Nasze ulubione animowane filmy o Barbie [ZESTAWIENIE]
Z okazji gorącej premiery live-action Barbie nasi redaktorzy wrócili wspomnieniami do czasów dzieciństwa i przygotowali dla was zestawienie swoich ulubionych, animowanych filmów z Barbie w roli głównej. Jeśli w czasach młodości nie mieliście okazji zagłębić się w ten różowy świat lalek, zobaczcie, które pozycje są obowiązkowe do nadrobienia!
Barbie: Syrenkolandia (2006)

Śmiesznie mi się o tym pisze; to, co było dla mnie przedmiotem zawstydzenia, teraz jest oczywistością. No jasne, że niebinarna osoba oglądała Barbie w dzieciństwie i podobała jej się znacznie bardziej niż to, co oglądali znajomi z osiedla, no wow. Z ostatniej chwili: rzeczy pokryte wodą są mokre.
A właśnie, skoro mowa: Magia Tęczy/Pegaza, 12 tańczących księżniczek, Trzy muszkieterki, Księżniczka i żebraczka, Roszpunka, Mariposa, Dziadek do orzechów wjeżdżały na sobotnio-niedzielnym Polsacie jak złoto, ale tylko jedną konkretną animkę zajeżdżałom na DVD, czyli Syrenkolandię. Akcja większości wspomnianych tytułów toczy się w podobnych klimatach fantasy, a tu były syrenki! Woda! Rafy koralowe! Nieistniejąca flora! Drący się, jakby zrobiono mu waterboarding wacikami z łazienki Bibi, który po latach stał się memem, a ja go znam od małejgo! Animacja nie była kolorowa – ona podpisała ekskluzywny kontrakt z kolorami, aby nikt nie był kolorowszy od jej kolorów, przez co mogłom jej wybaczyć podobną plastyczność (jak nie plastelinowość) co, khem, Wirtul@ndii. Głębiny oceanu zaś zachowały bezpieczny balans między brakiem budżetu a tworzeniem aury tajemniczości, za którą chowają się rzeczy totaaalnie niestworzone, i, szczerze, to chyba dlatego basen jest dla mnie domyślną aktywnością fizyczną. Także tym bardziej dziękuję Syrenkolandii za służbę. (Kuba Florian Stolarz)
Barbie z Jeziora Łabędziego (2003)

Od 2003 roku przez kilka dobrych lat zasypiałam na poduszce z łabędziem i pod kołdrą z Barbie jako Odettą. Barbie z Jeziora Łabędziego w tej formie towarzyszyła mi w tych złych i dobrych chwilach, a sama animacja niezwykle wzruszała moją dziecięcą duszę. Możliwe, że nie skłamię, bo wydaje mi się że to właśnie ta Barbie razem z „Barbie w Dziadku do orzechów” obudziła we mnie miłość do baletów operowych i spektakli teatralnych. Animacja pełna magii oprószona muzyką Czajkowskiego to idealna forma na zaznajomienie dziecka ze sztuką wszelaką, obudzenia w nim marzeń, tak właśnie Barbie z animacji kojarzy się mnie.
Odważna Odetta, która walczyła o uratowanie Zaczarowanego Lasu, mimo przeciwności losu w postaci zmieniania się w łabędzia za dnia i braku doświadczenia w walce z okrutnym czarnoksiężnikiem przez wiele lat była moją bohaterką. Aż w końcu zasiadła na półce, dumnie reprezentując kolekcję moich zabawek, tym samym stając się moją przyjaciółką, powierniczką sekretów, opoką śpiewającą po naciśnięciu zdobiącego jej dekolt naszyjnika.
Po wielu latach, bo dwudziestu, wiem że Barbie jako Odetta, mimo że jest jedynie postacią z bajki nauczyła mnie nieustępliwości w drodze po swoje i empatii, którą otaczała każdego kto pojawił się na jej drodze. (Karolina Kruk)
Barbie w Dziadku do orzechów (2001)

Barbie w Dziadku do orzechów to pierwsza animacja z Barbie, która kojarzy się głównie ze świętami, gorącą czekoladą i zapachem choinki. Co roku była na równi z „Kevinem samym w domu”, podczas wigilijnego oglądania filmów, dodając świątecznej atmosferze odrobiny magii. I może to kwestia pięknej animacji (jak na tamte czasy), może baletowej choreografii, może muzyki Czajkowskiego, a może samej Barbie w roli Klary, która dzielnie walczy ze złym Królem Myszy. Mam jednak wrażenie, że każdy z tych elementów składa się na niepodrabialny klimat „Barbie w Dziadku do orzechów”. Po obejrzenia tej animacji święta można było poczuć już jesienią, kiedy pierwsze drzewa orzechowe zrzucały swoje owoce, a dziadek do orzechów pomagał w walce z twardą skorupką. Może i nie stawaliśmy się dzięki temu Klarą, dla której Dziadek był przyjacielem, postacią która pomogła jej w walce ze złem i zdjęciem uroku, który rzucił na nią Król Myszy, ale pozwalało to powoli budować atmosferę, która z dnia na dzień bardziej się zagęszczała, aż do świąt, kiedy można było cieszyć się nią w pełni. (Karolina Kruk)
Barbie i Akademia Księżniczek (2011)

