PublicystykaZestawienia

Harry Potter i 20 Najlepszych Filmowych Scen – [ZESTAWIENIE, cz. II]

Redakcja Filmawki
Harry Potter najlepsze sceny
Kolaż z kadrów

Nadeszła pora, byśmy podzielili się z wami drugą częścią naszego magicznego zestawienia. Można już zatem zauważyć, że za kryterium podziału nie przyjęliśmy, paradoksalnie, połowy filmów i nie stawialiśmy wyraźnej kreski między czwartą a piątą częścią. Stało się tak, ponieważ… ta granica rysuje się właściwie sama.

Pierwsze cztery filmy opowiadały o świecie bez Tego, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać. Począwszy od Zakonu Feniksa, aż do ostatniego filmu, zadanie było nieco utrudnione – robiło się coraz mroczniej, sympatyczne sceny stały się rzadkością. Czy w świecie żyjącym w strachu przed Czarnym Panem udało nam się znaleźć beztroskie ujęcia, które zasługiwałyby na uwzględnienie? Przekonajcie się sami!

„Harry Potter i Zakon Feniksa”

1. „Nie łamcie szyków, nawet jeśli ktoś zginie”

fot. Harry Potter i Zakon Feniksa
fot. Harry Potter i Zakon Feniksa / FILMGRAB

W średnio lubianej przeze mnie części, scena lotu Zakonu Feniksa do Kwatery Głównej, mieszczącej się przy Grimmauld Place 12, zdecydowanie zasługuje na miano najpiękniejszej. Pomimo nadania przez Profesora Moody’ego tej krótkiej podróży rangi misji o życie i śmierć, nie sposób się oprzeć urokowi, jaki roztacza się nad nocnym Londynem. Jestem zdania, że ta scena ma nas troszkę odwieść od ciemnych chmur, jakie mają na długo zagościć nad głową Harry’ego oraz jego przyjaciół.

Co z kolei urzekło mnie tak zupełnie subiektywnie i na gruncie czysto emocjonalnym? Utwór Flight of the Order of Phoenix. Do dzisiaj mój ulubiony track ze wszystkich ścieżek dźwiękowych Harry’ego Pottera. Również, za dzieciaka, mój pierwszy dzwonek telefonu o rozszerzeniu .mp3. Zapewne podprogowo złapałam się też na sam lot na miotle (moje drugie ulubione zajęcia w Hogwarcie!) i ukochany Londyn. Tak czy owak – czapki z głów dla Nicholasa Hoopera. Przy tej scenie i przy tym utworze, gęsia skórka jest od początku do końca. (Anna Czerwińska)

2. „To ja… byłem wężem

Harry Potter i Zakon Feniksa
fot. Harry Potter i Zakon Feniksa / FILMGRAB

Na etapie piątej części sagi zdążyliśmy się już oswoić z proroczymi migawkami, które nawiedzały Harry’ego w snach. Zazwyczaj jednak ukazywały nam to, co mieliśmy okazję widzieć wcześniej lub były serią nieokreślonych obrazów. Jednakże koszmar Pottera w Zakonie Feniksa był doświadczeniem straszniejszym od innych. Widzimy w nim bowiem prawdopodobnie najukochańszego człowieka na świecie – Arthura Weasley’a, padającego ofiarą brutalnej napaści. Gdyby sama męka głowy rodziny była niewystarczająca, nie tylko przyglądamy się kolejnym zadawanym mu ranom, ale bierzemy w tej napaści czynny udział. Spoglądając oczami Nagini, raz za razem wgryzamy się w ciało najlepszego pracownika Ministerstwa, brudząc podłogę, jego ręce i twarz świeżą krwią. Doświadczenie, po którym konieczny jest zimny prysznic.

Jednak gdyby samych dojmujących i brutalnych obrazów było mało, umysł Harry’ego powoli podsuwa mu elementy większej układanki, która już wkrótce odsłoni przerażającą całość. Departament Tajemnic pokaże, dlaczego zasłużył na swą nazwę, masa przepowiedni pójdzie na zmarnowanie, a Zakon Feniksa wkrótce straci kolejnego członka. Co najdziwniejsze, razem z Harrym nie mamy pewności, że to wszystko faktycznie się wydarzyło i do czego doprowadzi. Nie dziwi zatem fakt, że wkrótce trzeba będzie rozpocząć trening oklumencji, powołać własną bojówkę i nawrzeszczeć na dyrektora szkoły. Gdybym był chociaż częściowo odpowiedzialny za zranienie Pana Weasley’a też bym się wkurzył. (Norbert Kaczała)

3. „Chyba powinieneś zauważyć różnicę między snem a rzeczywistością”

Harry Potter i Zakon Feniksa
fot. Harry Potter i Zakon Feniksa / IMDb

Dwadzieścia sekund wystarczyło, aby wejście Lucjusza Malfoya można było uznać za jedną z najlepszych scen w całym Zakonie Feniksa. Chcąc oczywiście pozostać w szczerych relacjach ze swoim osądem, wielokrotnie podkreślałem, piętnowałem i wyśmiewałem wszystkie wady filmów, które wyszły spod reżyserskiej ręki Davida Yatesa. Wliczając w to także Zakon Feniksa.

