Advertisement
FelietonyPublicystyka

Kempisty: Grozi nam kulturowa rewolucja [FELIETON]

Marcin Kempisty
Źródło usatoday.com

Zacznijmy od sprawy najważniejszej: głównym elementem walki z epidemią jest uratowanie przed śmiercią jak największej liczby ludzi. To nad tym zagadnieniem opinia publiczna będzie pochylać się w najbliższych miesiącach, śledząc losy każdego, u kogo zostanie stwierdzona obecność koronawirusa w organizmie. Odłóżmy jednak kwestie zdrowotne na bok – pozostaje nam trzymać kciuki za całą opiekę medyczną, polską i światową, bo bez nich będzie tylko gorzej.

Zajmijmy się kwestiami kulturowymi, być może w tym momencie trzeciorzędnymi wobec chorobowego kataklizmu, niemniej jednak te tematy prędzej czy później również pojawią się na tapecie. Nie chodzi tylko o kontekst biznesowy, choć od niego wiele będzie zależało. Bardziej mnie interesuje kontekst “świadomościowy”, to znaczy na ile obecna sytuacja wpłynie na nastawienie artystów do życia i społeczeństwa, na ile niewidoczny dla oka wirus zmieni sposób myślenia tych ludzi, których widownia darzy szacunkiem oraz zaufaniem.

Nie ulega wątpliwości, że w świecie kultury nastąpi finansowe tąpnięcie. Zostaną zamknięte kina, z rynku wycofa się kilku producentów, część aktorów, reżyserów i innego rodzaju pracowników stanie przed widmem bankructwa. Dojdzie do masowych zwolnień, a rynek jeszcze bardziej się skurczy, co na przykład dla polskiego środowiska zwiastuje kruche czasy. Gdy dodamy do tego agresywniejszą ekspansję platform streamingowych, czego najlepszym przykładem jest szybka premiera Sali samobójców. Hejtera na Playerze, to bez cienia zawahania można postawić tezę, że stoimy u progu epokowych zmian, które (po raz kolejny) przeorają relację między twórcami a widzami. Jeżeli tak głośny film, jak na nasze warunki, jest bez zbędnej zwłoki bezpośrednio dostarczony pod strzechy, to być może również w “normalnych czasach” okres między premierą kinową a streamingową także ulegnie skróceniu. A to niechybnie oznacza śmierć kin. Co z kolei oznacza, że rozpocznie się agonia pewnego rodzaju doświadczania sztuki, z jakim mamy w tym momencie do czynienia. Kolektywne oglądanie tych samych ruchomych obrazków jeszcze bardziej stanie się wyalienowaną, dokonywaną w oderwaniu od reszty świata, formą spędzania czasu.

Źródło Paul Clarke / Flickr

Inna sprawa dotyczy kwestii intelektualnych. Zróbmy bowiem krok wstecz i spójrzmy na krajobraz tuż przed katastrofą. Oczywiście, nie sposób wyciągnąć przed nawias cech wspólnych charakteryzujących wszystkich ludzi kina. Każdy reżyser i reżyserka posiada własny kod wypowiedzi, własne doświadczenia i własne recepty na bolączki, z jakimi muszą się zmierzyć współczesne społeczeństwa. Można jednak pokusić się o wyznaczenie kilku kluczowych tematów, wokół których rozgorzały w ostatnich miesiącach największe dyskusje.

Na pewno większość artystów wyraża co najmniej sceptycyzm wobec aparatu państwa. Kto, jak nie właśnie ludzie sztuki potrafią wypunktować wszelkie wypaczenia na linii jednostka – masa, ostrzegać przed niebezpiecznymi zmianami zachodzącymi w powszechnej świadomości, naświetlać te rejony, w których szczególnie szerzy się niesprawiedliwość. Być może czasami autorzy są za bardzo zafiksowani na doszukiwaniu się problemów, przez co nie potrafią pokazać szerszego kontekstu, tylko stawiają na brutalny, pozbawiony subtelnej retoryki przekaz, niemniej jednak ich rola jest niebagatelna dla systemu, w jakim przyszło nam funkcjonować. Sztuka nie zmienia niczego z dnia na dzień, ale bez niej wszelkie poważniejsze rewolucje nie byłyby możliwe.

W poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie, co przyniesie los, naturalnie obracamy się w stronę przeszłości – poszukujemy analogii z grypą hiszpanką, być może niektórzy nawet zaczną porównywać sytuację do holokaustu, przy zachowaniu oczywiście wszelkich proporcji. Na pewno zostanie podjęty wysiłek zinterpretowania kataklizmu w kontekście społecznym, kulturowym, filozoficznym. Domyślam się, że wśród wielu osób pojawi się poczucie “wyzerowania” pewnych obowiązujących zasad, które będzie trzeba na nowo sformułować.

Spójrzmy na to w ten sposób: mamy 2020 rok, ludzie marzą o podboju kosmosu, lada dzień mają stanąć w ostatecznej walce przeciwko radykalizującym się zmianom klimatycznym, a wystarczy wirus, by ogólnoświatowa gospodarka stanęła w miejscu. Śnimy na jawie o przekroczeniu granicy człowieczeństwa, a tymczasem pojawia się epidemia, która sprowadza ludzkość do właściwego położenia, do poziomu Pascalowej “najwątlejszej w przyrodzie trzciny”. 

Paradoksalnie, popkultura dosyć dobrze przewidziała ten stan – maniakalno-depresyjną autorefleksję człowieczeństwa – dając widzom namiastkę sielanki, wyciszając te lęki w perfidny sposób. Kino superbohaterskie to nie tylko strzelanki napakowanych herosów, to także zwizualizowane projekcje ludzkiej bezsilności. Gdy planecie grozi zagłada, gdy nadciąga przepotężny antagonista, wtem na arenie pojawiają się protagoniści uzbrojeni w czary, niezniszczalne zbroje, a przede wszystkim hart ducha pomagający w przekłuwaniu doznawanego cierpienia w siłę. Jestem ciekaw, czy kiedykolwiek powstaną poważniejsze badania na temat korelacji między finansowymi sukcesami filmów Marvela a społecznym odbiorem rzeczywistości.

Gdybym miał jednak pokusić się o, być może kontrowersyjną tezę, to triumfalny pochód przez wielkie ekrany Iron Mana, Kapitan Marvel i reszty towarzystwa połączyłbym z pogłębiającą się niewiarą w możliwość przezwyciężenia kłopotów, z jakimi lada moment zderzy się gatunek ludzki. Kino superbohaterskie pozwala uwierzyć w potęgę jednostek zdolnych do przekraczania barier, za pomocą kina superbohaterskiego zawieszana jest nadzieja w demokratyczny porządek, którego przedstawiciele zdolni są podejmować odważne decyzje w obronie przed katastrofami. To nie przypadek, że światowe rządy nie biorą udziału w wojnie przeciwko Thanosowi, bo nie mają w sobie “genu radykalizmu”, są uwiązane obowiązującymi regulaminami, przez co nie potrafią podejmować szybkich decyzji w trudnych czasach.

Niewiara w normy prawne zdolne przysłużyć się walce z kataklizmami znakomicie rymuje się z obecną sytuacją. Okazuje się, że demokratyczne tryby nie kręcą się tak szybko, by nadążyć za dynamiką rzeczywistości. Znamienne, że, tak przynajmniej można sądzić na podstawie internetowych komentarzy, część polskiego społeczeństwa boi się upadku państwowych struktur, przede wszystkim niewydolności opieki medycznej. Jednocześnie w tym samym momencie wywyższany jest minister Szumowski, którego cechą charakterystyczną stają się podkrążone oczy.

Powtórzę raz jeszcze – nie chodzi o ocenę polityczną jego działań. Bardziej zależy mi na podkreśleniu mechanizmu, za pomocą którego formułuje się “herosów”. Czy ktokolwiek bada, na ile działania europejskich polityków są zgodne z obowiązującym prawem? Czy ktokolwiek zastanawia się, jaki reżim prawny będzie obowiązywać po tych nadzwyczajnych okolicznościach? Obawiam się, że nie, bo liczy się walka z wrogiem, a jak wiemy, na wojnie wszystkie chwyty są dozwolone.