Życie w świecie Barbie nie zawsze jest fantastyczne. Najlepiej wie o tym Blair Willows, która pracując w kawiarni na przedmieściach Gardanii, próbuje utrzymać swoją rodzinę. Na horyzoncie pojawia się jednak perspektywa zmiany, bowiem pewna elitarna akademia dla księżniczek, co roku organizuje specjalną loterię. Bohaterka wygrywa w niej roczne stypendium na naukę. Nowa szkoła mieści się w ogromnym nowoczesnym zamku, w którym każda uczennica ma osobistą wróżkę, a zajęcia poświęcone są nauce tańca i gracji. Dziewczyna szybko zaprzyjaźnia się ze swoimi współlokatorkami, niebawem jednak okazuje się, że awans społeczny nie jest tak prosty. Blair brak pewności siebie, a dręczący ją syndrom impostora jest podsycany przez jedną z nauczycielek i jej córkę, która niedługo ma objąć władzę. Obie są w stanie zrobić wszystko aby zachować „wyjątkowość” własnego statusu. Sytuację komplikuje fakt, iż bohaterka jest niezwykle podobna do zaginionej przed laty księżniczki Sofii, prawowitej następczyni tronu.
Barbie i Akademia Księżniczek to film o zderzeniu dwóch światów. Twórcy zwracają krytyczną uwagę zwłaszcza na świat elit, gdzie za różowymi kotarami skrywa się sieć układów i niezrozumienia zwyczajnych problemów. Ta przewrotna wersja Projektu Lady wymaga więc przemiany nie tylko ze strony uczestniczki. Choć dla niej dotarcie na szczyt i odkrycie własnej tożsamości będzie wymagało od niej uporu i determinacji, a czasem także uszycia kilku mundurków. Jednak ostatecznie Blair przypomina nam, że niezależnie od wszystkiego, w głębi duszy wszyscy jesteśmy księżniczkami. (Arek Koziorowski)
Barbie i 12 tańczących księżniczek (2006)

Filmy Barbie najlepsze są wtedy, kiedy garściami czerpią z baśni i folku, przekształcając już dostatecznie magiczny pierwowzór w jeszcze bardziej czarujący twór pełen fantazji, muzyki i obowiązkowego różu. Przykładem takiej animacji jest Barbie i 12 tańczących księżniczek. To absolutny klasyk barbiewersum, bardzo luźna adaptacja Stańcowanych Pantofelków i kawał dobrego kina (serio).
W tańczących księżniczkach odwieczną figurę złej macochy zastępuje podła ciotka, życie dworskie pełne jest intryg z planami królobójstwa w tle, a największym wrogiem są savoir-vivre i mizoginia – bo wszystko co złe zapoczątkowane jest przez chęć „dobrego wychowania” księżniczek, których zainteresowania według opinii publicznej nie są wystarczająco dziewczęce czy arystokratyczne.
Ucieczkę przed tym brutalnym światem oczekiwań znajdujemy w zaczarowanej krainie, do której dotrzeć można prosto z własnej sypialni. Wystarczy znać tylko odpowiednią choreografię. Drugi świat, tak bliski “prawdziwego”, to wymiar absolutnego spokoju; miejsce, gdzie spełniają się marzenia i przetańczyć można dzień i noc, nie martwiąc się o oceniające spojrzenia innych. Jednak z cudownej arkadii niestety trzeba kiedyś wrócić, żeby uratować ojca i całe królestwo…
W trakcie tej przygody, poruszane są typowe dla filmów Barbie tematy – siła przyjaźni, siostrzanej miłości i nieprzezwyciężona moc dobra. Czasami trafiają się akordy mniej spodziewane, jak interakcje między seksistowskim społeczeństwem a życiem młodych dziewcząt, czy żałoba po stracie członka rodziny. Znajdziemy również to przepiękne, choć nieco naiwne przekonanie, że Barbie może być wszystkim – nawet jako księżniczka jest dużo więcej niż tylko śliczną, pastelową lalką, której jedynym zadaniem jest dobre reprezentowanie królestwa. (Łukasz Al-Darawsheh)