Jednym z niewielu przebłysków talentu Brytyjczyka jest właśnie moment, w którym Jason Isaacs ma okazję powoli, z oczywistą dla niego dostojnością oraz wyższością wobec bandy dzieciaków, wejść do Departamentu Tajemnic. Stonowane oświetlenie, igrające nieco z neonowo-noirową stylistyką, pochodzące z przepowiedni, cudownie komponuje się ze zmienionym w stosunku do Czary Ognia kostiumem Śmierciożercy. Złowieszczy ton, kamera pozwalająca wybrzmieć każdemu słowu, mechanicznie przetworzony głos Lucjusza oraz różdżka połączona z laską o zakończeniu w kształcie węża. To wystarczy, byśmy wszyscy wiedzieli, że Potter i jego banda są w poważnych tarapatach. Na sam koniec dodam jedynie, że oryginalna ścieżka dialogowa jest w tym momencie znacznie lepszą od tej polskiej, dubbingowanej. W moim odczuciu przetworzenie głosu Lucjusza, gdy miał na sobie maskę Śmierciożercy, niesie ze sobą coś specjalnego, z wydźwiękiem niemal kasandrycznym. W polskiej wersji zostało to potraktowane jedynie jako nieistotny dodatek, niestety. (Martin Reszkie)

4. „Nie zbliżaj się do mojego chrześniaka”

Harry Potter i Zakon Feniksa
fot. Harry Potter i Zakon Feniksa / HARRY POTTER FANDOM

Cała sekwencja mająca miejsce w Ministerstwie Magii wywarła na mnie ogromne wrażenie – od pojawienia się zamaskowanych Śmierciożerców, po wydarzenia z Sali Śmierci. Harry, wystawiony przez popleczników Voldemorta na próbę, ostatecznie oddaje przepowiednię w ręce Luciusa Malfoya. Wszystko po to, by uratować przyjaciół przed śmiercią, która ostatecznie ich nie dosięga, gdyż zjawia się… Syriusz Black wraz z członkami Zakonu Feniksa.

Świetnie w tej scenie został oddany kontrast między cieniami Śmierciożerców a rozświetlającymi mrok poświatami podopiecznych Dumbledore’a. W ferworze walki nie da się zapomnieć, że to nie kolejne starcie Pottera i młodego Malfoya w ramach Klubu Pojedynków, lecz walka na śmierć i życie. Syriusz rzuca prostym: „Dobra robota, James!” w kierunku Harry’ego, rozbrajając napięcie tuż przed tragedią. Wtedy to przecież Bellatrix, kuzynka Blacka, ciska w krewnego zaklęciem Avada Kedavra. Moment, gdy Syriusz wpada do zasłony, jest zdecydowanie jedną z bardziej chwytających za serce chwil. Jak się ostatecznie okazuje, Harry’emu nie udaje się każdego uratować, co jest dla niego istotną, życiową lekcją. (Paweł Gościniak)

5. „To głupota przychodzić tu dziś w nocy, Tom”

Harry Potter i Zakon Feniksa
fot. Harry Potter i Zakon Feniksa / FILMGRAB

Są takie sceny, które zawsze wywołują ciary. Głównie przez to, z jakim rozmachem zostały nakręcone. W Harrym Potterze mam takich scen całkiem sporo; w końcu ukazanie magicznego świata wymaga naprawdę niesamowitego dynamizmu w efektach specjalnych. Jedną ze scen, podczas której dostaję gęsiej skórki, jest pojedynek. Nie byle jaki, bo pojedynek Dumbledore’a i Voldemorta w Ministerstwie Magii.

