Advertisement
Literatura

Książka “Szaflarska. Grać, aby żyć” [RECENZJA]

Marcin Kempisty

“Danusia miała w sobie siłę, która działała w wielu kierunkach. Jak się wkurzała na kogoś, to krew odpływała do stóp, czasami wystarczyło jedno jej słowo, a od razu szło w pięty. A jak kochała, to zalewała swoją miłością pół miasta – człowiek był wtedy szczęśliwy” (s. 299) – w taki sposób aktorka Magdalena Kuta celnie podsumowuje życie Danuty Szaflarskiej, niekwestionowanej damy polskiego kina i teatru. Wiele podobnych zdań można odnaleźć w napisanej przez Katarzynę Kubisiowską książce “Szaflarska. Grać, aby żyć” opublikowanej przez Wydawnictwo W.A.B.

Najłatwiej zaklasyfikować tę pozycję do katalogu prac biograficznych, w których celem jest odkrycie “prawdy” na temat omawianej postaci. Nie inaczej jest w przypadku książki Kubisiowskiej, aczkolwiek pojawiają się tu także pewne urozmaicenia, mogące być różnie oceniane w zależności od predyspozycji czytelnika. Obok stricte biograficznych relacji, często pojawiają się także głosy ludzi bliżej zaprzyjaźnionych z Szaflarską. Z tego też względu autorka traci (chociaż nie wydaje się, by jej to przeszkadzało) dystans krytycznego skryby, gdy zarówno sama angażuje się emocjonalnie w całe przedsięwzięcie, jak również pozwala osobom trzecim, by wniosły osobisty ładunek przeżyć na łamy trzystustronnicowej pracy. Komu to nie wadzi, ten poczuje się od razu jak w domu.

Losy Danuty Szaflarskiej to dwa szeroko omawiane epizody – wojenny oraz związany z zaawansowaną starością – zaś reszta życia była do tej pory nieodkrytą, dziewiczą przestrzenią znaną tylko garstce ludzi. Kubisiowska idzie podobnym tropem, koncentrując się głównie na wstępie i zakończeniu losów bohaterki, zaś środkową część życia omawia przy pomocy kilku relacji przyjaciół i córek. Odrobinę to rozczarowujące, wszak to są właśnie te nigdy niedotykane epizody, których poznanie mogłoby rzucić jeszcze inny rodzaj światła na Szaflarską. Wielka szkoda, że po lekturze nadal pozostaje pewien niedosyt i poczucie, że status quo zostało zachowane, a co było ukryte, nadal ukrytym pozostaje.

Ale za to dzieciństwo oraz życie po dziewięćdziesiątce ujęte są w konkretny, udokumentowany, acz niepozbawiony delikatnej nutki liryzmu sposób. Kubisiowska powoli opisuje wczesne lata spędzone przez Szaflarską w Kosarzyskach, kreśli dzieje przodków, plastycznie oddaje charakter zamieszkiwanej przez nią okolicy. Narracja nie jest prowadzona chronologicznie – jako że kobieta w przyszłości wybuduje w rodzinnej miejscowości dom (stary zostanie wcześniej zniszczony), to w międzyczasie wplątane są wypowiedzi również innych osób zapraszanych przez Szaflarską do tego miejsca. Kosarzyska staną się legendarne wśród znajomych aktorki, niektórzy z nich, jak Lech Łotocki, nawet osiądą na dłużej na tej ziemi. 

Przejmujące są wątki związane z II wojną światową, kiedy to poczucie ogromnej niewiadomej mieszało się z nadzieją na to, iż bitewna zawierucha szybko się skończy. To również okres, w którym Szaflarska, po ukończeniu studiów w czerwcu 1939 roku, stawia swoje pierwsze profesjonalne kroki na teatralnych deskach. Najpierw wybiera Wilno, ze względu na renomę placówki oraz obawę, że w warszawskich instytucjach będzie grać tylko ogony. To właśnie na ścianie wschodniej zastaje ją wojna, lecz mimo to gra dalej, gra, ile to tylko możliwe, by dać wytchnienie zmartwionym mieszkańcom. Kto wie, jak by się potoczyły losy młodej Szaflarskiej, gdyby nie matka, która piechotą przeszła drogę z Warszawy do Wilna, by donieść córce niezbędne dokumenty do dalszego funkcjonowania i uniknięcia represji ze strony agresorów. 

Wiele stron siłą rzeczy Kubisiowska poświęca epizodowi powstańczemu, kiedy to Szaflarska brała czynny udział w działaniach prowadzonych przez Armię Krajową w trakcie Powstania Warszawskiego. Przejmujące są te momenty, w których, na podstawie starych wywiadów, autorka rekonstruuje obraz zniszczonej stolicy. Szaflarska będzie w przyszłości często wracać do tych momentów ze swojego życia, opisując życie codzienne, makabryczne widoki zmarłych ludzi, ale także trudy związane z opieką nad dopiero co urodzoną córką Marią.