Ale epidemia, prędzej czy później, minie. Wróci czas pokoju, wrócą (?) wcześniej obowiązujące prawa. Trzeba będzie jakoś uporządkować życie codzienne, tak skutecznie przeorane przez obostrzenia, zakazy i innego rodzaju regulacje wprowadzane przez państwo. Jak będzie wyglądać nowy świat?

Iron Man
fot. Kadr z filmu Iron Man 3

Do tej pory spotkaliśmy się z dwoma modelami walki z epidemią – zamordystycznym chińskim i “liberalnym” brytyjskim. Gdzie bardziej państwo przykręcało śrubę obywatelom, tam odnotowano większą skuteczność w walce z koronawirusem. Gdzie sobie pofolgowano i liczono na “zdrowy rozsądek” obywateli i budowanie powszechnej odporności, tam się przeliczono i teraz sposób sprawowania władzy skręca w stronę pierwszego modelu. Idea silnego państwa zwyciężyła. Jednostki udowodniły, że bez bata nad głową nie są w stanie same z siebie wykrzesać odrobiny poświęcenia dla dobra ogółu. Tymczasem państwo pokazuje, że im większa władza, tym lepsze efekty. Teraz to się sprawdza, ale po epidemii również przecież będzie istniało życie

Jednocześnie przypominam, że za rogiem czai się kolejny, równie groźny przeciwnik – kryzys klimatyczny – przeciwko któremu będzie trzeba wytoczyć najprawdopodobniej jeszcze potężniejsze działa. Obecnie umierają tysiące osób na całym świecie, rodziny pogrążają się w żałobie, gospodarka zwalnia, urealnia się wizja potężnej recesji, ale postępujące globalne ocieplenie również nie będzie łaskawe dla ludzkości.

Drugie przypomnienie – polski sektor kultury jest chronicznie niedofinansowany.

Wróćmy teraz do problemu zarysowanego na początku tekstu – skoro silna, nieznosząca sprzeciwu władza wygrywa z kryzysami, to czy wolność słowa, krytyczne podejście wobec państwowego aparatu przymusu, lub demokracja mogą w tych warunkach przetrwać? W czasie epidemii drastyczne rozwiązania są skuteczne, ale czy mamy pewność, że po rozwiązaniu obecnych kłopotów wrócimy do bardziej liberalnych rozwiązań?

Współczesna kultura nie zawsze wyznacza trendy, ale wpisuje się również w dominujące tendencje. Jeżeli nie będą się sprzedawać filmy i seriale poddające w wątpliwość chiński autorytaryzm, a już teraz mamy tego pierwsze oznaki (historia Disneya, Mulan i rozruchów w Hong Kongu), to cały świat jednoznacznie skręci w stronę autorytarnego sposobu sprawowania władzy.

Stąd tak duża odpowiedzialność ciążąca obecnie na artystach. Wprawdzie sprzeciwiam się uwznioślaniu ich fachu, nie patrzę na reżyserki i pisarki jako na emanację społecznego sumienia, które musi napominać przed kroczeniem w kierunku przepaści. Wydaje się jednak, że nadchodzące czasy będą wymagały od nich żelaznych zasad i braku ciągot ku łatwym pieniądzom. Płynące z ich strony ostrzeżenia mogą uchronić nas przed raczkującą rewolucją.

Puenty nie będzie, bo historia właśnie pisze się na naszych oczach. Chiny lada chwila zaczną wspomagać finansowo kraje upadające pod naporem  koronawirusa. Wpompują w te inwestycje setki milionów euro. Po raz kolejny udowodnią, że zamordyzm pomógł im szybko pokonać epidemię, a prowadzona przez nich polityka zapewnia bogacenie się społeczeństwa. Z kolei Europa będzie wymęczona, targana wewnętrznymi konfliktami, skora do poszukiwania szybkich rozwiązań. Wielu będzie upatrywać szansy na zmiany w odtworzeniu na Starym Kontynencie chińskiego modelu sprawowania władzy. Bo skoro jest skuteczny i chroni przed katastrofami, to dlaczego po niego nie sięgnąć?

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.