Już wtedy jesteśmy roztrzęsieni, targani masą emocji. Złość, ponieważ Bellatrix ucieka. Rozpacz, bo na własne oczy widzieliśmy, jak jedyny kochający Harry’ego krewny ginie. Niedowierzanie, że stało się to tak szybko. Przepełnieni chęcią zemsty za śmierć ojca chrzestnego Harry’ego. Jakby jeszcze tego było mało, pojawia się On. To przez niego to wszystko się zaczęło. Kiedy już myślimy, że czeka nas kolejny pojedynek Harry’ego z Voldemortem, pojawia się Dumbledore. Wtedy dopiero zaczyna się walka. Zaklęcia, które łączą obie różdżki płynną jak lawa magią, światło obu wypełnia niemal cały hol Ministerstwa Magii. Rozmach z jakim pojedynek został zaplanowany i wykonany, jest naprawdę niesamowity. W kinie, na wielkim ekranie zapierał dech w piersiach. Ogniste węże, wylewająca się falami woda z płytkiej fontanny, latające wszędzie szkło. Prawie jak w typowych filmach akcji. I na końcu, rozczarowujący, ale nie zaskakujący, odwrót tego, który to wszystko zaczął i bał się skończyć… (Maja Rybak)

„Harry Potter i Książę Półkrwi”

1. „Chwyć mnie za ramię”

Harry Potter i Książę Półkrwi
fot. Harry Potter i Książę Półkrwi / FILMGRAB

Książę Półkrwi to film-policzek dla każdego fana szóstego roku Harry’ego w Hogwarcie opisanego w książce. Sama wersja literacka to niejako opowieść inicjacyjna Toma Riddle’a, widziana oczami różnych postaci, które go spotykały. Zamiast tego dostaliśmy zbitkę scen udowadniających, że rudy Ronald Weasley także może mieć fankę. Nie wspominając już w ogóle o zupełnie pomylonym pomyślne na relację Ginny z Wybrańcem czy dodawaniem niepotrzebnych scen.

Jednakże klejnotem koronnym w tej pomyłce adaptacyjnej jest scena, w której Albus zabiera Pottera, chwilę wcześniej umówiwszy się z pracownicą kawiarni. Nie pasuje ona do całego wykreowanego świata z trzech powodów. Po pierwsze, zmienia charakter postaci dyrektora Hogwartu. Czyni go kimś, kto ubezwłasnowolnia Pottera, nakazuje mu wybrać się w nieznane, całkowicie ignorując jego zdanie. Po drugie, kompletnie pozbawia Albusa jego komediowego wymiaru. Książkowy oryginał spotkania dwóch bohaterów obudowany jest komiczną rozmową Albusa z Dursley’ami, podczas której wypływają wieloletnie zaniedbania, osobiste animozje czy ta część osobowości Dumbledore’a jaką określam jako „ten śmieszny dziadek, co zapomina o tym, że obowiązują jakieś zasady życia społecznego”.

Pomimo tych zarzutów związanych z moją nerdowską duszą, trzeba zauważyć, że druga w kolejności scena Księcia Półkrwi, pod względem filmowym prezentuje się nienagannie. Wprowadza widza w znany mu świat, który utracił wszelkie kolory, pozbawiony został radości, za tzo napełniony jest strachem. Prowadzi nas do przepełnionego szarością i brudem czasu w historii magicznej części Wielkiej Brytanii. (Martin Reszkie)

2. „Wiem, co zrobiłeś, Malfoy”

Harry Potter i Książę Półkrwi
fot. Harry Potter i Książę Półkrwi / FILMGRAB

Harry, posiadający w swoim repertuarze niezwykle potężny Pamiętnik Księcia Półkrwi, otrzymuje od losu kolejną okazję, by wyładować i zemścić się na Draco. Dotychczas robił to zazwyczaj podczas meczów quidditcha, a także wspierał się zdecydowaną i wręcz agresywną Hermioną czy Alastorem Moodym (to był Moody, czy już nie?), który, jak się okazało, miał skłonność do zamieniania niesfornych uczniów w gryzonie. W Księciu Półkrwi świetnie widać wewnętrzną bitwę, jaką toczy w sobie Malfoy – nie tylko w kwestii zabicia Dumbledore’a, ale także podążania drogą Śmierciożercy. Obserwujemy chłopaka zmienianego pod presją społeczeństwa, wychowania i rodziny, w osobę, którą niekoniecznie chciałby być. Gdy Harry użył znanego jedynie z nazwy zaklęcia Sectumsempra, byłem w szoku. Drętwota czy Expelliarmus nie były aż tak fatalne w skutkach, a sam widok wykrwawiającego się na śmierć (zastopowaną przez Snape’a) Draco sprawił, że zacząłem mu współczuć. (Paweł Gościniak)

Przeczytaj również:  9 perełek niemieckiego kina

3. „- Harry! -Cooo?”