Czytelnicy zainteresowani historią polskiego kina powinni zwrócić szczególną uwagę na rozdział poświęcony pierwszym produkcjom, które z Szaflarską w roli głównej pojawiały się na wielkim ekranie. “Zakazane piosenki” nadal są kultową pozycją, regularnie emitowaną w telewizji. Z tego też względu książka “Szaflarska. Grać, aby żyć” daje szansę na zerknięcie za kulisy powstawania tego tytułu, bowiem autorka dosyć szczegółowo omawia proces realizacji, a także okoliczności, w jakich Szaflarska została wytypowana do zagrania głównej roli. To samo tyczy się także znacznie późniejszych dzieł, gdzie aktorka miała możliwość przedstawić się z jak najlepszej strony. “Pora umierać” i “Inny świat” to filmy, w których na nowo objawiła się wielka gwiazda nestorki polskiego kina. Dzięki rozmowom przeprowadzonym z reżyserką tych filmów, Dorotą Kędzierzawską, na światło dzienne wychodzi wiele interesujących anegdot dotyczących sposobu pracy Szaflarskiej, ale także jej podejścia do historii, polityki oraz własnego ciała.

Anegdoty – to nimi właśnie usłane są kolejne stronice biografii. W większości z nich, jak mantra, powtarzane są słowa o wielkości, dobroduszności i niesamowitym poczuciu humoru bohaterki książki. Przytaczanych jest wiele przykładów zaświadczających o jej niesamowicie pozytywnym podejściu do życia. Mimo wszystko, brakuje chwilami odautorskich przypisów do tych wspominków, zwłaszcza gdy przytaczane są epizody rzucające cień na pozłacany posąg Szaflarskiej. Maria Maj mówi “Danusia, mam wrażenie, opowiadała to [obrazy wojennego horroru – M.K.] specjalnie, podejrzewam, by właśnie na dziewczynkach [aktorkach TR Warszawa – M.K.] wywrzeć wrażenie” (s. 125). Czy ten passus nie doprasza się o skomentowanie? Albo coś takiego: “W “Uroczystości” grała z Gustawem Lutkiewiczem. Miałam ją odprowadzić na scenę, ale byłam akurat zajęta, Danusia nie poczekała na mnie po schodkach zeszła sama. Dogoniłam ją, gdy już stała na dole. Mówi: “Ela, co on? Gustaw mi rękę podaje, a ja mu mówię: “Odpierdol się ode mnie!”” (Elżbieta Kołtonowicz, s. 196-197).

Żeby była jasność: nie chodzi o usilne zrzucanie kogokolwiek z cokołu, raczej o trójwymiarowe przedstawienie omawianej postaci, w którym nie brakowałoby również trudniejszych elementów. Jasne, jest to niezwykle trudne zadanie, zważywszy na autorytet Szaflarskiej, jak również na to, że przy tworzeniu książki uczestniczyły córki bohaterki. Trzeba wyszukiwać złotego środka, unikać konfrontacyjnego tonu, ale jednak przemycać niewygodne treści. Kubisiowska momentami rejteruje, zwłaszcza przy okazji omawiania spraw zawodowych, oddając głos zapatrzonym w Szaflarską przyjaciołom-współpracownikom: Grzegorzowi Jarzynie, Marii Maj, czy Magdalenie Kutej.

Warto jednak uczciwie oddać autorce, że przy opisywaniu spraw rodzinnych potrafi zestawić ze sobą sprzeczne narracje, pozbywając się apologetycznego tonu. Zwłaszcza historie związane z wychowaniem córek świadczą o tym, że Szaflarska była po prostu człowiekiem, czasami popełniającym błędy, także czasami raniącym najbliższych. 

“Szaflarska. Grać, aby żyć” to pozycja niezwykle potrzebna na rynku wydawniczym, uzupełniająca wiedzę na temat jednej z najciekawszych postaci w historii polskiego teatru oraz kina. Największą jej zaletą są przede wszystkim wyznania wielu osób spisane przez Katarzynę Kubisiowską. Autorce udało się zachęcić do szczerości i przytoczenia co “pikantniejszych” dykteryjek, dzięki czemu lektura potrafi ubawić oraz wzruszyć barwnością opisów. Może czasami jest to laurka ku czci wychwalanej kobiety, ale może też być tak, że Szaflarska po prostu była wyjątkową kobietą, pełną pasji i głodu życia, a wszelkie utyskiwania autora recenzji wynikają tylko ze smutku, że nie udało mu się nigdy zobaczyć aktorki na deskach teatru, czego do dzisiaj bardzo żałuje. Bo myślał, że jeszcze będzie mieć na to czas, skoro aktorka żyje już ponad sto lat. Teraz pozostają już tylko wyrzuty sumienia, a także książka Katarzyny Kubisiowskiej, która tę pustkę bardzo skutecznie wypełnia.

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.