“Turn Up Charlie”, ale jednak nie graj tego jeszcze raz, Charlie [RECENZJA]

Czy może dobrze o serialu świadczyć fakt, że już na samym jego początku pojawia się żart o kupie niespuszczonej w toalecie? Bez wątpienia śmiechom na planie nie było końca, mina grającego główną rolę Idrisa Elby zdradzała wszystko, ale najprawdopodobniej dla znacznej części widowni przywitanie kloacznym żartem może świadczyć o niskim poziomie produkcji. I rzeczywiście, pierwsze minuty zwiastują kompletną tandetę, pseudokomediową pożywkę dla miłośników niewysublimowanego dowcipu i poławiaczy pereł prosto z bagien chłopięcego humorku, zaś obrazki z wesela, na którym DJ Charlie zapodaje swój set, mogą służyć do tworzenia ironicznych memów zestawiających tę scenograficzną taniochę z błyskotkami rodem z Climaxu. Na szczęście twórcy (Elba Gary Reich) szybko pozbywają się “najmocniejszej” amunicji, z biegiem czasu wygładzają żarty i wprowadzają serial Turn Up Charlie na bezpieczną drogę, którą już bez cienia zażenowania może przebyć każdy z oglądających.

Historia jest dosyć prosta – oto podstarzała gwiazda tanecznej sceny lat 90. (w tej roli aktor znany z Luthera), autor jednego hitu znanego na całym świecie, żyje w domu ciotki, odcina kupony od przebrzmiałej sławy utrzymując się głównie z tantiemów i oszukuje rodziców, że nadal jest w związku ze znaną im kobietą i prowadzi intratną firmę, podczas gdy tak naprawdę jest na dnie. Na jego szczęście do Londynu wraca dawny przyjaciel David (JJ Feild) z żoną Sarą (Piper Perabo). On jest poszukującym swojego miejsca aktorem, ona rozchwytywaną DJ-ką nagrywającą przebój za przebojem. Charlie będzie chciał skorzystać z okazji i odzyskać dawną sławę, ale zostanie przed nim postawiony jeden warunek – będzie mógł nagrywać muzykę w domowym studio małżeństwa pod warunkiem, że zajmie się ich niegrzeczną córką Gabrielle (Frankie Hervey), która szybko pozbywa się kolejnych nianiek.

Turn Up Charlie

Fabuła skupi się zatem na zawodowych perypetiach bohatera oraz jego relacjach ze zwariowaną rodzinką, której najmłodsza latorośl szczególnie da mu się we znaki. Opryskliwa Gabrielle stanie się dla Charliego utrapieniem, ale potrzeba sławy przemieszana z wrodzoną dobrotliwością pomogą mężczyźnie przełamać stawiane przez nią bariery i zyskać jej sympatię. W ten sposób stworzą oni ze sobą całkiem urokliwy duet, będący niewątpliwie największym atutem tego serialu. Turn Up Charlie stoi ich przekomarzaniami, zgryźliwością Gabrielle i nieustępliwością jej opiekuna, jak również zaczątkiem prawdziwej, szczerej sympatii. Jak widać, przyjaźń między starszym facetem a młodą dziewczyną, pozbawiona jakichkolwiek podtekstów, nadal jest możliwa.

Osiem odcinków, trwających po około 25 minut, mija niepostrzeżenie, ulatując z głowy tak szybko, jak szybko się w niej pojawiły. Serial Netflixa na pewno nie zostanie zaliczony do grona najlepszych produkcji. Wprawdzie krótki czas trwania epizodów sprawia, że seans nie sprawia żadnych problemów, ale jednocześnie podejmowane tematy są tak banalne, jak to tylko możliwe. Cena popularności, stosunki między zapracowanymi rodzicami a dziećmi, sztuka jako sposób ucieczki od bolesnej rzeczywistości, tego typu zagadnienia były wiele razy skuteczniej drążone. Brakuje klimatu High Maintenance, albo chociaż tej nieznośnej lekkości bytu rodem z Better Things.

Turn Up Charlie

Może zatem Idris Elba nie sprawdza się jako twórca, ale nadal daje sobie radę jako flagowy okręt tej produkcji. Grany przez niego Charlie jest sklecony ze sprzecznych ambicji, które dosyć dobrze mieści w sobie brytyjski aktor. Może zbyt jednoznacznie gra kryzysem wieku średniego, ale budowana niejednoznaczność na chłopięcości, potrzebie sławy i dobroci w rękach tak uzdolnionego artysty sprawdza się bardzo dobrze. Może dialogi mu nie pomagają, ale dzięki samej postawie, różowych bluzach i kolczyku w uchu, może uchodzić za modelowy przykład Piotrusia Pana, który dojrzałość zastąpił wieczną zabawą.

Na pewno znane nazwisko przyciągnie widownię do obejrzenia Turn Up Charlie, aczkolwiek chłodne przyjęcie przez recenzentów może zniechęcić włodarzy Netflixa do przedłużenia tej produkcji o kolejny sezon. Wiele oczywiście będzie zależało od słupków oglądalności. Mimo że serial Idrisa Elby nie grzeszy wysoką jakością, to jednak przyjemnie popatrzeć na Brytyjczyka w zupełnie innej stylistyce, gdy uśmiechnięty idzie przez życie z uroczo pyskatą dziewczynką u boku. Może to zatem było tylko przetarcie, “frycowe”, które zawsze trzeba zapłacić, a później aktor dojrzeje wraz ze swoim bohaterem i przedstawi coś znacznie ciekawszego?


2.5/5


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.