 Harry Potter i Książę Półkrwi
fot. Harry Potter i Książę Półkrwi / FILMGRAB

Odkąd po raz pierwszy przeczytałam o Felix Felicis, marzyłam o istnieniu takiego eliksiru. Płynne szczęście byłoby towarem naprawdę pożądanym i nie zdziwiłabym się, jeśli w magicznym świecie istniały podziemne kanały rozprowadzania tego specyfiku, bo przecież łatwy do uważenia nie był.

Kiedy Harry w końcu zdecydował się zażyć swoją nagrodę, nie mogłam się doczekać tej karuzeli. Do dziś mam przed oczami całą sekwencję, jak luźnym krokiem podąża do Hagrida, spotykając po drodze nie kogo innego, a Slughorna, który podbiera sobie z zielarni roślinki bez wiedzy profesor Sprout. To jego rozanielone spojrzenie, luz, aura radości wokół niego. I to piękne “Siiiir!”, które w oryginalnej wersji dźwiękowej z jakiegoś powodu rozwaliło mnie na łopatki (po dziś dzień, kiedy przypominam sobie ten konkretny moment, prycham pod nosem z rozbawienia). Żeby było jeszcze bardziej absurdalnie, w takim nastroju Harry dociera na pogrzeb Aragoga (chyba nie trzeba go nikomu przypominać). Podążający za nim Slughorn jest tam w swoim własnym celu, ale cała scena, aż do momentu wyciągnięcia najgorszego wspomnienia profesora eliksirów, jest tak luźna, tak wesoła, że nie sposób nie chcieć trochę Felix Felicis dla siebie. (Maja Rybak)

4. „To były piękne czary, warte zapamiętania”

Harry Potter i Książę Półkrwi
fot. Harry Potter i Książę Półkrwi / IMDb

Historia Horacego Slughorna o prezencie od Lily Potter niesie za sobą trudny rodzaj melancholii, rzadko wykorzystywany w ostatnich częściach filmów. Znów została jednak wpasowana w ciąg zdarzeń i dany moment doskonale, podobnie jak Flight of the Order of Phoenix, o którym pisałam wcześniej. Wizyta Harry’ego w chatce Hagrida była z początku interesowna. Spodziewać można było się kłótni z Horacym albo chociaż podniesionych głosów. Upór Slughorna w kwestii wspomnienia dotyczącego spotkania z młodym Tomem Riddlem wydawał mi się tak gęsty, że zanosiło się na ostrą wymianę zdań.

Takie rozwiązanie pasowałoby zresztą do napięcia, jakie utrzymuje się od końcówki Czary Ognia. Tymczasem nerwową atmosferę rozładowała piękna, a zarazem przejmująca historia o akwarium, które młodziutka Lily podarowała swojemu nauczycielowi eliksirów. Zwróćcie uwagę, że gdy Slughorn ją opowiada, w jego oczach widać tęsknotę. Tęsknotę za Lily, będącą jedną z jego ulubienic, ale też tęsknotę za tamtymi czasami – beztroskimi, spokojnymi i nieogarniętymi czarną magią. (Anna Czerwińska)

5. „Hagridzie!!”

Harry Potter i Książę Półkrwi
fot. Harry Potter i Książę Półkrwi / FILMGRAB

Podkopać morale ucznia Hogwartu i prawdziwego „potterheada” można na kilka sposobów. Zabijając dyrektora szkoły, demolując Wielką Salę czy zwyczajnie wpuszczając na teren placówki Śmeirciożerców. Można też wykazać się najbardziej parszywym aktem bestialstwa z możliwych i podpalić dom Hagrida. Jak zostało już wspomniane zarówno w Komnacie Tajemnic, jak i w poprzedniej części naszego zestawienia, Hogwart bez najlepszego gajowego nie istnieje. Zapewne znajduję się w mniejszości, upatrując w tym kilkusekundowym fragmencie kluczowego dla całego filmu momentu. Tym bardziej, że przed chwilą zdarzyły się przytoczone przeze mnie inne potworności. Jednakże to właśnie fakt, jak niewielki wydaje się ten czyn, sprawia, jak wielki jest naprawdę.

O wyrachowaniu i czystym złu Bellatrix Lestange nie trzeba nikomu przypominać. Najgorsze możliwe zbrodnie, jakie może popełnić czarodziej, dokonywane są przez nią bez mrugnięcia okiem. Dlatego nie dziwi fakt, jak od niechcenia obróciła w popiół dom Hagrida. Jeden ruch różdżką, prześmiewcze zawołanie naszego gajowego i bum! Trauma na całe życie. Tutaj nie liczy się, ile pionków zginie w imię nawet nie większej idei, ale sama frajda siania chaosu i pożogi. I to jest w tym wszystkim najgorsze. (Norbert Kaczała)

„Harry Potter i Insygnia Śmierci: Część I”

1. „Rodzina mugoli zamordowana!”

