten film i wrócić do równie fatalnego Zmierzchu, bo tam przynajmniej pojawiają się piosenki zespołu Muse.


Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.