Harry Potter i Insygnia Śmierci: Część I
fot. Harry Potter i Insygnia Śmierci: Część I / FILMGRAB

W świecie, gdzie nikt stojący po jasnej stronie magii nie może czuć się bezpiecznie, czarodzieje zostają zmuszeni do podejmowania trudnych, często wręcz nieludzkich decyzji. Harry i Ron, wychowani w rodzinach złożonych z ludzi, którzy zaklęcia mieli w małym palcu, nie musieli ponosić aż tak ogromnego kosztu psychicznego, jak Hermiona. “Szlama”, jakby ją nazwał Draco, staje przed wyborem – zachować siebie w pamięci rodziców lub zachować ich od śmierci.

Relacja Grangerów nie dostaje zarówno w filmach, jak i książce zbyt wiele uwagi, przez co w zasadzie może być nam trudno przejąć się tą okropną sytuacją. Mimo to, gdy decyzja zapada, a jej różdżka kieruje się w stronę matki i ojca, coś we mnie drgnęło. Znikająca z rodzinnych fotografii Hermiona sprawiła, że zacząłem się zastanawiać nad tym, co by było… gdyby to mi przyszło podjąć taki wybór. Czy byłbym w stanie wymazać siebie z życia moich najbliższych, by ich chronić? Myślę, że każdy powinien zadać sobie to pytanie, bo scena, choć prosta i często pomijana, ma w sobie magiczną głębię. (Paweł Gościniak)

2. „And have you left a seat for me?”

Harry Potter i Insygnia Śmierci: Część I
fot. Harry Potter i Insygnia Śmierci: Część I / FILMGRAB

Coraz częściej zdarza się, że najwyżej oceniane sceny filmowe są albo bardzo oszczędne w słowach, albo w ogóle nie zawierają dialogów. Liczą się wtedy takie aspekty, jak muzyka, ustawienie światła, bardzo często kłębiące się emocje bohaterów, które przekazywane są mistrzowsko spojrzeniem czy mową ciała. Zaskoczyłam sama siebie, gdy z pierwszej części Insygniów Śmierci najbardziej ukochałam sobie zupełnie niemą scenę, okraszoną jedynie przepięknym utworem autorstwa Nicka Cave’a & The Bad Seeds.

Jako osoba szalenie zżyta z całą sagą Rowling i przede wszystkim właśnie z jej książkami, podświadomie oczekiwałam od filmów scen epickich. Gdy byłam już na tyle dużym dzieckiem, by faktycznie wypatrywać premier kolejnych części, zastanawiałam się, jak twórcy filmowi przeniosą najbardziej spektakularne sceny na ekran. Tymczasem 10 lat temu w kinie, z pozoru tak prosta, krótka i dla wielu nic nieznacząca, złapała mnie za serce. Zdradzę sekret – trzyma za to serce do dzisiaj. Nie zgodzę się z teorią, jakoby te kilka minut nic nie wnosiło do fabuły. Jest to kolejny przerywnik, rozładowujący napięcie towarzyszące poszukiwaniom horkruksów, który uświadamia widzom wagę przyjaźni Harry’ego i Hermiony. Dlatego właśnie uroczy taniec do utworu O’Children stanowi tak ważny moment. Przypomina on tej dwójce, że mimo wszystkich trudów i beznadziejnych sytuacji, mają siebie. A razem mogą wszystko. (Anna Czerwińska)

3. „Chyba dziś jest Wigilia”

Harry Potter i Insygnia Śmierci: Część I
fot. Harry Potter i Insygnia Śmierci: Część I / IMDb

Jednak jeśli szukacie sceny, która najdobitniej pokazuje życie jako całokształt melancholii, straty i nadziei, udajcie się z Harrym i Hermioną do Doliny Godryka. Spośród wszystkich ośmiu filmów, to chyba tutaj najpłynniej przeplatają się ze sobą tak skrajne emocje. Tu bowiem w dzień Wigilii Bożego Narodzenia, nasi bohaterowie przybywają do cichej i małej mieściny, w której życie jakby zwolniło. Ostatni mieszkańcy udają się do domów, by celebrować radosne święto w gronie najbliższych. Na zewnątrz jednak stoi osierocony czarodziej, przypadkowo odnajdujący grób własnych rodziców. Cichnące w tle kolędy ustępują szumowi wiatru, rozsiewającemu biały puch na kamienne nagrobki i nakrycia bohaterów. Wypowiedziane przez nich ciche „Wesołych Świąt” jest prawdopodobnie najpełniejszym goryczy zdaniem, jakie pada w całym filmie. Jakby wszelaka radość była już dla nich niedostępna.

To niepozorne miejsce skrywa w sobie całą masę przerażających i smutnych sekretów, które nasi bohaterowie już wkrótce mają poznać. Niewidoczny dla oczu mugoli, zrujnowany dom Potterów, nagrobek z symbolem Insygniów Śmierci czy tajemnicza Bathilda Bagshot. Znająca wiele szemranych faktów z życiorysu nie tylko Albusa Dumbledore’a. Choć w mieszkaniu kobiety dochodzi później do pełnej dramatyzmu potyczki z Nagini, to właśnie poprzedzająca ją melancholia i spacer po Dolinie Godryka najsilniej stanowi o punkcie, w jakim znaleźli się bohaterowie. Świat stanął w miejscu, strach wyciąga po nas szponiaste łapska, a jedyne, co mamy, to siebie nawzajem. Wesołych Świąt, kochani! (Norbert Kaczała)

4. „No co tak stoicie, łapcie ich!”

Harry Potter i Insygnia Śmierci: Część I
fot. Harry Potter i Insygnia Śmierci: Część I / IMDb

Ubranie pierwszej części Insygniów Śmierci w szaty kina gatunkowego, było najlepszą decyzją podjętą w całym Wizarding World od dnia, w którym zatrudniono Alfonso Cuarona. Pozwoliło to uwolnić całą historię od schematów szkolnych murów, nabrać perspektywy na wojnę domową wśród brytyjskiej społeczności magicznej.

Dzięki podzieleniu finału na dwie części, twórcy mieli czas na takie „detale” jak inscenizacja ucieczki trójki bohaterów przed szmalcownikami. Została ona zrealizowana w iście bayowskim stylu. Wszyscy w ciągłym biegu, ruchu i gwałtownej gonitwie godnych lepszej sprawy. Montaż wyrzucający nam gałki oczne z oczodołów, powodujący ściśnięcie wnętrzności oraz narzucający maksymalizację skupienia podczas tego koszmaru. Niezmiennie szukający innych kątów operator kamery goni za bohaterami, wybiega przed nich, spogląda przez ich ramię i obserwuje ich walkę. Praktyczne efekty specjalne, operator na ecstasy, montażysta z epilepsją – z tej sceny akcji Michael Bay byłby dumny. (Martin Reszkie)

Przeczytaj również:  Klasyka z Filmawką: “Gorączka” (1995) Michaela Manna

5. „Jakie to piękne miejsce… na spotkanie z przyjacielem”

Harry Potter i Insygnia Śmierci: Część I
fot. Harry Potter i Insygnia Śmierci: Część I / FILMGRAB

Insygnia Śmierci podczas pierwszej lektury były dla mnie istnym festiwalem płaczu. Żadna inna książka nie ma na swoich stronicach tyle zaschniętych łez, wylanych przeze mnie podczas lektury. Troszkę inaczej było już podczas filmów; może dlatego, że o uśmierconych postaciach już wiedziałam i byłam przygotowana. Może jednak dlatego, że niektóre trwały dosłownie sekundę (jak np. Hedwiga, przy której płakałam okropnie w trakcie czytania). Jednak śmierć Zgredka… och, śmierć tego kochanego skrzata zawsze mnie dobija. Postać po prostu przekochana, chaotyczna i pełna uroku. Biedaczek po tym, jak został uwolniony, motał się w nowym dla niego świecie. Brał z niego, co tylko mógł i chciał, przede wszystkim pojedyncze skarpety. Jego śmierć była strasznym ciosem nie tylko dla Harry’ego, ale i dla widza czy czytelnika. Ciosem jeszcze gorszym, ponieważ to już kolejna bliska Harry’emu osoba, którą odebrała mu Bellatrix.

Zgredek był gotów zrobić wszystko dla chłopca, który pomógł mu się uwolnić. Nikt się jednak nie spodziewał, że odda on swoje życie. Jego ostatnie chwile na plaży są bolesne, ale nie można się oprzeć wrażeniu, że tak właśnie powinien odejść domowy skrzat – walcząc za swoich, w swoim własnym imieniu, nikogo innego. (Maja Rybak)

„Harry Potter i Insygnia Śmierci: Część II”

1. „Zawsze chciałam użyć tego zaklęcia!”

Harry Potter i Insygnia Śmierci: Część II
fot. Harry Potter i Insygnia Śmierci: Część II / IMDb

McGonagall była tą z nauczycielek, które były ostre i bardzo wymagające. Ja na przykład przez większość książek czułam do niej respekt większy, niż do reszty nauczycieli, których napotkałam w moim życiu (oprócz pani od matematyki w liceum).

Pomimo lekkiego strachu wiadomo jednak od samego początku, że na nią można liczyć w niemal każdej sprawie,. Zawsze pomoże i jest jedną z tych naprawdę dobrych postaci (z wielką mocą).

Po roku spędzonym w ukochanej przez wszystkich szkole, sterroryzowanej przez śmierciożerców, Minerva dalej ma w sobie wolę walki. Mobilizuje wszystkich uczniów, pozwala Seamusowi na wybuchy i sama nie pozostaje bierna. Miałam ciarki oglądając scenę, w której obraca się w wejściu do Hogwartu, unosi obie ręce i rzuca zaklęcie. „Piertotum Locomotor!” Wszystkie posągi i statuy ożywają, ruszając naprzód, aby bronić szkoły i mieszkających w niej uczniów oraz nauczycieli. Najlepsza jest jednak sama końcówka. Kiedy to McGonagall wraz z Molly Wesley spoglądają na mijające je kamienne posągi, a mały zadowolony uśmieszek rozciąga jej usta. „Zawsze chciałam użyć tego zaklęcia”.

Ja też bym chciała móc użyć tego zaklęcia, profesor McGonagall, ja też. (Maja Rybak)

2. „After all this time?”

Harry Potter i Insygnia Śmierci: Część II
fot. Harry Potter i Insygnia Śmierci: Część II / FILMGRAB

Naprawdę ktoś się spodziewał, że zabraknie tej sekwencji? Abstrahując od uczuć, jakie żywi się do Severusa Snape’a, trzeba to przyznać – Opowieść Księcia jako rozdział w książce, a później przeniesienie jej nadzwyczaj wiernie na ekran, to cudo. Ten zbiór scen można określić jako ostatnie części układanki, brakujące klocki, dzięki którym otrzymujemy spójną całość. Nigdy nie byłam natomiast pewna, czy z taką całością chciałam zostać.

Severus Snape od początku był dla mnie postacią, w której pokładałam wiele nadziei. Nie chciało mi się wręcz wierzyć, że dręczy Harry’ego bez większego powodu albo tylko z uwagi na Jamesa. Jednocześnie nigdy nie spodziewałam się odegrania przez niego tak znaczącej roli w życiu Pottera, tak wielkiej i głębokiej miłości żywionej wobec Lily. Przyznaję, że podczas lektury rozdziału Opowieść Księcia musiałam robić pauzy, a z każdym kolejnym zdaniem coraz bardziej zalegałam pod stertą chusteczek. Podczas seansu ostatniego filmu, na prawie pełnej sali kinowej, nie byłam nawet szczególnie zaskoczona, kiedy dorosły mężczyzna siedzący obok mnie, zalewał się łzami. Historia Severusa Snape’a sprawiła, iż znalazł on wyjątkowe miejsce w potterowskiej części mojego serca. Drugą część Insygniów Śmierci widziałam natomiast tylko dwa razy, bo nie mogę znieść widoku Severusa, który płacząc, trzyma w objęciach ciało Lily Potter. (Anna Czerwińska)

3. „Czy to boli? Śmierć?”

Harry Potter i Insygnia Śmierci: Część II
fot. Harry Potter i Insygnia Śmierci: Część II / FILMGRAB

Gdy Harry udaje się na ostateczne starcie z Voldemortem, trafia do Zakazanego Lasu. Tam bierze w dłoń Znicz, z którego wydostaje się Kamień Wskrzeszenia. Przepiękna scena z pierwszej części cyklu, gdzie Potter po raz pierwszy zobaczył swoją rodzinę w Zwierciadle Ain Eingarp, ma szansę odżyć na nowo. Spotkanie z matką, ojcem, Syriuszem i Remusem jest pełne ciepła i nadziei na zwycięstwo. Pozbycie się wszystkich trosk przez tragicznego bohatera. Co prawda początkowo Harry wydaje się bardziej zaskoczony niż ucieszony tym spotkaniem. Choć szybko na jego twarzy dostrzegamy zarówno wyraz zaniepokojenia oraz obawy przed śmiercią, jak i wzruszenie. W tej rozmowie pada niewiele słów, lecz wszystkie są warte zapamiętania. – Zostaniecie ze mną? – pyta Harry. – Do samego końca – odpowiada James. I, jak wiemy, nie kłamie. (Paweł Gościniak)

4. „Czy Draco przeżył?”

Harry Potter Insygnia Śmierci: Część II
fot. Harry Potter i Insygnia Śmierci: Część II / IMDb

Ogromny ciężar emocjonalny związany z tą sceną można podzielić na kilka czynników. Po pierwsze – tajemniczy dworzec King’s Cross pozostawił raczej więcej pytań aniżeli odpowiedzi. Po drugie, dla niezaznajomionych z literaturą – był to niezwykły cliffhanger. Nie codziennie oglądamy filmy, w których to protagonista pada trupem, szczególnie w produkcjach dla dzieci czy młodzieży. Po trzecie – Narcyza Malfoy, sportretowana przez Helenę McCrory, to przykład aktorskiego złota najczystszej próby.

W zaledwie kilku wyszeptanych słowach, jednym skinięciu i bezdechu, widzimy wszystkie emocje szargające jej umysłem. Strach o jedynego syna, nadzieja na jego ocalenie, pragnienie ucieczki z tego przeklętego miejsca i zapomnienia o całej tej katastrofie, jaką była dla Malfoyów Druga Wojna Czarodziejów. Narcyza jawi nam się jako bohaterka na poły tragiczna, wplątana w towarzystwo Śmierciożerców, jak i samego Voldemorta, przez jej męża. Sama zainteresowana będąc jedynie dobrem jej syna. Handel z Potterem ukryciem jego przeżycia, nie jest jedynym filmowym dowodem na jej troskę o Draco , ale tym, który wybrzmiewa najgłośniej. Pomimo zaledwie kilku wyszeptanych słów. (Martin Reszkie)

5. „Harry Potter nie żyje!”

Harry Potter i Insygnia Śmierci: Część II
fot. Harry Potter i Insygnia Śmierci: Część II / IMDb

Bez względu na to, jak przygotowani jesteśmy przed seansem i jak mało sensu ma to w szerokim kontekście, obserwowanie śmierci głównego bohatera bywa doświadczeniem bolesnym. Tym bardziej, gdy przeżyliśmy z nim już 7 lat. David Yates nie oszczędza nam bolesnych bodźców, pokazując tę tragedię z kilku różnych perspektyw.

Armia Śmierciożerów i cyniczny śmiech Voldemorta zdają się szydzić głównie z nas, naiwnie wierzących w sukces Harry’ego. Na rękach trzyma go człowiek, który wiele lat wcześniej dosłownie przyniósł go (w ten sam sposób) do naszego życia. Ukazując jak działa krąg życia. Wszyscy przyjaciele Harry’ego reagują emocjonalnie – płacząc, krzycząc i rzucając się w gniewie, gotowi zmiażdżyć armię Czarnego Pana gołymi rękami. Tak wielki wpływ wywarł na nich młody Potter. Jednak gdyby ktoś z widzów lub uczestników tej sceny nie zrozumiał, co dla świata znaczy poświęcenie Harry’ego, uzmysławia mu to jeden z cichych bohaterów Bitwy o Hogwart. Prawdziwy wybraniec i najdzielniejszy z Gryfonów – Neville Longbottom. Ta zapominalska gapa z Kamienia Filozoficznego podnosi rękawicę, stając nie tylko na czele wszystkich uczniów, ale i przed samym Lordem Voldemortem.

Tak, ludzie giną. Toczy się wojna, stawka jest kolosalnie wysoka, ale to nie znaczy, że należy się poddać. Jestem pewien, że nawet gdyby Harry pozostał bez życia w ramionach Hagrida, syn Franka i Augusty Longbottom osobiście strąciłby łeb Czarnego Pana z jego szyi, dobywając Miecza Godryka Gryffindora. Wiecie dlaczego? Bo odwaga jest domeną prawdziwych Gryfonów, a nie urodził się jeszcze mężniejszy niż Neville. Nawet się nie spierajcie. (Norbert Kaczała)

____________

Wybór najlepszych scen z ośmiu filmów o Harrym Potterze stanowił dla nas wyzwanie trudniejsze, niż z początku zakładaliśmy. Wiedzieliśmy natomiast już od razu, że zestawienie to nie będzie kompletne. Nie sposób przecież wybrać po jednej perełce z każdego filmu! Poza tym, takie wybory to wybory bardziej serca, niekoniecznie rozumu. Czym się zatem kierowaliśmy? Poczuciem humoru bohaterów, ich decyzjami, stratą. Realizacją scen magicznych, sposobami twórców na rozładowanie napięcia, przelaniem na ekran emocji. Mimo że filmy widzieliśmy te same, każde z nas szukało w nich czegoś innego.

Jeżeli jeszcze nie zapoznaliście się z pierwszą częścią zestawienia, to znajdziecie ją TUTAJ.

Nasza strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.